Księga Urantii nie bez powodu tak wiele mówi o ziemskiej rodzinie Chrystusa Michała; dodam — licznej rodzinie. Niestety Kościół katolicki, ten sam, który ogłosił się powiernikiem wcielonego Boga, wciąż uparcie wypacza jego historię. Wolno nam spierać się, które podania są bardziej wiarygodne (choć w przypadku Biblii mowa raczej o frywolnych interpretacjach). I pewnie jeszcze długo będziemy to robić. Kiedy jednak z otwartym sercem przyjrzymy się Przekazom Urantii obrazującym życie Jezusa, kościelne nauki okażą się niemal zupełnie wyprane z esencji.
Misja obdarzająca Syna Stwórcy pozostanie najważniejszym objawieniem, jakie kiedykolwiek otrzyma ludzkość; nie tylko na Ziemi. My, w czym zasługa powierników, nadal jej nie rozumiemy i nie doceniamy. IV część Księgi Urantii pozwala nadrobić te straty.
Niniejsze opracowanie stanowi część cyklu, w którym staram się zrozumieć i opisać charakter służby Michała, stwórcy i władcy wszechświata Nebadon; u nas najlepiej znanego jako Jezus z Nazaretu. Tym razem opowiem o ziemskich braciach i siostrach tego Rajskiego Syna Boga, tak jak portretuje ich Księga Urantii.
Więcej informacji o samych Synach Stwórcach uzyskasz z dedykowanego im tekstu. Pisałem również o tym, dlaczego w ogóle odwiedzają, takie jak nasze (i nie tylko) planety, jak przebiegało 6 pierwszych misji planetarnych Chrystusa Michała oraz jak przygotowywał się do siódmej i ostatniej — na Ziemi. Jeżeli ciekawią cię bardziej przyziemne sprawy związane z życiem Jezusa, zachęcam do przeczytania charakterystyk jego rodziców oraz materiału o Bożym Narodzeniu.
Na zawsze dziewica
Kościół błądzi w mrokach swoich zdezaktualizowanych dogmatów. Jednym z najbardziej absurdalnych jest ten o matce wcielonego Boga, Marii — dziewicy. Ma to daleko idące reperkusje. Nie będę teraz wdawał się w szczegóły, więcej o kulcie Matki Boskiej i samej Marii pisałem wcześniej. W kontekście tego materiału istotne będzie, że Kościół katolicki, broniąc swojej rzekomej nieomylności, nie może (i nie chce) wycofać się z głoszenia tak szkodliwych nauk. Ucieka się do interpretacyjnych fikołków, aby mit o dziewictwie, a więc nadludzkiej osobowości Marii nie upadł; nawet kiedy w samej Biblii wyraźnie i wielokrotnie mowa jest o braciach i siostrach Jezusa (12 Mt 46, 13 Mt 55, 4 Mk 31, 6 Mk 3, 8 Łk 19, 1 Dz 14, 9 1 Kor 5, 1 Ga 19).
Dlaczego ów dogmat mam za szkodliwy? Domniemane dziewictwo Marii z jednej strony dyskredytuje rolę, jaką w życiu Jezusa odegrał jego ojciec, Józef (o tym także więcej mówiłem we wspomnianym przed momentem tekście), z drugiej zaś wyklucza istnienie jego biologicznego rodzeństwa; a w konsekwencji wszelkie głębsze wewnątrz rodzinne relacje. Takie nauki obdzierają życie Jezusa z jego rodzinnego aspektu. A Jezus był nie tylko wcielonym Synem Boga, ale (dla nas przede wszystkim) również człowiekiem. Człowiekiem, który wiódł normalne, acz wzorowe ziemskie życie. Człowiekiem, z którego każdy z nas powinien brać przykład; także (a może przede wszystkim?) podczas zawirowań życia z najbliższymi.
