Chyba każdy przynajmniej raz w życiu był pod wrażeniem swojego snu. Mógł to być sen erotyczny, emocjonalny koszmar lub radosne przeżycie, za którym można wręcz tęsknić; czasem to filmowy horror lub nieodróżnialny od jawy paraliż senny. Scenariusze bywają cykliczne, może zauważamy w bardzo różnych snach podobne schematy. Czasami zostawiają po sobie jakby posmak; lub echo. Najczęściej jednak śnimy nielogiczne abstrakcje, które ulatują kilka sekund po przebudzeniu.
Nigdy nie nadawałem snom głębokiego znaczenia, choć lubię się nimi bawić. Bardzo dobrze znam wspomniany paraliż senny, praktykowałem świadome śnienie. Wielu widzi to jednak inaczej. Niektórzy (nad)interpretują wyśnione obrazy; inni utrzymują, że dzięki snom można poznać przyszłość. W internecie i prasie roi się od senników, gdzie tajniki śnienia zgłębia szeroko rozumiane grono ezoteryczne. Nauka z różnymi efektami, również próbuje ugryźć ten temat.
O ile wszelakie proroctwa, czy inne analizy osobowości oparte na snach mam za całkowite, horoskopowe bzdury, to śnienie samo w sobie uważam za co najmniej intrygujące. Może kiedyś opiszę swoje subiektywne doświadczenia z tematem związane, niniejszym wpisem jednak podsumuję to, co o snach ma do powiedzenia Księga Urantii.
Freddy Krueger
Marzenia senne nie są odkryciem współczesnej cywilizacji. Prymitywny człowiek również śnił. Ba, Księga Urantii nazywa sen, konkretnie sen o duchach, „prawdopodobnie najważniejszym pojedynczym czynnikiem w ewolucji ludzkiego społeczeństwa”.
Sny generalnie niepokoiły naszych praprzodków, ale to sny o duchach zmarłych, czy raczej strach, który budziły, łączył ich w grupy. Były to prawdziwe zagrożenia. Dzicy wierzyli, że ich sny są tak samo realne, jak jawa. Wydawało nam się, że nocne zjawy są rzeczywiste, a więc, że będą w stanie zrobić nam rzeczywistą krzywdę. W takich okolicznościach bliskie związki ze współbraćmi dodawały otuchy. W grupie łatwiej przecież odpierać niebezpieczeństwa; także te nieuchwytne i płynące z innego świata. Dzisiaj niezmiennie razem śpi się nam raźniej.
Idea nadmaterialnego stadium osobowości ludzkiej zrodziła się z nieświadomego i czysto przypadkowego kojarzenia zwykłych, życiowych przypadków oraz ze snu o duchach. Kiedy zmarły wódz przyśnił się kilku członkom plemienia jednocześnie, wydawało się to przekonywającym dowodem, że stary wódz rzeczywiście wrócił w pewnej formie. Dla dzikiego wszystko to było bardzo realistyczne, potrafił się zbudzić z takiego snu z krzykiem, oblany potem i roztrzęsiony.
(952.7) 86:4.1
Nie tylko obszar społeczny zyskiwał dzięki snom o duchach. Pierwsze wierzenia w przyszły, duchowy byt również wniknęły ze snów. No bo skoro wódź powrócił zza grobu, śmierć nie musiała już oznaczać ostatecznego kresu ludzkiego życia. Wierzenia takie z biegiem czasu zaczęły coraz mocniej przeciwdziałać samozachowawczemu, acz paraliżującemu ówczesnego człowieka lękowi przed śmiercią. Wychodzi na to, że sny miały także wpływ na ludzką odwagę.
To, co współczesny wierzący nazywa duszą — niematerialną częścią człowieka, dla naszego przodka było jego wyśnionym sobowtórem. Niemal identyczną kopią. Mogła być widzialna i słyszalna; jedynie nie reagowała na dotyk. A, że u zarania nie mieliśmy zbyt wysokiego mniemania o sobie — momentami widzieliśmy się niżej od zwierząt — stąd też wzięły się błędne przekonania, że wszystko ma duszę. Wydawało się logiczne, że skoro ma człowiek, ducha muszą mieć nie tylko zwierzęta czy rośliny, ale również przedmioty, narzędzia czy kamienie. W snach przecież pojawia się wszystko. I choć wielu ludzi wciąż to przekonanie żywi, Księga Urantii mówi jasno — ewoluującą duszę ma wyłącznie człowiek.
