Życie pozaziemskie intryguje. Od kiedy nocne niebo pierwszy raz wprawiło nas w zadumę, wysnuliśmy tysiące hipotez na ten temat. Jednak jak się za moment okaże, nasz pogląd jest zaburzony; a punkt widzenia wąski.
Księga Urantii to bez wątpienia dzieło czysto religijne. Wyraźnie jednak różni się od innych tego typu podań. Nie tylko dlatego, że redefiniuje samo pojęcie religii, jej przesłania osadzono przy okazji na spójnych kosmicznych fundamentach. Autorzy Księgi nie mają wątpliwości: Pośród gwiazd nie jesteśmy sami. Nie byliśmy też pierwsi. Ale prawda rzeczywiście jest „gdzieś tam”. Także ta najbardziej przyziemna. I o Ziemi właśnie, widzianej oczami przybyszów z innych planet, będzie ten tekst.
Ziemia, czy raczej Urantia, bo tak w rządach wszechświata nazywa się naszą planetę, jest sześćset szóstym zaludnionym światem w lokalnym systemie planetarnym Satania. Planety, na których istnieje życie, numerowane są kolejno, wraz z wpisem do „rejestru światów zamieszkałych przez istoty obdarzone wolą”. Zgadza się — Ziemia jest sześćset szóstą z kolei zamieszkałą planetą w systemie; ów system zaś jednym z wielu. W czasie objawiania Przekazów w samej Satanii planet takich jak nasza było już 619; 36 zbliżało się do etapu, w którym może pojawić się na nich życie; kolejnych 200 okolicznych sfer ewoluowało do gotowości do tego stadium.
0-7/5/3/84/70/24-606
Chociaż Bóg inauguruje swoje panowanie w sercu jednostki, włada wszelkim materialnym stworzeniem. A ta władza jest absolutna. Sięga więc nie tylko najwcześniejszych przejawów materializacji, ale i bytu jako takiego. Bóg zaplanował i patrzył na zaistnienie czasu i przestrzeni; widział prastare kosmiczne przeobrażania i doglądał najpierwszych ciał niebieskich zdatnych do przyjęcia materialnego życia. A potem kolejnych. I kolejnych. Wszystko wedle swojej woli.
Ojciec Wszechświatowy, choć absolutnie, nie rządzi osobiście. Przekazuje kompetencje swym dzieciom i dzieli się z nami niemal każdą płaszczyzną tej władzy. Naprawdę masz w sobie Boga. Jednak na zewnątrz to nie z nim najczęściej masz do czynienia — kosmos działa dzięki jego niebiańskiej świcie. Nie tego można się spodziewać po religijnym objawieniu, ale jak wynika z Księgi Urantii, cały świat podlega boskiej biurokracji. Wszystko jest rejestrowane, katalogowane i szczegółowo opisywane. Także sam kosmos.
Wszechświatowa administracja kończy się na pojedynczej mieszkalnej planecie. Jak nasza. Idąc w górę, około 1000 takich planet tworzy system lokalny; 100 systemów składa się na konstelację (to około 100 000 mieszkalnych planet), a 100 konstelacji na wszechświat lokalny (to około 10 milionów mieszkalnych planet). Dalej mamy mniejszy sektor — 100 wszechświatów lokalnych (miliard mieszkalnych planet) i większy sektor — 100 mniejszych sektorów (100 miliardów mieszkalnych planet). 10 większych sektorów tworzy superwszechświat; to bilion nadających się do zaludnienia planet. Wyspę Raj — miejsce pobytu Ojca Wszechświatowego i „geograficzne centrum nieskończoności” — okrąża 7 w ten sposób zorganizowanych superwszechświatów. To wielki wszechświat: 7 bilionów planet, na których będą rozwijać się podobni nam ludzie. A przed nami epoki przestrzeni zewnętrznej. Ziemia, w katalogu zamieszkałych światów wielkiego wszechświata, otrzymała numer 5 342 482 337 666.
Nie jesteśmy sami. Nigdy nie byliśmy. Ziemia to Urantia, jedna z planet systemu — Satanii, konstelacji — Norlatiadeku, wszechświata — Nebadonu, mniejszego sektora — Ensy, większego sektora — Splandonu i siódmego superwszechświata — Orvontonu. Razem z mieszkańcami bilionów zaludnionych światów jesteśmy częścią wciąż powiększającej się boskiej rodziny. Nawet kiedy nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Pierwszy świt
Zrelacjonowana w Księdze Urantii historia powstania naszej planety różni się od najbardziej uznanych naukowych hipotez ten temat. Według autorów Przekazów Ziemia pochodzi bezpośrednio od Słońca. Zresztą tak jak cały Układ Słoneczny (nazwany w Przekazach Monmatia) jest pozostałością wyrwanych z najbliższej nam gwiazdy gazów. Słońce jest więc matką Urantii, ojcem jest układ gwiezdny Angona.