Większość tak zwanych mesjanistycznych proroctw Starego Testamentu zostało dostosowane do Jezusa długo po jego życiu przeżytym na Ziemi. Przez wieki prorocy żydowscy głosili przybycie wybawiciela i obietnice te były interpretowane przez kolejne pokolenia, jako odnoszące się do nowego żydowskiego władcy, który zasiadłby na tronie Dawida i rzekomymi cudownymi metodami Mojżesza umocnił Żydów w Palestynie jako potężny naród, wolny od wszelkiej obcej dominacji. Oprócz tego wiele symbolicznych urywków, znajdujących się w hebrajskim Piśmie Świętym, niewłaściwie odnoszono później do misji życiowej Jezusa. Wiele cytatów tak wypaczono, żeby wyglądało, iż pasują do jakiegoś epizodu z życia Mistrza na Ziemi. Jezus sam swego czasu publicznie zaprzeczył jakimkolwiek związkom z królewskim domem Dawida. Nawet cytat „panna urodzi syna” został przerobiony tak, że to „dziewica urodzi syna”. Odnosiło się to także do wielu genealogii, zarówno Józefa jak i Marii, które zostały stworzone później, gdy Michał skończył swą misję na Ziemi. Wiele tych linii genealogicznych obejmuje znaczną ilość przodków Mistrza, jednak generalnie nie są one autentyczne i nie można na nich polegać jako na faktach. Wcześni wyznawcy Jezusa zbyt często ulegali pokusie przetwarzania wszystkich wypowiedzi proroczych tak, aby wyglądały, że znajdują swe wypełnienie w życiu ich Pana i Mistrza.
122:4.4 (1347.6)
Syn, brat i ojciec
Jezus oparł swoją życiową filozofię na idei rodziny. I taką analogią wspierał swoje nauczanie — wskazując Boga jako ojca, a w następstwie człowieka jako brata. Co prawda wyjaśniał, że relacje z krewnymi nie mogą hamować religijnych skłonności i że rodzina jest instytucją tymczasową, życie rodzinne wyniósł jednak do najwyższego ludzkiego obowiązku.
Rajski brat Michała, zanim ten wyruszył na Ziemię, radził mu, aby w sprawach (nie tylko) rodzinnych respektował obyczaje, jakie tutaj zastanie. I mimo że wyznawcy prosili go o to, Jezus nigdy nie zamierzał stanowić prawa; także tego dotyczącego rodziny. Wszelkie takie insynuacje wynikają z subiektywnych stanowisk apostołów i późniejszych interpretacji ich tekstów. Wcielony Syn Boga miał żyć i żył życiem rodzinnym i społecznym tak jak ludzie, pośród których wybrał się pojawić. Wymazywanie tej części jego spuścizny marnuje te wysiłki; a nam rozmywa jeden z fundamentalnych impulsów do rozwoju. Bo Jezus jest Bogiem; ale był także synem obojga rodziców i bratem (a po śmierci Józefa również ojcem) swego rodzeństwa.
Bracia i siostry
Rodzina z Nazaretu liczyła w sumie 11 osób. Jezus faktycznie był pierworodnym Józefa i Marii (urodził się 21 sierpnia 7 r. p.n.e.), miał jednak liczne rodzeństwo; pięcioro braci: Jakuba, Józefa, Szymona, Judę i Amosa, oraz trzy siostry: Miriam, Martę i Rut. Żeby ostatecznie rozwiać wątpliwości — cała dziewiątka była biologicznym, poczętym jak każde inne, potomstwem Józefa i Marii.
Miej świadomość, że Jezus urodził się ponad 2000 lat temu. To dawno. I nie chodzi nawet o warunki, w jakich wtedy mieszkano, bo o bieżącej wodzie czy kanalizacji to ludzie jeszcze nawet nie śnili. Pomyśl raczej o ich życiu religijnym. Józef i Maria żyli w żydowskiej sekcie, gdzie dogmat oznaczał prawo. Tam nie było prawników ani sędziów. Ani nauczycieli. Byli tylko uczeni w piśmie, kapłani i faryzeusze. Trzymali Żydów w niewoli tradycji i drobiazgowych religijnych rytuałów, bo to mojżeszowe Prawo obejmowało każdą dziedzinę życia i we wszystkie ingerowało. To tak jakby o każdej winie i karze zawsze decydował ksiądz. Ksiądz, który ustala prawo i sam je egzekwuje; i wyłącznie on uczy go w szkołach. Słowne interpretacje Pisma Świętego, głoszone przez religijnych nauczycieli, były mocniej poważane niż samo Pismo (skądś to znamy, prawda?). Niewola ta była bardziej realna niż tak znienawidzona polityczna władza Rzymu. Żydzi, co do dzisiaj chyba nie uległo zmianie, żyli w ułudzie narodu wybranego. Dla Hebrajczyków tamtych dni teologia żydowska została nieodwołalnie unormowana i utrwalona na zawsze. Wznieśli mur oddzielający ich od wszystkiego, co nie ich, a przy tym mieli się za lepszych. Wszelkie nieżydowskie zwyczaje traktowali z głęboką pogardą. Byli dumni ze swojego pochodzenia i niezłomnie wierzyli, że Prawo jest prawdą. To świat, w którym i Józef i Maria dorastali i żyli; tak jak ich przodkowie. W tym duchu również wychowywali swoje dzieci.
