Stwórz Boga

S

Załóżmy, że Bóg nie istnieje; albo załóżmy, że istnieje (taki trochę Bóg Schrödingera). Niech to niczego nie zmienia.

Mając na uwadze pierwszą opcję, zastanówmy się nad tym, jakiego Boga chcielibyśmy stworzyć, gdybyśmy mogli; w drugim wypadku nad tym, jakie cechy powinien mieć ten już istniejący, żeby mógł być Bogiem, którego chcemy mieć. Wynik takich rozważań powinien pasować do obu założeń.

To nie próba udowodnienia, że Bóg istnieje, ani też nie wywód, mający na celu wykluczenie jego obecności. W pierwszej kolejności chciałbym zwerbalizować, a potem uporządkować swoje przemyślenia na temat natury i intencji Boga. Być może taki eksperyment to ułatwi. To także zachęta, abyś ty czytelniku, zastanowił się, czy mógłby istnieć jakiś Bóg, którego chciałbyś znać; to zachęta dla ciebie, żebyś przemyślał czy Bóg, którego już masz, jest taki, jak się go przedstawia. Taka filozoficzna zabawa może utwierdzić cię w przekonaniu, że twoja postawa, jakakolwiek by nie była, jest tą najwłaściwszą.

Podstawowe ograniczenie: nie wolno naciągać faktów, praw naukowych ani naginać rzeczywistości. Nie unikniemy nadnaturalnych czynników, to pewne, ale te rozważania nie mogą się sprowadzać do idealistycznego układania baśni, typu: „Gdyby mój Bóg istniał, każdy by zasypiał w puchowym gąszczu mruczących kociąt”. Tworzymy Boga, który może tutaj być, i to drugi warunek — takiego, którego chcielibyśmy znać wszyscy. Wiadomo, ja wolałbym mieć takiego Boga, który ustanowi mnie niekwestionowanym, nieśmiertelnym władcą naszej planety. Wtedy ja, oczywiście mądrze i sprawiedliwie, będę sprawował nad resztą ludzkości nadzór w jego imieniu. Taki Bóg może spełniać pierwszy warunek (np. kiedy ustalę, że zostanę ukoronowany 23 lipca 2035 roku), jednak wątpię, czy ktoś inny chciałby Boga, który akurat mnie uczyni królem świata.

W tym miejscu odcinamy się od tych obecnie funkcjonujących Bogów, którzy dziwnym trafem namaszczają tylko swoich wybrańców. Przymykamy więc oko na wszelakie religijne naleciałości. Święte księgi, przepowiednie, prorocy i inni boscy specjaliści nas nie interesują; choćby nasz Bóg miał mieć coś z nimi wspólnego. Nowo stworzony Bóg będzie Bogiem wszystkich. Ma być Bogiem pomimo religijnych dogmatów, a nie z nich wynikającym. Musi to być Bóg uniwersalny, taki do którego zwrócić się może każdy; nawet jeżeli wydaje mu się, że o nim nie wie. Moje zachcianki co do jego charakteru i postawy nie mogą wykluczać pomysłów kogoś innego; moje potrzeby nie mogą godzić w wolność i prawa innych.

Przykład: Wymyśliłem Boga, który pozwala wymyślać Boga. Taki Bóg nie narusza rzeczywistości (zarówno wymyślanie go, jak i niewymyślanie jest faktycznie możliwe); z jego pomocą nie wchodzę nikomu w paradę, bo wymyślanie go jest dozwolone, ale nie obowiązkowe. Wymyślać go (lub nie) może każdy, komu przyjdzie na to ochota, więc jest Bogiem wszystkich.

Ty z kolei nie możesz wymyślić takiego Boga, który innym zabrania Boga wymyślać. Po pierwsze twój Bóg nie ma takiej mocy (w końcu wymyśliłem Boga, więc mi tego nie uniemożliwił) co jest zakłamaniem rzeczywistości. Po drugie nie jest on Bogiem uniwersalnym, gdyż w założeniach jest tylko dla tych, którzy go nie wymyślają (więc nie dla mnie). Twój hipotetyczny pomysł co do zasad funkcjonowania Boga (zakaz wymyślania go) godzi w mój (chcę go wymyślić).

Bóg, w samych swoich założeniach, jest bytem nadprzyrodzonym, ale my nie musimy rozumieć, jak pewne jego działania mogą być możliwe. Nic nie trzeba uzasadniać, wyjaśniać ani udowadniać. Rozważając atrybuty i intencje takiego Boga wolno nam zasłaniać się czarami (niezależnie od definicji tego słowa); to wygodny manewr, owszem. Wracając do przykładu — nieistotne, w jaki sposób Bóg pozwolił mi go wymyślić, nie mam zamiaru wyprowadzać na to wzorów.

Charakterystyka Boga nader często wynika z uczłowieczania go. Gdybym ja był Bogiem, zrobiłbym to tak, tamto inaczej, a tego wcale by nie było. W ogólnym rozrachunku sprowadza się to do mitów o zazdrośniku Zeusie, który schodząc na Ziemię, uwodził co ładniejsze niewiasty. Wśród nas zapewne wciąż jest wielu takich Zeusów. Uczłowieczanie Boga jest zrozumiałe, ale zupełnie nieuzasadnione. Skąd mamy niby wiedzieć, jak to jest być wszechmocnym, wszechwiedzącym, nieskończonym władcą wszechrzeczy? Człowiek może się starać być mu podobny, a tworzy Boga na swoje, ułomne podobieństwo. Takie przemyślenia dotyczą Boga, jakiego ja chciałbym mieć — na pewno nie podobnego do ludzi. Zamiast klekotać jakim byłbyś fantastycznym Bogiem, gdyby tylko ci taką fuchę zaoferowano, pomyśl najpierw jakim Bogiem żaden człowiek nigdy by nie dał rady się stać. Sądzę, że ten kierunek jest bliżej prawdy.

Nie uda mi się zahaczyć wszystkich aspektów bóstwa. Jeżeli miałby istnieć Bóg, człowiek nie jest w stanie go w pełni zrozumieć. Tym bardziej dokładnie opisać. Możemy chcieć być jak Bóg, twierdzić, że mamy go w sobie; nie musimy Boga zauważać ani wierzyć, że istnieje. W każdym wypadku wystarczy pokora — koncepcja bóstwa jest abstrakcyjna, przerasta nas wszystkich jako ludzkość i każdego z nas z osobna. Bawmy się w filozofowanie.

Powiązanie materiały