Zacznę jednak trochę wcześniej, kiedy to 6 miliardów lat temu, wraz z końcową erupcją jądra mgławicy Andronover narodziło się Słońce. Półtora miliarda lat później w pobliżu osamotnionej gwiazdy zjawił się ogromny układ gwiezdny — wspomniana Angona. W jego centrum leżał naładowany energią, masywny „czarny olbrzym kosmiczny”. Potężna siła przyciągania tej czarnej dziury, w miarę zbliżania się Angony do Słońca, wyrywała z niego coraz większe strugi materii gazowej. Części tego tworzywa zaczynały orbitować wokół Słońca, formując odrębne ciała materialne. Reszta, za sprawą grawitacji, wracała, skąd pochodzi. Im bliżej był Angona, tym obfitsze i bardziej spektakularne stawały się wyrzuty materii słonecznej. Po pięciuset tysiącach latach takiego randkowania, gdy Angona był najbliżej w historii, Słońce uległo częściowemu rozerwaniu. Wielka kolumna gazów trwale wyrwała się spod grawitacji Słońca, by później przekształcić się w planety Układu Słonecznego.
Księga Urantii drobiazgowo opisuje historię naszej planety. Począwszy od jej pochodzenia, które pokrótce nakreśliłem, przez geologiczne przeobrażenia i klimatyczne rewolucje, do stanu, kiedy okazała się zdatna do życia. I dalej. O tym wszystkim przeczytasz w pięćdziesiątym siódmym (i dalszych) Przekazie Księgi Urantii — Pochodzenie Urantii.
Wyrwany przez przechodzącego obok przybysza fragment Słońca przez miliardy lat wyłapywał mniejsze ciała Układu Słonecznego, aby osiągnąć swoje aktualne rozmiary (gdy porównać wielkość Ziemi z innymi zamieszkałymi światami, wypada trochę poniżej średniej); i zyskać miano planety. Nazwę — Urantia — nadano Ziemi około miliard lat temu; 993 492 lata upłynęły (w 2018 r.), odkąd została oficjalnie uznana za zamieszkałą.
Człowiek — to brzmi dumnie
Jesteśmy dominującym gatunkiem na Ziemi; niekwestionowanymi władcami planety. Górujemy nad każdą formą znanego nam życia.
Księga Urantii bezpardonowo, acz z pewną dozą czułości, wybija takie pomysły z głowy i szybko wskazuje naszą pozycję w wielkim wszechświecie. Innym razem zajmę się przedstawioną w Księdze Urantii historią człowieka. Także miejscem, w jakim zdaniem autorów obecnie się znajdujemy — a jest to bardzo wczesny etap rozwoju ewolucyjnego; dodatkowo opóźniony wyjątkowymi okolicznościami.
Nasza wiedza jest adekwatna. Lektura Przekazów Urantii może więc być jak zimny prysznic. Uświadamia, że o otaczającym nas świecie nie wiemy praktycznie nic; jeszcze mniej o nas samych i Bogu. Tym zabawniej to zabrzmi, kiedy w pamięci będziemy mieć co poniektórych mędrców, którzy, zupełnie jak ich poprzednicy, w imię nauki lub religii oznajmili, że wiedzą już wszystko.
900.000.000 lat temu przybyła na Urantię pierwsza grupa rekonesansowa z Satanii, wysłana z Jerusem w celu zbadania planety i sporządzenia raportu na temat jej przydatności dla życia eksperymentalnego. Komisja ta liczyła dwudziestu czterech członków i składała się z Nosicieli Życia, Synów Lanonandeków, Melchizedeków, serafinów i innych klas życia niebiańskiego, zajmujących się organizacją i administracją planet w ich wczesnym stadium rozwoju.
57:8.7 (661.1)
Perturbacje
Powszechnie wiadomo, że ewolucji potrzebny jest czas; bardzo dużo czasu. A my, mieszkańcy Ziemi, w odniesieniu do samej planety czy Słońca jesteśmy młodzi; w porównaniu do wszechświata ludzkość przyszła na świat ledwo sekundę temu. Zatem wiek to, można rzec, naturalna przyczyna naszej słabej pozycji w ewolucyjnej stawce. Jednak nie jedyna.
Nie mamy szczęścia do polityków. I nie tylko tych ludzkich, bo zgodnie z zapisami Księgi, Urantia na skutek przyłączenia się jej władców do buntu Lucyfera poddana została kwarantannie — izolacji duchowej. Stąd też nasze poczucie kosmicznego osamotnienia. Taki stan trwa od dwustu tysięcy lat. Nie pamiętamy, że kiedyś było inaczej. Nielojalność Caligastii, ówczesnego władcy naszej planety, wywołała tu powszechny chaos; „okradła wszystkie kolejne pokolenia z moralnego wsparcia, jakie zapewniałoby dobrze zorganizowane społeczeństwo”. Lucyfer faktycznie wzniecił nadludzki bunt; jego skutki rzeczywiście opóźniły nasz rozwój. Nie miało to jednak nic wspólnego z przerysowaną walką ohydnego władcy piekieł z nieskazitelnymi, boskimi zastępami, którą wielu zna z lekcji religii.
Kolejnym przeinaczonym faktem, z którym możemy być zaznajomieni, a który wpłynął na stan naszej planety, jest odstępstwo adamiczne. Podobnie jak w przypadku buntu Lucyfera, historię Adama i Ewy również przekłamano. Niemniej jeżeli wierzyć Przekazom, faktycznie miała miejsce. Mimo iż z innym niż powszechnie znanym skutkiem, także „grzech pierworodny” (który de facto grzechem nie był) negatywnie wpłynął na nasze aktualne położenie; „pozbawił rasy ludzkie takich wyższych cech fizycznych, które lepiej współgrałyby z ich duchowymi dążeniami”.