Nie doceniamy snów. A to sny utworzyły, potem formowały, a z czasem rozbudowywały wczesny świat duchowy naszych przodków. Stanowiły dowód na to, że duch może opuszczać ciało już nie tylko po śmierci (wciąż mówi się o „wyzionięciu ducha”), ale również właśnie podczas snu czy nieprzytomności, gdy oddalał się jedynie niedaleko i tymczasowo; „na zdrowie!” wypowiadanie jak zwrot grzecznościowy to także echo tamtych czasów, ponieważ wierzono, że kichanie jest nieudaną próbą ucieczki duszy z ciała.
Dzicy traktowali sny poważnie i z szacunkiem. Powoli budzili śpiących, aby dać duszy czas na powrót. Problemy z dobudzeniem nieprzytomnych czy rannych oznaczały, że duch oddalił się bardziej; i że może uciec na dobre. Co śmierć zdawała się potwierdzać.
Religia
Nieuniknionym następstwem łączenia snów z duchami, a potem z duszą, było powiązanie ich z religią. W przeszłości, co i dzisiaj nie jest niespotykane, byliśmy przekonani, że to wtedy przemawia do nas Bóg. Moc snów jest w nas głęboko zakorzeniona, a ich lotny posmak tylko takim tendencjom sprzyjał. Wyobraź sobie, jak takie wierzenia musiały wpływać na treść dogmatów czy szamańskich obrzędów.
Księga Urantii mówi wprost: „[…] osobowości duchowe nie wykorzystują zwyczajnych snów przy próbach kontaktu z istotami materialnymi”. Podobnie zresztą wygląda kwestia łączności ze zmarłymi. Zmarli nigdy i w żaden sposób nie kontaktują się z żyjącymi bliskimi; dotyczy to także wszelkich nocnych wizyt. Odwiedziny zmarłego nie są niczym więcej niż wytworem umysłu. Już Mojżesz próbował takie błędne poglądy wypleniać.
Jezus, w przemowie „Magia i przesądy”, odniósł się do snów w następujący sposób:
7. Interpretacja snów jest w znacznej mierze przesądem oraz bezpodstawnym systemem ignoranckich i fantastycznych spekulacji. Ewangelia królestwa nie może mieć nic wspólnego z wróżbiarskimi kapłanami religii prymitywnych.
150:3.9 (1681.4)
Sny nadzwyczajne
Jednak kiedy bliżej przyjrzeć się kontaktom z Bogiem, sprawa snów nie będzie aż tak oczywista. W cytowanym przed chwilą fragmencie „zwyczajne sny” przykuły moją uwagę. Skoro Bóg nie komunikuje się z nami za pośrednictwem zwyczajnych snów, to może robi to poprzez nadzwyczajne? Jezus też użył zwrotu „w znacznej mierze”.
Zanim rozwinę temat, wspomnę w kilku słowach o Dostrajaczu Myśli. W mocnym uproszczeniu: Zgodnie z zapisami Księgi Urantii, Dostrajacz Myśli to fragment Ojca Wszechświatowego, który przebywa w umyśle (prawie) każdego człowieka. Można więc rzec, że Bóg zawsze jest przy nas; osobiście każdego z nas wspiera i cierpliwie prowadzi w stronę dobra. Osobowość tych, którzy szczerze i ostatecznie zestroją swoją wolę z wolą Ojca, na zawsze się z nim połączy. Literalnie staniemy się jednością z Bogiem. Na wieczność.
W kontekście omawianego tematu istotne jest, że Dostrajacz Myśli, czyli de facto Bóg, może się z nami porozumiewać właśnie podczas snów. Jak to więc jest w tej Księdze? Najpierw duchy w ten sposób się z nami nie porozumiewają, a potem jednak to robią?
Aby zrozumieć tę pozorną niespójność, trzeba najpierw przyjrzeć się poniższemu Przekazowi:
Wyjątkowo niebezpieczne jest wysnuwanie wniosków na temat dostrajaczowej zawartości marzeń sennych. Dostrajacze działają w czasie snu, ale wasze zwykłe marzenia senne są zjawiskami czysto fizjologicznymi i psychologicznymi. Równie ryzykowne są próby odróżnienia rejestru idei Dostrajacza od bardziej czy mniej ciągłego i świadomego odbioru nakazów sumienia śmiertelnika. Takie problemy powinny być rozwiązywane przez indywidualne rozróżnienie i osobiste decyzje. Jednak istota ludzka lepiej zrobi, gdy się pomyli i odrzuci ekspresję Dostrajacza, wierząc, że jest to czysto ludzkie doświadczenie, zamiast błądzić i wynosić reakcje ludzkiego umysłu do poziomu boskiej godności. Pamiętajcie, że wpływ Dostrajacza Myśli jest w znacznej części, choć niecałkowicie, doświadczaniem nadświadomości.