Koleją rzeczy było, że gdy dzieci dorastały do stosownego wieku, przejmowały obowiązki domowe i opiekowały się młodszym rodzeństwem. Po przedwczesnej śmierci Józefa (zmarł w wieku 35 lat, 25 września 8 r. n.e.) dom owdowiałej Marii zaczęły nękać problemy finansowe, więc młodzi angażowali się także w łatanie domowego budżetu. Synowie pracowali w warsztatach — przydomowym ciesielskim i naprawczo-zaopatrzeniowym, który Józef zdążył wybudować niedaleko postoju karawan; córki obsługiwały warsztat tkacki oraz handlowały mlekiem i masłem. Jezus, jako najstarszy syn zmarłego Józefa, szybko musiał przejąć rolę głowy rodziny. Miej też na uwadze, że chłopcy uznawani byli za dorosłych już w wieku 13 lat.
Jakub
Jakub, drugi syn Józefa i Marii urodził się 2 kwietnia 3 r. p.n.e.
Jezus od najmłodszych lat opiekował się bratem (uczył go m.in. alfabetu), a ten z czasem zaczął mu pomagać w obowiązkach. Kiedy miał 12 lat przejął rolę nauczyciela młodszych sióstr (Dziewczynki z żydowskich rodzin rzadko zdobywały wykształcenie. Jezus jednak uważał, że powinny uczyć się tak samo, jak chłopcy; Maria się z nim zgadzała. A że szkoły przy synagogach nie przyjmowały dziewczyn, pozostało im prowadzić szkołę domową).
Aby po śmierci ojca utrzymać rodzinę, Jezus parał się wieloma zawodami — był nie tylko cieślą; budował też domy, pracował jako kowal i jako tłumacz. Kiedy miał nadmiar pracy, mały Jakub pomagał mu w domowym warsztacie ciesielskim, a kiedy skończył szkołę (w wieku 13 lat), zaczął pracować tam już w pełnym wymiarze godzin; z czasem przejął też budowanie jarzem i pługów. Kilka lat później Jezus przekazał Jakubowi cały warsztat naprawczy.
Jakub wyrósł na spokojnego, religijnego młodzieńca. Był dobrym uczniem, ale nie miał duchowych skłonności jak Jezus. Nie do końca zgadzał się z matką w sprawie nadziei, jakie wiązała z misją Jezusa, niemniej przygotowywał się, aby przejąć odpowiedzialność za rodzinę, kiedy starszy brat rozpocznie swą ewentualną działalność. Jezus oczywiście swoich braci do tego rozważnie przygotowywał. Zanim Jakub skończył 18 lat, zwrócił się do Jezusa o błogosławieństwo — zakochał się w Eście, dziewczynie z Nazaretu i chcieli się pobrać. Zasugerował przy tym, że byłoby dla niego dobrym doświadczeniem, gdyby mógł zacząć działać w charakterze głowy rodziny. Jezus zgodził się na małżeństwo za dwa lata, pod warunkiem że Jakub w tym czasie przygotuje Józefa (trzeciego brata), aby przejął po nim kierowanie domem.
W listopadzie 20 r. n.e. Jakub ożenił się z Estą (był to podwójny ślub, najstarsza córka Józefa i Marii, Miriam, wyszła wtedy za mąż za sąsiada — także Jakuba), po czym przeprowadzili się do własnego domu. Wtedy też Jezus formalnie na głowę rodziny wyznaczył Józefa; w rzeczywistości jednak wciąż polegał na Jakubie. Ten niezmiennie pomagał w utrzymaniu domu matki, choć z oczywistych względów jego wkład się zmniejszył.