Tu nie jest normalnie. Zdrada Caligastii i odstępstwo adamiczne opóźniły i zaburzyły wszystkie stadia naszego postępu intelektualnego i osiągnięć duchowych. To dlatego tak mało czujemy; to dlatego tak mało wiemy. Dlatego jesteśmy agondonterami.
A to nie koniec.
Mniej więcej jeden na dziesięć mieszkalnych światów zostaje wytypowany na „planetę dziesiętną”. Na nich dopuszcza się większe odchylenia od standardowego planu życia. Jak pewnie się już domyślasz, to właśnie na Ziemi zezwolono na takie eksperymenty. Urantia różni się znacznie od siostrzanych sfer Satanii. W całym systemie jest zaledwie 61 podobnych pod tym względem światów. Pojawiło się tu wiele form życia nieistniejących nigdzie indziej; wiele pospolitych gatunków nie występuje u nas wcale. Ów eksperyment, w zderzeniu z buntem Lucyfera, więc też błędem Adama i Ewy, dodatkowo skomplikował nasze usytuowanie.
Z punktu widzenia autorów Księgi Urantii jesteśmy mocno w tyle. Czy weźmiemy pod uwagę świadomość duchową, czy nawet wiedzę — ledwo raczkujemy. Nic w tym złego. Ewolucja niepohamowanie robi swoje, a niektóre z wczesnych osiągnięć nie przepadły zupełnie. Choć egocentryzm sprawia, że jesteśmy trochę jak szczerbaty kundelek, co to nie wyściubił pyska poza kojec, ale najgłośniej skrzeczy, takim właśnie torem się rozwijamy. Warczymy, szczekamy, ale w religii, czego przykładem są, chociażby wspomniane bunt Lucyfera i odstępstwo adamiczne (i wiele więcej), głównie błądzimy. Coś gdzieś dzwoni; ale od dawna już nie w Kościele.
Urantiocentryzm
Nie farciło się nam. Jeszcze długo będziemy odczuwać skutki tamtych wyborów i zbiegów okoliczności. W tym wszystkim Księga Urantii trafia też w naszą pychę. Bo nie jesteśmy tak ważni, jak nam się zdaje. Ani jedyni, ani najważniejsi, ani najmądrzejsi w bezmyślnym wszechświecie. Posiłkujący się nauką ateiści, są jak pierwszoklasiści, którzy po obejrzeniu filmiku na YouTube odkryli, że są mądrzejsi od rodziców; powołujący się na Biblię katolicy jak przedszkolaki, którzy nie przyjmą do wiadomości, że komiksy o Batmanie są fikcją.
Ziemia jest niewielką, zacofaną, a do niedawna była mało znaczącą planetą. Jednak najbardziej znamienna w skutkach okoliczność — obdarzenie Michała-Stwórcy dokonane 2026 lat temu, rzuciło Urantię na usta całego wszechświata.
Z historią Jezusa z Nazaretu — wcielonego na Ziemi Syna Michała — jest jak z wieloma naszymi wierzeniami. Coś tam wiemy, ale tak to poprzekręcaliśmy, że postać Jezusa wygląda, jak z krzywego zwierciadła. Jezus, Rajski Syn Stwórca, choć nie jest drugą osobą Trójcy, mimo iż nie chodził po wodzie i wcale nie umierał za nasze grzechy, rzeczywiście jest Stwórcą; także budowniczym i niezależnym władcą naszego wszechświata. Dla wszystkich zamieszkałych planet Nebadonu, w tym Ziemi jest, praktycznie rzecz biorąc, Bogiem — uosabia wszystko, co możemy zrozumieć na jego temat. A jego wizyta tutaj zmieniła status naszej planety na zawsze.
Boski plan przewiduje, że każdy wszechświat lokalny będzie miał 10 milionów zamieszkałych planet. Stwórcy i władcy poszczególnych wszechświatów (tak, Jezus jest jednym z wielu podobnych mu Synów Boga) wybierają spośród nich jedną, gdzie wcielą się w istotę ludzką; i żyją tam zwyczajnym ludzkim życiem. Dzieje się tak z określonych powodów i w konkretnym celu; bynajmniej nie po to, by udobruchać gniewnego Boga. Michał z Nebadonu, stwórca i władca naszego wszechświata, z dziesięciu milionów swoich planet wybrał Ziemię. A nas jako świadków tego jednorazowego wydarzenia. Co całkiem logiczne, normalne światy takie wyróżnienie traktują jako największy zaszczyt. My wcielonego Syna Stwórcę odrzuciliśmy; potem niesprawiedliwie osądziliśmy, by na końcu go torturować i bestialsko zamordować. Nawet dzisiaj wciąż z niego kpimy i przeinaczamy to, co powiedział.
Urantia jest względnie samotna na peryferiach Satanii, wasz Układ Słoneczny, poza jednym wyjątkiem, jest najbardziej oddalony od Jerusem, podczas gdy sama Satania jest druga w kolejności, po najbardziej na zewnątrz wysuniętym systemie Norlatiadeku, a konstelacja ta przemierza teraz zewnętrzne peryferie Nebadonu. Należeliście naprawdę do najmniejszych z całego stworzenia, do tego czasu, gdy obdarzenie dokonane przez Michała wyniosło waszą planetę do honorowej pozycji i cały wszechświat zaczął się nią interesować. Czasami ostatni jest pierwszym, podczas gdy prawdziwie najmniejszy staje się największym.
