Księga Urantii, wbrew religijnym przyzwyczajeniom, nie boi się poczucia humoru. Nie żeby spraw wiary nie traktowała z należną powagą. Hołduje jednak intuicji, że „życie jest zbyt ważne, by traktować je poważnie”.
O roli humoru w prawdziwej religii już pisałem — możesz do dedykowanego mu opracowania sięgnąć w każdej chwili. Tym razem zerkam ku niebu. Bo jeżeli też zastanawiałeś się, czy anioły na wysokościach się (z nas) śmieją, Księga Urantii ma na to odpowiedź.
Od ucha do ucha
Humor jest czymś więcej niż dziecinną fanaberią. Jego prospołeczne i prozdrowotne działania są powszechnie znane. Księga Urantii posuwa się jednak dalej — traktuje humor jako sojusznika duchowej ewolucji człowieka. Nawet jeśli ten ludzki nadal bywa „nadzwyczaj niedojrzały i wyjątkowo niekunsztowny”, humor pozostaje skutecznym narzędziem regulującym napięcia. Nie jest oczywiście tak, że samym dowcipem utorujemy sobie drogę do nieba; możemy jednak przemierzać ją z uśmiechem na ustach.
Najlepszym świadectwem duchowego postępu wspartego humorem jest życie Jezusa z Nazaretu. Nieporozumienia wokół przesłania, jakie ze sobą niesie, biorą się z przekonania, że Jezus był doskonałym człowiekiem, ponieważ był Bogiem. W rzeczywistości jest odwrotnie: to dzięki swej boskości objawił, że doskonałość jest w zasięgu każdego człowieka — już tu, w ciele i w niesprzyjających warunkach. Jako wcielony Syn Stwórca ustanowił wzór ludzkiej dojrzałości, a to, jak żył, wskazuje drogę, która do niej prowadzi. Choć doskonały, spójny i religijnie wolny, Jezus w Przekazach Urantii jest jednocześnie nad wyraz ludzki: targany emocjami i — co w tym miejscu kluczowe — pełen dobrego poczucia humoru.
Życie Jezusa pokazuje, że droga ku dojrzałości nie musi być smutna. Ani samotna. My też nigdy nie byliśmy sami — i to w bardziej dosłownym sensie, niż zwykliśmy zakładać. Obok stałej bożej obecności i przełomowej, choć redukowanej do historii, wizyty Jezusa, Księga Urantii odsłania bogatszy krajobraz rzeczywistości: wielki wszechświat roi się od różnorodnych istot realizujących plan Wszechświatowego Ojca. Ziemia nie jest tutaj wyjątkiem.
Obok nas i niemal od zarania naszego gatunku żyją istoty pośrednie. Choć nieuchwytni dla ludzkich zmysłów, a tym samym wyraźnie nadludzcy, mają z nami wiele wspólnego. Na tyle dużo, że autorzy Księgi Urantii nazywają ich naszymi kuzynami. Kiedy my przychodzimy i odchodzimy, urodzeni wieki temu pośredni pozostaną tu jeszcze długo. Nie bez powodu to oni otrzymali miano stałych obywateli Urantii. Istoty pośrednie, tak jak my, wznoszą się ku Bogu doświadczając życia na Ziemi. Te najbliżej ludzi podzielają nasz rytm pracy, odpoczynku i zabawy. Rozumieją też nasz humor. Nie sposób uchwycić kunsztu ich humoru. Są jednak żywym dowodem na to, że humor nie jest wyłącznie ludzką cechą.
Równie bliskie, choć pod innymi względami, są nam anioły. One także rozumieją nasz sposób życia i podzielają wszystkie ludzkie, niezmysłowe uczucia i nastroje. Doceniają przebłyski naszego dobrego humoru i same go potrzebują. Anielski humor siłą rzeczy będzie miał inny charakter niż ludzki. Wciąż pozostaje mechanizmem regulującym napięcia, zmienia się jednak jego, wydawałoby się, podstawowy wymiar. Aniołom funkcja obronna humoru jest zbędna — ich problemy egzystencjalne nie są obarczone zwierzęcym lękiem przed fizycznym bólem i śmiercią.
Księga Urantii idzie tu jeszcze dalej: dowiadujemy się, że na Ziemi działają anioły, których głównym zadaniem jest szerzenie pośród ludzi wartości zabawy, odpoczynku i humoru. Nazywa ich wprost „aniołami rozrywki”. Nie wiem, jak w praktyce wygląda ich służba. Mogę jednak żyć nadzieją, że jakaś moja puenta będzie mieć anielską aprobatę.