5 lat później (14 stycznia 26 r. n.e.) Jezus, Jakub i ich młodszy brat, Juda, zostali ochrzczeni w Jordanie przez Jana. Jan Chrzciciel i dwaj bracia Jezusa byli jedynymi bezpośrednimi świadkami tego pamiętnego wydarzenia.
Niestety, w okresie poprzedzającym aresztowanie i śmierć Jezusa, Jakub, zresztą jak cała rodzina z Nazaretu (z wyjątkiem Rut), na czele z Marią, odwrócił się od wcielonego Syna Boga. Miał żal do Jezusa, że nie chciał ani jego, ani ich brata Judy włączać do grona apostołów. Później, po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa dołączył do prowadzonego przez apostoła Piotra, rodzącego się ruchu chrześcijańskiego; został tytularnie mianowany głową tego nowego Kościoła. Jakub zawsze już żałował, że wcześniej nie podążał za Jezusem i że choć mógł, nie skorzystał z kontaktów z bratem.
Miriam
Pierworodna córka Józefa i Marii przyszła na świat 11 lipca 2 r. p.n.e. Tak jak i reszta dzieci, gdy podrosła najpierw zajmowała się młodszym rodzeństwem, a po śmierci ojca pomagała w utrzymaniu domu.
Miriam była opanowana i zrównoważona. Ceniła sobie szlachetne, duchowe wartości. Była też ponadprzeciętnie ładna. Jezus, jako głowa rodziny zaakceptował prośbę sąsiada, Jakuba, i w listopadzie 20 r. n.e. Miriam wyszła za mąż za tego kamieniarza; musiała wcześniej zadbać o to, żeby młodsza z sióstr, Marta, była gotowa, aby przejąć po niej domowe obowiązki najstarszej córki.
Józef
Drugi brat Jezusa, Józef, urodził się w 16 marca 1 r. n.e.
Józef nie był zbyt bystry, ale sumiennie wykonywał swoją pracę. Jego ciągoty duchowe były jeszcze mniejsze niż u Jakuba. W dzieciństwie tak jak pozostali bracia, kiedy zaszła potrzeba zastępował Jezusa w domowym warsztacie. Po wyprowadzce Marii z Nazaretu to Józef z rodziną zamieszkał w domu, w którym się wychował.
Szymon
Piąte dziecko Józefa i Marii — Szymon, urodził się 14 kwietnia 2 r. n.e.
Szymon był marzycielem. Zawsze pełen dobrych intencji, ale niepokoił Marię i Jezusa, bo nie było mu śpieszno, żeby się ustatkować. Rodzina postanowiła, że nie jest wskazane, aby wszyscy jej mężczyźni zajmowali się ciesielstwem, dlatego Szymon pracował z kamieniarzem, Jakubem — przyszłym mężem Miriam.
Marta
Druga siostra Jezusa przyszła na świat 13 września 3 r. n.e. Jej narodziny były impulsem dla Józefa, aby rozbudować dom.
Marta była pracowita i rzetelna, ale jak mówi Księga Urantii, powolna zarówno w myśleniu, jak i działaniu. Gdy dorastała, wyuczyła się na umiejętną tkaczkę.
Juda
Czwarty brat Jezusa urodził się 24 czerwca 5 r. n.e.
Porodowi towarzyszyły komplikacje. Maria kilka tygodni poważnie chorowała, więc Józef musiał zostać w domu i opiekować się żoną. Dla Jezusa był to punkt zwrotny — został zmuszony do podjęcia obowiązków pierworodnego syna (2 lata wcześniej niż wydarzyłoby się to w normalnych warunkach, miał niecałe 11 lat).
Juda był najbardziej niesfornym z rodzeństwa Jezusa. Wciąż wpadał w tarapaty. Przez swój niewyparzony język został aresztowany podczas swoich pierwszych obchodów Paschy. Wobec braci i sióstr Jezus od wczesnego wieku stosował mądrą dyscyplinę, więc nie musiał ich zbytnio karać, aby uzyskać szczere posłuszeństwo. Wyjątkiem był Juda.
Juda miał górnolotne ideały, lecz niestabilny temperament. Odziedziczył matczyną determinację i waleczność, brakowało mu jednak przy tym poczucia umiaru i rozwagi. Księga Urantii mówi, że był wichrzycielem. Przez całe lata nie mógł utrzymać stałej pracy, więc nie można było polegać na jego wkładach w rodzinny budżet. Pewnego razu Jezus zabrał go do wuja, rolnika, aby Juda nauczył się zawodu. Ten szybko stamtąd uciekł. Szymon znalazł go z rybakami. Po rozmowie z Jezusem oznajmił, że chce zostać rybakiem. Tak też się stało.