41:10.5 (466.4)
Z Bogiem
Rozwój gatunków ludzkich podąża określoną ewolucyjną ścieżką. Ta droga z perspektywy planety jest, rzecz jasna, zawsze unikalna. Jednak kiedy ją oddalić, rozwój zamieszkałych światów wygląda zazwyczaj tak samo. Nie u nas.
Wspomniane wyżej zawiłości wpływają nie tylko na obecny stan gatunku ludzkiego na Ziemi, ale także na status oraz administrację samej planety. Życie na nieskalanych buntem światach musi wyglądać zupełnie inaczej niż tutaj. Wszystkie planety mają nadludzki rząd oraz personel administracyjny; w większości niewidzialny dla ludzkich oczu. Jednak na tych normalnych stale przebywają też nadludzcy posłańcy Boga, którzy są dla wszystkich mieszańców widzialni. Np. Adamowie i Ewy. Te widzialne istoty są długowieczne, a czasem i nieśmiertelne. Ze swymi duchowymi partnerami sprawują wspólne zwierzchnictwo nad rozwijającym się gatunkiem ludzkim niemal od pierwszych przejawów wolnej woli (należy mieć przy tym na uwadze, że taki wczesny człowiek nie różni się jeszcze za bardzo od zwierzęcia, z którego wyewoluował). Władza, jaką znają tamtejsi ludzie, jest trwała — wszystkie pokolenia pamiętają tych samych boskich przedstawicieli. Ich przywództwo jest spójne i dojrzałe, a efekty pracy wyraźne i policzalne. Boskie istoty widzą w swych ludzkich braciach partnerów i podopiecznych. Nigdy podwładnych, czy niewolników. Pielęgnują ludzkiego ducha i stopniowo wykorzeniają pozostałości zwierzęcych tendencji. Religia, czy nawet sama wiara w Boga na takich światach musi mieć zupełnie inny wydźwięk. Nie bez powodu autorzy Księgi ubolewają, że nie będziemy w stanie sobie wyobrazić, jak może wyglądać normalne (nie tylko to biologiczne) życie.
Rząd Urantii
Wprawdzie nie ma na Ziemi jawnego nadludzkiego rządu, nie pozostajemy bez niebiańskiej opieki. Mamy zarządców i przedstawicieli, którzy dbają o nasze sprawy. Taki rząd siłą rzeczy nie jest typowy, więc nie działa według powszechnie obowiązujących zasad. Różni się nie tylko od tych, na pozostałych światach naszego systemu, ale i od wszystkich innych w całym wszechświecie. Początkowo jednak wszystko szło zgodnie z planem.
Dziś w południe, na apelu aniołów planetarnych, opiekunów i innych, było na Urantii 501.234.619 par serafinów. Dwieście zastępów seraficznych oddanych jest pod moją komendę – 597.196.800 par serafinów albo 1.194.393.600 indywidualnych aniołów. Rejestry wykazują jednak 1.002.469.238 jednostek; wynika stąd zatem, że 191.924.362 aniołów nie było na tym świecie – działali w transporcie jako posłańcy i przy obowiązkach śmierci. (Na Urantii jest prawie taka sama liczba cherubinów co serafinów i są oni podobnie zorganizowani).
114:0.2 (1250.2)
Dobre złego początki
Stosownie do standardowych procedur, po uzyskaniu przez Ziemię statusu planety, powiernikiem władzy na tak młodej sferze został ówczesny władca systemu — Lucyfer. Władca systemu ma pod sobą wiele podobnych planet, więc bezpośrednie zwierzchnictwo, do czasu przybycia mianowanego Księcia Planetarnego, sprawowała na Urantii wspólna komisja dwunastu Melchizedeków i Nosicieli Życia. Książę Planetarny — Caligastia — stawił się na Ziemi jakieś 500 000 lat temu; żyło tu już prawie pół miliarda prymitywnych istot ludzkich. Caligastia nie był oczywiście sam. Miał do dyspozycji liczny, ale typowy dla takich misji personel pomocniczy. Wtedy też zawitali na Ziemi pierwsi widzialni, choć nadludzcy (a więc nieśmiertelni) administratorzy. Tym sposobem ustabilizował się wyjściowy, oficjalny boski rząd Urantii. Caligastia, pozostając w stałym kontakcie z przełożonymi, sumiennie wypełniał swoje obowiązki przez 300 000 lat.
Po przyłączeniu się Księcia Planetarnego Urantii do buntu Lucyfera Ziemia utraciła powiązania z wszechświatowymi sekcjami administracyjnymi. Chociaż nie wszyscy podwładni Caligastii poszli za nim, każda grupa życia niebiańskiego przebywająca na planecie została bez ostrzeżenia odcięta od informacji i rady z zewnątrz. Zapanował (nie tylko) administracyjny chaos. Taki stan rzeczy utrzymywał się przez kolejne 200 000 lat; aż do zakończenia przez Chrystusa Michała ziemskiego obdarzenia w ciele, kiedy to definitywnie zakończył bunt w Satanii i został ogłoszony nowym Planetarnym Księciem Urantii. Pozostaje nim do dzisiaj. Stwórca i władca całego wszechświata jest jednocześnie Księciem jednego z dziesięciu milionów światów, które stworzył — Ziemi.