To właśnie dzięki wspólnym wysiłkom boskich emisariuszy i samego Wszechświatowego Ojca ludzie we wszystkich wszechświatach skutecznie, bezpiecznie — i z uśmiechem na ustach — się rozwijają. Na wysoce rozwiniętych planetach, gdzie mieszkańcy osiągają szczyt materialnego rozwoju, śmiech wcale nie cichnie. Wręcz przeciwnie. Humor, konsekwentnie pielęgnowany, staje się tam, obok sportu, kultury i sztuki, elementem stabilnej cywilizacji.
Kulturowy aspekt postępu, wynikły z pracy, odpoczynku i zabawy, nie pojawia się samoczynnie. To składnik świadomie prowadzonej ewolucji gatunków ludzkich. Ewolucji, w której niebiański czynnik nie ogranicza się do roli sędziego czy nadzorcy, lecz partnersko w niej uczestniczy. Dojrzały humor jest jednym z narzędzi tej współpracy.
Chichot nie z tej ziemi
Humor wpisany jest w rytm życia i dojrzewa wraz z nim. Zarówno w skali mikro, gdy z dzieciaka, którego najbardziej bawią głośne bąki, wyrasta człowiek szukający w humorze głębi, jak i w skali makro, kiedy brutalnie poważny jaskiniowiec ewoluuje w chełpiącego się radością obywatela wszechświata. W naszych często niskich lotów dowcipach nie powinniśmy więc upatrywać szczytów dobrego humoru. To ledwo punkt wyjścia.
Z taką właśnie intencją na ewolucyjnych planetach pojawiają się Adam i Ewa. To oni zaszczepiają raczkującemu gatunkowi ludzkiemu zew wyższej kultury. Kultury Boga. Choć Przekazy nie mówią o tym wprost, wiele wskazuje na to, że humor w cywilizacji Adama i Ewy był czymś naturalnym i oswojonym. Wiemy, że ich instynkt zabawy i poczucie humoru są zaraźliwe i na tyle znaczące, że pielęgnują je w szkołach. Jednak Adam i Ewa nie wdrażają nowej kultury. Oni żyją i rozprzestrzeniają własną — kulturę, w której humor ma wyznaczone miejsce i funkcję. Tak traktowany humor przestaje być tylko mechanizmem obronnym. Jako naturalna składowa języka staje się narzędziem klarownych, dojrzalszych relacji.
Adam i Ewa przynoszą swoją kulturę z domu. „Wesołość morontialna” w stolicach systemów musi więc być normą. Humor się jednak tam nie zatrzymuje — Archanioł z Nebadonu wyraźnie mówi, że „istnieje morontialny i duchowy ekwiwalent radości i śmiechu”. Nie bez powodu na stołecznych planetach wszystkich sekcji administracyjnych wielkiego wszechświata działają centra naukowo-kulturowe zwane „koloniami kurtuazyjnymi”. To tam, obok astronomów i artystów, służą organizatorzy powrotu — etatowi, niebiańscy humorzyści.
Nadludzki humor jest żywy. Wraz z duchowym postępem przeobraża się i stopniowo oddala od tego, jak my go praktykujemy i rozumiemy. Dlatego kiedy Księga Urantii opisuje coraz wyższe poziomy duchowości, mniej wspomina o humorze. Nie dlatego, że go tam nie ma, lecz dlatego, że jego charakterystyka nie mieści się już w naszym języku. Humor na wysokościach nie znika, ale ewoluuje w „superhumor”. Sekonafini — wysokiej klasy anioły — mogą służyć jako Radości Istnienia, które „próbują udoskonalić reakcje radości danych domen, usiłują polepszyć dobry smak humoru, aby kształtować superhumor wśród śmiertelników i aniołów”. To już nie śmichy-chichy, lecz forma duchowej edukacji. Nawet mieszkańcy Havony są „z natury radosnym i ożywionym zgromadzeniem doskonale szczęśliwych osobowości”. A skoro Jezus, jako Syn Stwórca, miał poczucie humoru, trudno przypuszczać, by brakowało go innym Rajskim Synom tej klasy.
Granica stałej obecności humoru wydaje się przebiegać w przedsionku Wyspy Raj. Jednak nie dlatego, że w Raju humor jest czymś grzesznym czy niegodnym. Powód jest bardziej prozaiczny: na poziomie rajskiej doskonałości traci swą użyteczność. W rzeczywistości, w której wzajemne zrozumienie jest natychmiastowe i pełne, nie ma niczego do łagodzenia ani oswajania. Tym sposobem humor objęty zostaje ewolucyjną klamrą — prymitywny człowiek nie potrafi jeszcze regulować napięć humorem, wiecznie doskonałe istoty z Raju w ogóle ich nie znają, więc humoru nie potrzebują.