Z wiekiem rozrastały się uczucia nacjonalistyczne Judy i w końcu przyłączył się do działalności propagandowej na rzecz organizacji patriotycznej — zelotów, gdzie był bardzo aktywny. Po ślubach Jakuba i Miriam ustatkował się zawodowo i odtąd Józef w kwestiach finansowych mógł już na nim polegać.
Jezus był człowiekiem pokojowo usposobionym i wojownicze wyczyny Judy i jego liczne zrywy patriotyczne wciąż stawiały go w kłopotliwym położeniu. Jakub i Józef chcieli go wyrzucić, ale Jezus nie chciał się na to zgodzić. Gdy ich cierpliwość była na wyczerpaniu, Jezus doradzał tylko: „Bądźcie cierpliwi. Bądźcie mądrzy w radzie i dajcie przykład waszym życiem, aby wasz młody brat mógł najpierw poznać lepszą drogę a potem musiał nią podążać razem wami”. Mądra i pełna miłości rada Jezusa zapobiegła rozpadowi rodziny; pozostali razem. Jednak Juda nie nabrał poczucia zdrowego rozsądku, dopóki się nie ożenił.
128:7.4 (1417.3)
Kiedy Jezus opuścił rodzinę, poświęcając się czynieniu woli Ojca, Juda przychodził do synagogi go słuchać. Im częściej odwiedzał tam najstarszego brata, tym mocniej był przekonany, że Jezus naprawdę jest kimś wielkim. Został też świadkiem wydarzeń podczas chrztu Jezusa; Jan ochrzcił wtedy też jego i Jakuba. Juda poczuł się urażony, kiedy okazało się, że brat nie zamierza ich włączać do grona apostołów. Z rodziny z Nazaretu tylko Juda i siostra Rut byli przy Jezusie, kiedy umierał na krzyżu.
Amos
Najmłodszy z braci Jezusa — Amos, urodził się 9 stycznia 7 r. n.e. Chłopczyk niestety kilka lat później (3 grudnia 12 r. n.e.), po tygodniu choroby zmarł.
Rut
Najmłodszy członek rodziny, Rut, urodziła się 17 kwietnia 9 r. n.e.
Księga Urantii nazywa Rut „promykiem słonecznym domu” rodzinnego. Dziewczyna była urodziwa, nierozważna w słowach, ale szczera w sercu. Bardzo szanowała swojego najstarszego brata-ojca. Jako jedyna pozostawała mu lojalna, niezależnie od okoliczności. Z bratem Judą stała przy Jezusie, kiedy umierał. Wyszła za jednego z najlepszych przyjaciół najstarszego brata — Jana Zebedeusza, z którym przeprowadziła się do Filadelfii.
W piątek, późnym wieczorem, mała siostra Rut potajemnie odwiedziła Jezusa. W łodzi zakotwiczonej niedaleko brzegu spędzili nieomal godzinę. Żadna istota ludzka, z wyjątkiem Jana Zebedeusza, nigdy nie dowiedziała się o tej wizycie a Jan też miał nakazane, aby nikomu o tym nie mówić. Rut była jedynym członkiem rodziny Jezusa wierzącym konsekwentnie i niezachwianie w boskość jego ziemskiej misji, od czasu swej najwcześniejszej świadomości duchowej, poprzez obfitującą w wydarzenia służbę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jezusa; i w końcu poszła w zaświaty nigdy nie żywiąc wątpliwości w nadprzyrodzony charakter misji swego cielesnego ojca-brata. Z całej ziemskiej rodziny Jezusa, dziecko Rut było jego główną pociechą podczas wszystkich trudnych przeżyć procesu, odrzucenia i ukrzyżowania.
145:0.3 (1628.3)
Ojciec
Jako najstarszy syn Jezus wcześnie musiał odnaleźć się w roli głowy rodziny. Wypadek Józefa zrzucił na tego przecież wciąż chłopca, szereg nowych obowiązków. Był najstarszym bratem swojego rodzeństwa; teraz musiał stać się także ich ojcem.