W międzyczasie, niedługo po zdradzie Caligastii, komisaryczną władzę nad Urantią ponownie przejęli Melchizedecy. Służyli w tej roli ponad 150 000 lat, aż do przybycia na Ziemię kolejnych widzialnych administratorów: Adama i Ewy. W normalnych okolicznościach Adam i Ewa ściśle współpracują z rządem Księcia Planetarnego. Na Ziemi musieli radzić sobie sami. Jak już wiemy, nie podołali temu zadaniu.
Powinniśmy mieć na uwadze, że mimo poparcia dla Lucyfera, Caligastia pozostawał tytularnym Księciem Planetarnym Urantii. Z pochodzenia był wysokiej klasy Synem wszechświata lokalnego, więc wciąż cieszył się poważaniem wielu przebywających w tym czasie na Ziemi istot. Dla niektórych w ogóle nie do pomyślenia było, że tak doświadczony i utalentowany administrator może pobłądzić; ludzie byli tej grze co najwyżej pionkami. Caligastia został oficjalnie zdetronizowany dopiero przez obdarzającego Urantię Michała. Do tego czasu dysponował wszelkimi środkami, aby snuć swą intrygę. Miał też łatwy dostęp do Adama i Ewy. A ci, odizolowani, a po odejściu Melchizedeków osamotnieni, nie byli przygotowani na takie okoliczności. Koniec końców, po odstępstwie Adama i Ewy, niecałe 40 000 lat temu dwunastu Melchizedeków ponownie wróciło na Ziemię sprawować komisaryczną władzę.
Dwudziestu czterech radców
Wraz ze swoim siódmym obdarzeniem Chrystus Michał ostatecznie zakończył bunt w Satanii. Jednak zamieszania i szkód, jakich narobił Caligastia na Ziemi, nie da się ot tak naprostować. Musimy pamiętać też o tym, że Urantia nie była jedyną planetą w systemie, której władcy zwrócili się przeciwko Synowi Stwórcy.
Jedynym posunięciem Michała, dotyczącym ziemskiej administracji, było powołanie „jerusemskiej komisji”; zespołu najbardziej zbliżonego do sekcji prawodawczej rządu planetarnego. Komisja otrzymała upoważnienie do reprezentowania nowego Księcia — a zarazem władcy całego wszechświata — nie tylko w rządzie Urantii, ale w rządach wszystkich trzydziestu sześciu objętych izolacją planetach systemu (każda z odosobnionych planet ma własnych doradców i władze, są one jednak podporządkowane jerusemskiej komisji). W skład nowo utworzonej komisji weszło dwudziestu czterech radców; w większości to pochodzący z Ziemi śmiertelnicy, mi.in. Jan Chrzciciel, Mojżesz, Henoch, ale też zrehabilitowani Adam i Ewa, czy Machiventa Melchizedek, który wcielił się w człowieka w czasach Abrahama. Machivencie Michał niedawno powierzył rolę namiestnika (ten jednak w żadnym stopniu nie zmienił jego zarządzeń). Więcej szczegółów nt. składu dwudziestu czterech radców znajdziesz pod tym odnośnikiem. Co ciekawe, tylko szesnaście miejsc w radzie z Jerusem obsadzone jest na stałe. Pozostałe 8 zapełnianych jest przydziałami tymczasowymi — czekają na wznoszących się urantian z obecnej i z przyszłych epok.
Autorzy Księgi Urantii nie wiedzą, jakie warunki należy spełniać, aby zostać wcielonym do rady dwudziestu czterech. Zauważają jednak, że wszyscy członkowie grupy (z wyjątkiem Machiventy) odznaczali się na Ziemi talentem przywódczym. Rozwijali później te zdolności na światach-mieszkaniach Satanii i dzięki szkoleniom w stolicy — Jerusem (zakładam, że stąd też pochodzi nazwa ich komisji). Nominacje do służby w komisji wychodzą z gabinetu nowego Władcy Satanii — Lanaforge; zatwierdzają je Najwyżsi Ojcowie z Edentii, następnie akceptowane są przez Przydzielonych Strażników z Jerusem. Końcowego mianowania na członka dokonuje, zgodnie z upoważnieniem Michała, Gabriel z Salvingtonu. Nie wiadomo, jak długo stali członkowie komisji pozostaną na swoich stanowiskach. Aktualnie wszyscy zostali wyłączeni ze standardowej procedury wznoszenia się.
Gubernator
Ten specyficzny ludzko-nadludzki rząd zwraca szczególną uwagę na naszą planetę. Ma w końcu z Ziemią wiele wspólnego. Komisja utrzymuje bliskie kontakty z Michałem i nadzoruje wszystkie działania wynikające z faktu, że dokonał na Ziemi swego końcowego obdarzenia. Rotacyjnie, jeden z nich pozostaje tutaj na stałe.
Radcy, co 100 lat wyznaczają jednego ze swego grona do pełnienia funkcji reprezentanta administracyjnego — rezydującego generalnego gubernatora Urantii. Pierwszy przybył na Ziemię niedługo po śmierci Jezusa — w dniu zesłania Ducha Prawdy. Ostatnia zmiana na stanowisku gubernatora nastąpiła całkiem niedawno: podczas objawiania Przekazów funkcję tę przejęła dwudziesta osoba z kolei.
Gubernator generalny nie sprawuje faktycznej, osobistej władzy, jaką dysponowałby ktoś w rodzaju premiera rządu. Działa raczej jako osoba koordynująca nadludzką administrację — lider istot niebiańskich służących na Ziemi. Pod jego nadzorem większość problemów, czy niezgodności pojawiających się pośród tutejszych istot pośrednich i serafinów nadzoru planetarnego, rozstrzygana na zasadzie wzajemnej ugody (aczkolwiek wszystkie jego postanowienia mogą podlegać apelacji).