110:5.5 (1208.4)
To, że mamy w sobie fragment samego Boga, ani to, że się z nami komunikuje, wcale nie oznacza, że robi to w taki sposób i w takim celu jak nam się wydaje; ani tak jakbyśmy sobie tego życzyli.
Nasz rozwój duchowy ledwo zaczął raczkować. Ta niedojrzałość religijna niezmiennie, acz błędnie, łączy ducha z materią. Dostrajacze wspierają nasz rozwój duchowy; wyłącznie duchowy. A ten, wbrew kapłańskim zapewnieniom, nie ma kompletnie nic wspólnego z życiem doczesnym. Mimo niezliczonych dowodów na to, my wciąż uparcie wiemy lepiej. Dlatego też trzeba nas traktować jak dzieci. Parafrazując powyższy Przekaz: Lepiej, jeżeli faktyczny głos Wszechświatowego Ojca zignorujemy, niż mielibyśmy nadawać naszym wyłącznie ludzkim doświadczeniom boskiego znaczenia. Innymi słowy: Lepiej, jeżeli w ogóle nie zjesz pożywnego grzyba, niż miałbyś się nażreć muchomorów…
Wchodzi na to, że ze wspomnianej nadzwyczajności, śmiało można wykluczyć jakieś 99,99% snów. Nie powiem ci jednak jak wyczuć, które sny są zwyczajne, a które nie. Osobiście wszelakie koszmary, hollywoodzkie pościgi, wizje przyszłości i powroty do przeszłości, czy inne wyśnione seksualne figle, traktuję wyłącznie jako formę rozrywki. Miewam dziwne sny. Dziwniejsze niż inne, takie, których nie potrafię nazwać; jakby były nie do wysłowienia. Może to te? Nie wiem. Ten 0,01% pozostawiam w sferach subiektywnych interpretacji, niemniej przy wątpliwościach zawsze pomaga przytoczony wyżej Przekaz.
Pozostając przy nocnych wpływach Dostrajaczy Myśli, warto wspomnieć, że niektóre z nich mogą nas tymczasowo opuszczać. Dzieje się to właśnie podczas snu, „[…] w celu nawiązania łączności, kontaktu, ponownej rejestracji lub pełnienia innej nadludzkiej służby […]”.
Nie wiem, co to oznacza w praktyce. Ani czy nadzwyczajne sny mogą to odłączanie jakoś odzwierciedlać, aczkolwiek poniższy fragment Przekazu wydaje się potwierdzać takie przypuszczenia:
Powinniście zwrócić uwagę na wypowiedzi o „niebie” i „niebie nieb”. Niebo, według wyobrażeń większości waszych proroków, jest pierwszym światem-mieszkaniem systemu lokalnego. Kiedy apostoł mówił o istocie „porwanej aż do trzeciego nieba”, nawiązywał do tego zdarzenia, kiedy jego Dostrajacz został odłączony podczas snu i w tym niezwykłym stanie przeniósł się do trzeciego z siedmiu światów-mieszkań. Niektórzy z waszych mędrców mieli wizję większego nieba, „nieba nieb”, w którym siedmiorakie doświadczenie światów-mieszkań było zaledwie pierwszym niebem; drugim było Jerusem; trzecim Edentia z jej satelitami; czwartym Salvington z otaczającymi sferami edukacyjnymi; piątym Uversa; szóstym Havona a siódmym Raj.
48:6.23 (553.4)
Przy okazji powinniśmy pamiętać, że Boskie Dostrajacze nie mogą (albo nie chcą) arbitralnie wpływać na ludzkie myśli. I nigdy tego nie robią. A już na pewno nie są trajkoczącym w głowie głosem. Podczas snu Dostrajacz Myśli próbuje osiągnąć wyłącznie to, co wola ludzka w wyniku postanowień i całkowicie przytomnych decyzji w stu procentach zaaprobowała.