Jezus zawsze szczerze troszczył się o dobro rodzeństwa. Od najmłodszych lat przyuczał ich w domu. Do chwili rozpoczęcia służby publicznej z wszystkimi utrzymywał jak najlepsze stosunki. Zżył się z Jakubem, Miriam, Amosem i Rut, którą darzył szczególnym uczuciem; z Martą był w dobrych stosunkach. Kłopoty miewał z Józefem, ale przede wszystkim z Judą. Księga Urantii mówi, że po śmierci ojca, przez te kilkanaście lat aż nie opuścił domu, żaden tata nie kochał i nie wychowywał swej córki czulej i staranniej, niż Jezus małą Rut. A był równie dobrym ojcem dla pozostałych braci i sióstr. Spędzali czas rodzinnie i otwarcie, ale zawsze znajdował sposobność, aby pobyć na osobności z każdym oddzielnie. Także Maria przez cały ten czas miała w nim ogromne wsparcie. Pomagał jej, nie tylko wychować młodsze rodzeństwo, ale także dźwigać ciężar utraty męża, a potem i najmłodszego syna.
Jezus był metodyczny i systematyczny we wszystkim, co robił. Jednocześnie wszelkie jego wychowawcze decyzje cechowała zdrowa elastyczność. Wpajało to wszystkim dzieciom ducha sprawiedliwości. Jezus nigdy nie narzucał rodzeństwu posłuszeństwa, a jego bezstronność i indywidualne podejście do trudności przysparzały mu sympatii. Wszystkie dzieci prosiły go o radę w sprawach problemów swego dzieciństwa i zwierzały się mu; jak ojcu. Zawsze mądrze pomagał rodzeństwu dostosowywać się do kłopotów, jakie wraz z dorastaniem pojawiały się ich życiu.
Na początku tego roku metody wychowawcze Jezusa zyskały pełną aprobatę matki; były to konstruktywne nakazy czynienia dobra, zamiast starszych, żydowskich metod zabraniania czynienia zła. W domu i w czasie swego nauczania publicznego, Jezus nieodmiennie stosował konstruktywną formę napominania. Zawsze i wszędzie mówił: „Zrobisz to – powinieneś robić tamto”. Nigdy nie nauczał metodą zakazów, wywodzącą się z pradawnych tabu. Wystrzegał się kładzenia nacisku na zło, przez jego zabranianie, podczas kiedy wywyższał dobro, nakazując jego wykonywanie. W domu Jezusa czas modlitwy był okazją do omawiania najróżniejszych zagadnień, dotyczących dobra rodziny.
127:4.2 (1401.2)
Zgodnie z żydowską tradycją, każdy chłopiec, ukończywszy szkołę przy synagodze, jako wykształcony „syn Prawa”, mógł stać się prawowitym obywatelem Izraela; w domyśle mężczyzną. Wymagało to uczestnictwa w święcie Paschy w Jerozolimie. Józef był przy Jezusie, kiedy ten dorósł do uczestnictwa w obchodach, nie doczekał jednak Paschy swoich pozostałych synów. Jezus i tym razem sprawdził się w roli ojca. Wszystkich braci (poza Amosem, z oczywistych względów) zabrał do Jerozolimy, aby mogli otrzymać święcenia.
Jak przystało na pana domu, Jezus najpierw samodzielnie, a kiedy rodzeństwo podrosło z ich pomocą, utrzymywał rodzinę. Ciężko pracował. Zawsze był gotowy na poświęcenia i nawet kiedy bieda zajrzała za próg ich domu, wciąż zarażał optymizmem i budził w sercach najbliższych nadzieję na lepsze jutro. Zanim odszedł rozpocząć główną część swojej misji, zadbał, żeby rodzina miała stabilną przyszłość.
W 21 r. n.e. „Jezus w pełni i ostatecznie odsunął się od kierowania domowymi sprawami rodziny w Nazarecie i przestał bezpośrednio prowadzić jej członków. Do czasu swego chrztu wciąż wspierał finanse rodziny i żywo interesował się duchowym dobrem wszystkich braci i sióstr. I zawsze był gotów zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy, aby zapewnić pociechę i szczęście owdowiałej matce”.