Serafini nadzoru planetarnego
Gubernator generalny nie pracuje oczywiście w pojedynkę. Ma do pomocy 12 korpusów wysokich serafinów — absolwentów Serafingtonu, którzy służą jako bezpośredni, „nadludzcy kierownicy planetarnego postępu i stabilizacji”. Szefowie poszczególnych grup stanowią bezpośredni gabinet administracyjny gubernatora.
Nie wiem, jakimi sposobami te anioły działają — trudno przecież przypisać im jakieś konkretne wpływy. Jednak to, jak Księga Urantii ich opisuje, brzmi nad wyraz intrygująco. Pozwoliłem sobie przy okazji na pewne luźne domysły.
- Anioły epoki nadzorują pokolenia aktualnego systemu sprawiedliwości, tak abyśmy mogli dopasować się do epoki, w której żyjemy. Ewolucja gatunków ludzkich przebiega, czy raczej powinna przebiegać określonym torem. Wertepy na naszej trasie ten postęp zaburzyły. Niewykluczone, że pod pewnymi względami możemy być nieco dalej, niż powinniśmy (z powodu wizyty syna obdarzającego), zasadniczo jednak jesteśmy w tyle (z powodu buntu Lucyfera). Wydaje mi się, że nasz rozwój intelektualny (techniczny) niewspółmiernie wyprzedził nasz stan duchowy (religijny). Dlatego zakładam, że anioły epoki mają za zadanie nas inspirować (albo nami manipulować), żebyśmy zechcieli te straty nadrabiać. Tak, abyśmy podczas obecnego systemu sprawiedliwości dogolili wytyczne obecnej epoki. Służący aktualnie na Ziemi korpus aniołów epoki jest trzecią z kolei przydzieloną tutaj grupą tego typu.
- Anioły postępu, wspierając rozwój wrodzonych tendencji istot ewolucyjnych, inicjują ewolucyjny postęp przyszłych epok. Anielskie korpusy nadzoru planetarnego na pewno ze sobą współpracują. Sądzę jednak, że 3 pierwsze grupy działają wobec siebie wręcz uzupełniająco. Kiedy anioły epoki wspierają nas, żebyśmy nadgonili zaległości przeszłości, anioły postępu dbają o to, żebyśmy nie odpuścili wymagań przyszłości. Obecnie na Ziemi służy drugi z kolei zespół aniołów postępów.
- Opiekunowie religijni, nazywani też aniołami kościołów, stanowią uzupełnienie tego czasowego tria. Kiedy anioły epoki dostrajają teraźniejszość, a anioły postępu aranżują przyszłość, anioły kościołów dbają o przeszłość. Ich zadaniem jest zachować dawne, acz wciąż aktualne ideały i zapewnić im bezpieczny tranzyt do kolejnych epok. Tłumaczą wieczne prawdy przebrzmiałych religii na współczesny język, pilnując tym samym, żebyśmy wraz z przeszłością ich nie pogrzebali. Działają więc, w pewnym sensie, po przeciwnej stronie aniołów postępu. Jednak niech nie zmyli cię nazwa — anioły kościołów nie mają nic wspólnego z sektami i zorganizowanymi religiami. To piąta z kolei anielska grupa wyznaczona do takich zadań.
- Anioły życia narodowego zajmują się przedsięwzięciami politycznymi; dbają w szczególności o tutejsze stosunki międzynarodowe. Współczesną polityką zajmuje się czwarty z kolei korpus aniołów.
- Anioły ras, jak wskazuje nazwa, działają w celu zachowania ludzkich ras na Ziemi; nie przykładają jednak wagi na polityczne, czy religijne podziały. Wyznaczeni do tego typu prac serafini nigdy nie byli zmieniani.
- Aniołom przyszłości blisko do aniołów postępu. Kiedy ci drudzy przygotowują nas na wyzwania przyszłej epoki, anioły przyszłości ją przewidują i planują nadchodzące przedsięwzięcia. Księga Urantii nazywa ich „architektami nadchodzących epok”. To również pierwsza taka grupa działająca na Ziemi.
- W centrum uwagi aniołów oświecenia jest edukacja. Zajmują się nauczaniem umysłowym i moralnym jednostek, ale też rodzin, społeczności, czy całych narodów. Obecnie działa tu trzeci korpus aniołów oświecenia.
- Anioły zdrowia przydzielani są placówkom służby zdrowia. To szósta z kolei taka grupa działająca na Ziemi.
- Anioły rodziny dbają o zachowanie i rozwój instytucji rodziny. To piąty korpus nadzoru planetarnego przydzielony do takich zadań.
- Anioły gospodarki wspierają właściwy rozwój warunków ekonomicznych. Na Ziemi to ósma z kolei grupa w tej roli.
- Anioły rozrywki pielęgnują wartości zabawy, humoru i odpoczynku. Starają się promować i doskonalić zdrowe ludzkie rozrywki, a tym samym wspierać efektywne wykorzystywanie wolnego czasu. To trzecia z kolei tego rodzaju grupa aniołów.
- Anioły służb nadludzkich wspierają inne nadludzkie osobowości działające na Ziemi. Korpus ten, tak jak korpusy aniołów ras i aniołów przyszłości, nigdy nie był zmieniany.