Kiedy śmiertelni gospodarze śpią, Dostrajacze usiłują zarejestrować swe wytwory na wyższych poziomach materialnego umysłu, a niektóre z waszych groteskowych snów są dowodem tego, że nie udało im się nawiązać właściwego kontaktu. Niedorzeczności marzeń sennych świadczą nie tylko o nacisku nie wyrażonych emocji, ale niosą także świadectwo strasznego wypaczenia obrazów koncepcji duchowych, przedstawianych przez Dostrajacze. Wasze własne pasje, dążenia i inne wrodzone tendencje, przetłumaczone zostają na obraz i są namiastką nie wyrażonych pragnień Dostrajaczy, aby przekazać wam te Boskie wiadomości, które wasi mieszkańcy usiłują umieścić w zapisach psychicznych podczas nieświadomości snu.
110:5.4 (1208.3)
Dzień dobry
Żeby nie było tak łatwo, znalazłem również Przekazy mówiące wprost o wizytach nadludzkich osobowości podczas snu. A to dodatkowo komplikuje rozróżnienie, które są zwyczajne, a które nie. Sam nigdy nie doświadczyłem niczego choćby podobnego do takiej wizyty, wielu jednak i dzisiaj chętnie snuje podobne historie. Szczególnie ci łasi na poklask i wpływy.
Józef nie pogodził się z ideą, że Maria zostanie matką niezwykłego dziecka, aż do momentu, kiedy miał sen, który wywarł na nim bardzo głębokie wrażenie. We śnie ukazał mu się jaśniejący posłaniec niebiański, który oświadczył między innymi: „Józefie, zjawiam się z polecenia Tego, który teraz rządzi na wysokościach i mam cię pouczyć w sprawie syna, którego urodzi Maria, a który stanie się wielką światłością dla świata. W nim będzie życie a życie jego stanie się światłem dla ludzkości. Przyjdzie on najpierw do swego ludu, ale oni go prawie nie przyjmą; jednak tym, którzy go przyjmą, objawi, że są dziećmi Boga”. Po tym zdarzeniu, nigdy już Józef nie poddawał w wątpliwość wizyty Gabriela u Marii i obietnicy, że nienarodzone jeszcze dziecko stanie się boskim posłańcem dla świata.
122:4.1 (1347.3)
Jakiś czas wcześniej, poinformował tych kapłanów z Mezopotamii pewien dziwny nauczyciel religijny z ich kraju, że miał sen, w którym otrzymał wiadomość, że „światło życia” ma się wkrótce pojawić na Ziemi, jako dziecko pośród Żydów. I trzej nauczyciele poszli we wskazanym kierunku, szukając tego „światła życia”. Po wielu tygodniach daremnych poszukiwań w Jerozolimie, już mieli wracać do Ur, gdy spotkał ich Zachariasz i zwierzył im się ze swego przekonania, że to Jezus jest celem ich poszukiwań i posłał ich do Betlejem, gdzie spotkali dziecko i zostawili swe dary Marii, jego ziemskiej matce. W momencie ich wizyty dziecko miało prawie trzy tygodnie.
122:8.6 (1352.2)
Dobranoc
Jak zazwyczaj Księga Urantii zostawia nam przestrzeń do własnych przemyśleń. Do nich też zachęca. Jak odróżnić zwyczajne sny od tych nadzwyczajnych? A jeżeli już miałoby się to udać, to co mogą dla nas oznaczać? Na czym polega nocne „zapisywanie twórczości Dostrajaczy Myśli w wyższych obszarach materialnego umysłu”? Nie wiem.
Jeżeli miałbym wyróżnić jakiś rodzaj snów, byłyby to wspomniane sny niewysłowione; inne niż reszta. Takie, których nie potrafię uchwycić, a które wywierają na mnie trwałe wrażenie. Próbowałem je opowiadać. Musiałem jednak uciekać się do tak drastycznych uproszczeń, że przestawało to mieć z ich faktyczną treścią cokolwiek wspólnego. Niewysłowione sny niczego mi nie objawiają ani, o zgrozo, niczego nie nakazują; nie przewiduję wtedy przyszłości. Czasami jednak to, co mi się przyśniło, zostaje ze mną na lata.
Niezaprzeczalnie mam pewne zboczenie, jeżeli chodzi o sny. Intrygują mnie już od tak dawna. Od dziecka lubię śnić (i spać!), a sny lubię wszystkie. Oswajam nawet najgorsze koszmary. Jednak kiedy miewam wątpliwości co do ich wartości czy znaczenia, zawsze kiedy posmak snu budzi religijne emocje, przypominam sobie Przekaz (1208.4) 110:5.5. Nie chcę zatruć się muchomorem. Dlatego dystans uważam za najzdrowsze podejście. Zatem właśnie dystansu (i przyjemnych snów) również tobie czytelniku życzę.