Organizatorzy powrotu
Humor pozwala żyć pełnią życia, a „radosny nastrój i ekwiwalent uśmiechu są tak samo uniwersalne, jak muzyka”. Rzecz jasna nadludzki humor i odpoczynek różnią się od tego, jak my je postrzegamy, niosą jednak niebiańskim istotom bardzo podobny pożytek. To właśnie zrozumienie wartości szeroko pojętego relaksu sprawia, że nie tylko go nie demonizują, ale posługują się nim świadomie. I tu na scenę wchodzą wspomniani organizatorzy powrotu.
Organizatorzy powrotu dbają o podniosły humor domen morontialnych i duchowych. Księga Urantii mówi o nich jako o „inspiratorach” odpoczynku i humoru. Choć jest to uproszczone i, jak mniemam, krzywdzące porównanie, można widzieć ich jako nieziemskich stand-uperów. Dzielą się humorem wysokiej próby i zajmują się „prowadzeniem rozrywek, rekreacji duchowej i zabaw morontialnych”. Współpracują przy tym chociażby z niebiańskimi twórcami czy Morontiańskimi Towarzyszami. Służba organizatorów powrotu jest szczególnie przydatna wznoszącym się śmiertelnikom, ale nawet wyższe duchy doceniają specyficzną formę dobrego humoru.
Ale dokąd właściwie oni te powroty organizują? — zapytasz. Do przeszłości. Podstawową formą jest humor, który Księga Urantii nazywa reminiscencyjnym. Organizatorzy powrotu pomagają wracać pamięcią do minionych stadiów rozwoju i śmiać się z własnej, dawnej nieporadności czy nadęcia. Dzięki takiemu poczuciu humoru można nie tylko rozbroić przeszłe trudy, ale również ożywić nadzieję, że z obecnych problemów też w końcu będziemy się śmiać. Jak tłumaczy Archanioł z Nebadonu „kontemplacja przeszłości przynosi odpoczynek i ten beztroski przegląd, który daje zadowolenie duchowe i stan umysłu morontialnego bliski radości”.
Organizatorzy powrotu nie są osobną klasą istot. To ochotnicy rekrutowani z niemal całego przekroju wszechświatowych osobowości — od mieszkańców Havony po śmiertelników ze światów ewolucyjnych. A jeśli, tak jak ja, zastanawiałeś się: „a co z nami?”, to wiedz, że „cała Satania […] podbudowana jest wybornym humorem korpusu organizatorów powrotu z Urantii”.
Śmiech wspólnej drogi
Księga Urantii pokazuje, że im człowiek jest dojrzalszy — tak kulturowo, jak i duchowo — tym większe napięcia mu towarzyszą i tym bardziej potrzebuje humoru. Postęp duchowy nie jest więc równoznaczny z rosnącą powagą. Dlatego frazesy w stylu: „W tym wieku nie przystoi” czy „Taki stary, a taki niepoważny” pora włożyć między bajki. W świecie ducha ta zależność się odwraca: im wyżej się wznosimy, tym mniej stresów i tym mniejsza potrzeba rozrywek. Perspektywa ma jednak znaczenie. Gdy spojrzymy na skalę duchowego życia z drugiej strony, okaże się, że w Raju humor nie jest w ogóle potrzebny. Rodzimi mieszkańcy wiecznej Wyspy nie znają napięć i nie mają przeszłości. Jednak schodząc po skali duchowego życia, zapotrzebowanie na służbę humoru ponownie rośnie.
A jednak w naszym religijnym myśleniu coś zgrzyta. Wierzymy w moralno-etyczną wyższość bożych posłańców, ale nie potrafimy powstrzymać się od projektowania na nich własnych lęków, ambicji i słabości. Są niby święci, ale jednocześnie tacy jak my: zazdrośni, mściwi, wywyższający się i samolubni. A skoro nasze żarty potrafią być obelżywe, łatwo uznać, że duchowym istotom śmiech nie przystoi wcale. Humor, niesłusznie zepchnięty na margines duchowości, stał się jedną z ofiar takich błędnych założeń.
Humor nie znika na wysokościach. Mądrze pielęgnowany dojrzewa i odsłania swoją prawdziwą naturę. Okazuje się nie grzesznym kaprysem, lecz uniwersalnym językiem całego wszechświata.
I jeżeli nadal masz wątpliwości, czy anioły na wysokościach się z nas śmieją, to wiedz, że jest to śmiech wspólnej drogi. Bo kiedy się śmieją, to z siebie i razem z nami. Wszyscy jesteśmy dziećmi Wszechświatowego Ojca. I chociaż widzimy świat z różnych perspektyw, zmierzamy w tym samym kierunku — a humor może nam pomóc przejść tę drogę z (anielskim) uśmiechem na ustach.