Nadludzkie istoty, a dotyczy to zarówno wysokich Synów Boga (i samego Boga), jak i wszystkich klas anielskich, nie mogą ingerować w ludzką wolę — Bóg nigdy do niczego cię nie zmusi. Anioły nadzoru planetarnego muszą więc aranżować warunki planetarne i odpowiednio łączyć zastane okoliczności. Jak to rzeczywiście wygląda? Nie wiem. Szef serafinów przebywających na Ziemi mówi, że używają ku temu „wielu środków”. Co istotne, ci sami wyżsi serafini zajmują się również prowadzeniem ziemskiego rezerwowego korpusu przeznaczenia.
Regent
Nadmaterialny rząd Urantii nie utrzymuje bliskich, organizacyjnych kontaktów z wyższymi jednostkami wszechświata lokalnego. A radcy z komisji jerusemskiej, choć z ważnymi upoważnieniami od samego Michała, nie mają pełni władzy.
Strukturę administracyjną Urantii dodatkowo komplikuje arbitralne przejęcie władzy planetarnej przez rząd konstelacji Norlatiadek; co miało miejsce krótko po wybuchu buntu. Od tego czasu na Ziemi przebywa Syn Vorondadek, obserwator Najwyższych Ojców ze stolicy Norlatiadeku, Edentii. Gubernator generalny jest tymczasowym i doradczym szefem wykonawczym planety, ale prawo weta zawsze spoczywa w ręku Najwyższego Ojca-obserwatora (aniołowie z korpusów nadzoru planetarnego podlegają jednak bezpośrednio rezydującemu na Ziemi gubernatorowi; pracują niezależnie od nadrzędnej kontroli Najwyższego Ojca-obserwatora). Ojciec-obserwator, w związku z brakiem bezpośredniej działalności Michała na Urantii, jest więc obecnie najwyższym powiernikiem władzy planetarnej.
W momentach poważnych kryzysów to właśnie Syn Vorondadek jest rzeczywistym i niezawisłym szefem nadludzkiego rządu. W takich okresach, a w historii Urantii zdarzyło się to 33 razy, Ojciec-obserwator dysponuje niekwestionowaną władzą nad wszystkimi przebywającymi na planecie służbami i administratorami (Wyjątek stanowi oddziałowa organizacja archaniołów. Po ukończeniu siódmego obdarzenia Ziemia została oddziałowym zarządem archanielskiej administracji wszechświata oraz dyrekcją części ich działań, związanych z programem wznoszenia się do Raju. W wyłącznie „duchowych problemach” i w niektórych sprawach „czysto osobowych” najwyższa władza leży w rękach dowodzącego archanioła). Służba Najwyższych Ojców-obserwatorów również jest rotacyjna. Obecny reprezentant władz konstelacji jest dwudziestym trzecim z kolei na tym stanowisku.
Co ciekawe działa tutaj również trzech Uosobionych Dostrajaczy. Ich praca, choć w każdej mierze aktywna, musi być tajemnicza nawet dla wyższych nadludzkich istot. Aktualny Ojciec-obserwator dowiedział się o nich dopiero w chwili, kiedy obejmował regencję (podczas poprzednich tur nie przejawiali swojej obecności).
Każdy dzień administracyjny na Urantii zaczyna się konferencją konsultacyjną, na której jest gubernator generalny, planetarny szef archaniołów, Najwyższy Ojciec-obserwator, supernafin nadzorujący, szef Nosicieli Życia rezydentów i zaproszeni goście, wybrani spośród wysokich Synów wszechświata i spośród pewnych, odwiedzających badaczy, którym zdarzyło się przebywać na planecie.
114:5.5 (1254.5)
Istoty pośrednie
Jesteśmy tu na chwilkę. Te kilkadziesiąt lat życia, w obliczu planety to moment; w obliczu wszechświata nic.
Istoty pośrednie są pierwszą grupą stałych mieszkańców planet, na których istoty pochodzące od zwierząt przejawiają wolną wolę. Powołano ich do bytu w pełni ukształtowanych; nigdy nie dorastali, więc się też nie zestarzeją. Byli tutaj przed nami. Zostaną po naszej śmierci. Służą, rozwijając się w mądrości i doświadczeniu.
Te niepowtarzalne istoty żyją na większości zamieszkałych światów; na wszystkich planetach dziesiętnych. Z perspektywy autorów Księgi Urantii, ziemska cywilizacja jest wspólnym wytworem ludzi i istot pośrednich. I choć to my jesteśmy fizycznymi, więc najbardziej oczywistymi mieszkańcami, to właśnie pośrednich nazywa się obywatelami Urantii. Ich kultura, będąca przecież wytworem istot nieśmiertelnych, jest odporna na doczesne i zmienne koleje losu, które potrafią zgnębić cywilizację ludzką. My, z pokolenia na pokolenie, zapominamy. Korpus pośrednich pamięta zawsze i wszystko, a ta pamięć jest skarbnicą tradycji naszego świata. Dzięki nim kultura tej planety nigdy nie zginie. To nie zwycięzcy piszą historię. Robią to istoty pośrednie.