Bóg
Niestety, podobnie jak rodzicom, także braciom i siostrom z upływem czasu coraz trudniej było zrozumieć Jezusa. Jego podejście do religii było (wciąż jest) tak nowatorskie, że nawet najbliżsi mieli trudność wyzbyć się skostniałych wierzeń. Przodowała w tym Maria. Trudno się dziwić. Zwiastowanie zostawiło w jej sercu trwały ślad. Niesiona tradycją przyjęła, że powołaniem jej najstarszego syna jest zostać wybawicielem narodu żydowskiego. I tak też to przedstawiała swoim pozostałym dzieciom. Nawet jeżeli Jezus przeczył takim sensacjom, ci przeinaczali jego wypowiedzi i nadinterpretowali jego zachowanie tak, aby wizja ta była aktualna.
Juda i Jakub obecni podczas chrztu Jezusa, słyszeli słowa Uosobionego Dostrajacza. Uwierzyli wtedy w przeznaczenie starszego brata, ale wciąż wahali się co do natury jego misji. W Marii ponownie odżyły nadzieje, że Jezus zostanie żydowskim Mesjaszem i konsekwentnie w tę stronę nakierowywała wiarę młodszych synów. Juda, jakiś czas później, wyznał Jezusowi: „Mój ojcze-bracie, nigdy cię nie rozumiałem. Nie jestem zupełnie pewien czy jesteś tym, o którym uczyła nas matka i nie rozumiem w pełni nadchodzącego królestwa, ale wiem, że jesteś potężnym człowiekiem Boga. Słyszałem głos nad Jordanem i wierzę w ciebie, bez względu na to, kim jesteś”.
Jezus nikogo nie faworyzował. Nie tylko wewnątrz rodziny, ale także swojej rodziny na zewnątrz. A ci mieli mu to za złe. Jakub i Juda obrazili się na Jezusa, że nie miał zamiaru ani ich, ani nikogo z rodziny włączać do grona apostołów. Fakt ten, w połączeniu z postawą Jezusa wobec Marii w Kanie, był pierwszym krokiem pogłębiającego się dystansu, jaki zaczynał ich dzielić. Rodzina w końcu odrzuciła Jezusa. Ani matka, ani bracia i siostry nie mieli wiele wspólnego z jego służbą; i ta przepaść nie zasklepiła się aż do zmartwychwstania. Jedynym wyjątkiem w rodzinie z Nazaretu była siostra Rut. Jezus zrobił wszystko, co w ludzkiej mocy, aby nie stracić zaufania i przywiązania swojej rodziny. Jak mówi Księga Urantii, wypełnił swój obowiązek w pełni; a nawet lepiej. Mimo to, chociaż to im nie udało się zrozumieć Jezusa i chociaż to oni przestali się nim interesować, zarzucali mu, że to on nie rozumie ich i nimi się nie interesuje. Bali się też o swoje bezpieczeństwo. Jedynie kilka razy próbowali się z nim skontaktować. Ale też tylko po to, aby przekonać go, żeby przestał robić to, co robi i wrócił z nimi do domu. Był czas, kiedy byli niemalże przekonani, że postradał zmysły.
Tuż przed odejściem apostołowie spostrzegli, że nie ma Mistrza i Andrzej poszedł go szukać. Po krótkim poszukiwaniu znalazł go, siedzącego w łodzi na plaży, Jezus płakał. Dwunastu często widziało swego Mistrza wyraźnie zasmuconego i zauważało jego krótkie okresy głębokiego zatroskania, ale żaden z nich nigdy nie widział go płaczącego. Andrzej był nieco zaskoczony, widząc Mistrza tak wzruszonego w przeddzień ich wyjścia do Jerozolimy i odważył się podejść do Jezusa i spytać: „Co się dzieje, że płaczesz Mistrzu w tym wielkim dniu, kiedy się wybieramy do Jerozolimy głosić królestwo Ojca? Który z nas cię obraził”? Jezus, wracając z Andrzejem, aby dołączyć do Dwunastu, odrzekł mu: „Żaden z was mnie nie zasmucił. Przygnębiony jestem dlatego, że nikt z rodziny mego ojca, Józefa, nie pamiętał żeby przyjść tutaj i życzyć nam dobrej drogi”. Rut gościła w tym czasie u swego brata, Józefa, w Nazarecie. Inni członkowie rodziny Jezusa trzymali się na uboczu z powodu dumy, rozczarowania, niezrozumienia oraz dawali upust swym drobnym pretensjom, wynikłym ze zranionych uczuć.
141:0.2 (1587.2)
Jakub był pierwszym z rodzeństwa, któremu Jezus ukazał się po zmartwychwstaniu (było to kolejne, trzecie ukazanie się). Młodszy brat skłonny był wierzyć w misję najstarszego brata, ale odsunął się od działalności Jezusa i powątpiewał w zapewnienia apostołów, że jest Mesjaszem. Rozważał więc, czy informacje o rzekomych ukazaniach się zmarłego mogą być prawdą. Wtedy też zobaczył go na własne oczy. Usłyszał m.in. „Jakubie, przyszedłem powołać cię do służby królestwa. Idź ręka w rękę z twoimi braćmi i podążaj ze mną”. Niedługo potem Jezusa ujrzeli Ruth i Juda (którzy już wcześniej, niemal od razu, kiedy usłyszeli nowinę, uwierzyli w jego zmartwychwstanie). Reszta rodziny ujrzała swojego zmarłego-zmartwychwstałego krewnego w domu Józefa, podczas piątego ukazania się. W dniu zesłania Ducha Prawdy ziemska rodzina wcielonego Rajskiego Syna nie otrzymała niczego więcej niż inni wierzący.
Rodzina
Niezależnie od intencji, w Kościele katolickim próbowano i nadal próbuje się uwypuklać boskość Jezusa; jakby na siłę. Proces odczłowieczania wcielonego Boga, w który wpisuje się wymazywanie z kart historii jego braci i sióstr, ma wiele odcieni. Zrzeszonym nie wolno zauważyć choćby minimalnych przesłanek, że Jezus mógł nie być wcale Bogiem (i że kapłani nie są jego następcami-powiernikami). Dlatego matka Jezusa była wyjątkowa i dlatego jego poczęcie musiało być nadzwyczajne. W konsekwencji nie mógł mieć rodzeństwa. Kimże by byli wtedy? Półbogami? Maria wszak musi pozostać dziewicą. Przyzwolenie na autorytatywne biblijne interpretacje temu oczywiście sprzyja. Dlatego też mamy skupiać się na cudach i zmartwychwstaniu. Na rzeczach magicznych i też takich powinniśmy się bać. I kiedy Kościół mianuje się rodziną, Jezusowi, którego nauki ma szerzyć, rodzinę zabiera.
W moim odczuciu niespójność postaw Jezusa, kiedy charakteryzuje go Kościół, czyni z niego raczej dziwaka, nie Boga. Zagubionego człowieka, który chcąc nie chcąc znalazł się w (nie)odpowiednim miejscu i czasie i nie wie za bardzo co z tym począć. Obcego i odseparowanego od ludzi, pośród których się pojawił. Duchowni oczywiście będą wskazywać jego osobę jako wzór do naśladowania, ale czy przez pryzmat ich nauk ktokolwiek realnie może go tak zobaczyć?
Historia wcielonego Rajskiego Syna — Jezusa z Nazaretu, jaką objawia Księga Urantii, oczyszcza jego osobę. Ukazuje Boga, który zniża się, aby poznać ludzi, których powołał do życia. Nie po to, żeby się wywyższać czy przekonywać czarami, aby w niego uwierzyli; nie po to, aby karać czy grozić tym, którzy do religii jeszcze nie dojrzeli. Kiedy księża chleliby jego słowami wtrącać do piekieł wszystkich, którzy w ich mniemaniu grzeszą, Jezus zapewniał, że nawet mglista wiara wystarczy; także tym, którzy odwrócili się od jego nauk. Przekazy Urantii ukazują Boga pośród ludzi i jako jednego z nas. Boga wskazującego drogę i stanowiącego uniwersalny przykład. Tutaj też należy zetrzeć kolejny kościelny osad. Bo boski przykład nie wymusza bezmyślnego naśladownictwa; zachęca raczej do wspartej prawdziwą religią osobistej interpretacji. Bo Jezus był Bogiem, pewnie, ale dla nas przede wszystkim człowiekiem. Wiedząc, jakim był pracownikiem, przyjacielem, nauczycielem, synem, bratem czy ojcem, możemy brać z niego przykład — żyć jego drogą. Podczas gdy Kościół usiłuje uwiarygodnić boskość Jezusa, czyniąc z niego superbohatera, jego prawdziwe życie, ludzkie życie, po prostu ten fakt udowadnia.