Caligastia zwiódł wielu pośrednich, a ci zbuntowani robili na Ziemi sporo dziwnych rzeczy. To właśnie im (oraz innym błądzącym istotom) zawdzięczamy legendy o opętaniach, demonach, czy innych strzygach. Pozbawieni nadzoru, zagubieni pośredni co rusz ukazywali się śmiertelnikom; czasem wpływali na podrzędne umysły i do pewnego stopnia potrafili kierować dzięki temu ludzkim życiem. Złe duchy rzeczywiście istniały. Wszystko to było możliwe i faktycznie się działo. Do czasu. Chrystus Michał, obejmując pełnię wszechświatowej władzy, na zawsze ukrócił takie wybryki. Wszystkie współczesne rewelacje dotyczące opętań, czy demonicznych nawiedzeń są, z takich czy innych powodów, zmyślone.
Obecnie „Zjednoczeni Pośredni Urantii” są wyjątkową, bo wypróbowaną w czasach buntu, grupą planetarnych pomocników. Żaden z nich nie ugiął się pod presją nielojalnych przełożonych. Nieprzerwanie i wiernie odgrywają swoją rolę w planetarnej ewolucji. Jako obywatele Urantii i nasi kuzyni wytrwale i z determinacją pracują na rzecz rozwoju swej rodzimej — naszej — planety. Ich postawę wyraża motto: „Czego Zjednoczeni Pośredni się podejmą, tego Zjednoczeni Pośredni dokonają”. To właśnie dzięki nim, między innymi, możesz czytać Księgę Urantii.
Ciąg dalszy nastąpi?
Co czeka Urantię? Tak po prawdzie to nikt tego nie wie. Z najdalszej perspektywy powrót naszej planety na właściwe ewolucyjne tory jest pewny. Pojawią się tu kolejni zstępujący Synowie; zgodnie z obietnicą ponownie odwiedzi nas sam Chrystus Michał. Nadejdą kolejne epoki, a z nimi kolejne systemy sprawiedliwości. Era światłości i życia jest nieunikniona. Taka jest wola Boga. To jednak pieśń dalekiej przyszłości.
Wcześniej, jak przewidują autorzy Księgi, wspomniany radca z komisji jerusemskiej, Machiventa Melchizedek — namiestnik Księcia Planetarnego — zajmie miejsce Władcy Planetarnego Urantii. W stolicy systemu domniemywa się również, że mogą mu towarzyszyć dzieci (syn i córka) Adama i Ewy, którzy aktualnie przebywają na Edentii jako podopieczni Najwyższych Ojców. Jednak w związku z tym, że status naszej planety jest aktualnie wszechświatowym ewenementem, wszystko to wyłącznie przypuszczenia.
Próba wiary
Nie da się ukryć, że nie ma na Ziemi cielesnego personelu Księcia Planetarnego ani materialnego rządu Adama i Ewy. Autorzy Księgi Urantii uspokajają, że te braki częściowo wynagradzają wyjątkowe istoty pośrednie i specjalne służby anielskie. Absencję Księcia Planetarnego kompensuje obecność gubernatora generalnego, archaniołów i Najwyższego Ojca-obserwatora. Na Ziemi wciąż przebywa też para starszych Nosicieli Życia i ich dwunastu asystentów — oni przybyli tu na stałe jako pierwsi.
Nie zmienia to faktu, że czujemy się osamotnieni. Nie tylko tutaj, ale i w całym kosmosie. Niektórzy ateiści uznają to za niepodważalny fakt. Wierzący są tylko coraz bardziej zdezorientowani. Bo z jednej strony wiemy, że jest coś więcej; czujemy to, nawet jeśli tego nie widać. Z drugiej jednak organizacje religijne i sekty, z Kościołem katolickim na czele, tak wypaczają dowody religii, że łatwo jest zwątpić.
Księga Urantii pod tym względem też zbytnio nie pomaga. Dostajemy wprawdzie fascynującą relację z tego, co się tutaj dzieje, ale zweryfikować te objawienia możemy wyłącznie w duszy.
Nie wiemy, jak wyglądałby nasz świat, gdyby nie bunt Lucyfera; nie wiemy, jak wyglądałby, gdyby nie ci, którzy obecnie czuwają nad nami. Przekazy Urantii wystawiają wiarę na próbę. A to specyficzny rodzaj próby. Bo nic przecież nie musisz; a możesz wszystko. Wyłącznie od ciebie zależy, czy „uwierzysz, nie widząc”, czy „wytrwasz, gdy jesteś odosobniony” i czy będziesz „tryumfował nad trudnościami nie do pokonania”. Jedno jest pewne, przyszłość, i to nieważne czy Urantii, czy Ziemi, zależy przede wszystkim od nas.
Epilog
Kiedy tarcia pływowe Księżyca i Ziemi się wyrównają, Ziemia zawsze będzie zwracać się tą samą półkulą w kierunku Księżyca a dzień i miesiąc będą miały taką samą długość, około czterdziestu siedmiu dni. Po osiągnięciu takiej stabilizacji orbit, tarcia pływowe zaczną działać odwrotnie, nie odpychając już Księżyca od Ziemi, ale stopniowo zaczną przyciągać satelitę do planety. A potem, w odległej przyszłości, kiedy Księżyc zbliży się na około osiemnaście tysięcy kilometrów do Ziemi, działalność grawitacji ziemskiej spowoduje rozerwanie Księżyca i ta pływowo-grawitacyjna eksplozja rozdrobni Księżyc na małe części, które mogą gromadzić się wokół świata jako pierścienie materii, na podobieństwo pierścieni Saturna, albo też mogą stopniowo spadać na Ziemię jako meteory.
57:6.3 (657.6)