Według Wikipedii religia to system wierzeń i praktyk, określający relację między różnie pojmowaną sferą sacrum i sferą boską a społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym, w czynnościach religijnych, w sferze społeczno-organizacyjnej i w sferze duchowości indywidualnej.
I tak też wielu postrzega religię. Jako wiarę w Boga (lub bogów) zapakowaną w sformalizowaną obrzędami i prawami ideologię; sfera duchowa majaczy gdzieś tam w tle. Dlatego mówiąc o religii, najczęściej odnosimy się do wspólnot religijnych zrzeszających wiernych, podczas gdy praktykowanie religii oznacza zaangażowanie w jej rytuały. Pojawia się tutaj odruch łączący religię ze sprecyzowanym (bądź nie) „systemem wierzeń i praktyk”. Jako dowód anegdotyczny przywołam własne doświadczenia, kiedy na deklarację „wierzę w Boga”, reakcją była konsternacja w stylu „Ale jak to? Przecież nie chodzisz do kościoła”. No bo wierzący Polak najpewniej jest katolikiem; Arab muzułmaninem. Statystyka zależy od szerokości geograficznej.
Oddzielenie wiary od doktryn może okazać się trudne (albo i niemożliwe). Jeżeli jest Bóg, to przed nim idą formalności, święta i błogosławieni posłańcy. Wzorzec katolicki wywiera w Polsce tak silny społeczny wpływ, że niektórzy nie rozumieją, jak w ogóle można wierzyć w innego Boga; a jeżeli nawet, to ta inna wiara musi być podobnie zinstytucjonalizowana jak nasza. Inny Bóg to inne pieczątki, obrządki i kapłani-autorytety. Inaczej się po prostu nie liczy.
Niniejszy tekst jest subiektywną interpretacją Przekazów Urantii dotyczących religii. Opowiem o tym, jak Księga Urantii definiuje religię, a myśl przewodnia powyższego wstępu nie jest przypadkowa. Będzie także o objawieniu — o Bogu przedstawiającym siebie człowiekowi i o tym, jak tę znajomość wynaturzamy. Przy okazji wspomnę o organizowaniu religii w społeczeństwie. Na końcu okaże się, czy każda religia musi tkwić w konflikcie z nauką.
Osobiste doświadczenie
Jeżeli czujesz „głód boskiej rzeczywistości” — szukasz Boga, bo dociekasz prawdy — masz skłonności religijne; kiedy uświadamiasz sobie, że prawdę znasz, bo Boga odnalazłeś, przeżywasz doświadczenie religijne.
Jedność doświadczenia religijnego, występująca w grupach społecznych i narodowych, wywodzi się z identyczności natury fragmentu Boga, zamieszkującego człowieka. To jest ta boskość w człowieku, która daje początek jego altruistycznym skłonnościom do opiekowania się innymi ludźmi. Skoro jednak osobowość jest unikalna – skoro nie ma dwu identycznych śmiertelników – nieuniknione jest, że nie ma dwóch istot ludzkich, które mogą tak samo rozumieć przewodnictwa i impulsy ducha boskości, który żyje w ich umysłach. Grupa śmiertelników może przeżywać duchową jedność, ale ci ludzie nigdy nie mogą osiągnąć jednorodności filozoficznej. I to zróżnicowanie sposobu rozumienia religijnych myśli i doświadczeń ukazuje fakt, że teologowie i filozofowie dwudziestego wieku sformułowali ponad pięćset różnych definicji religii. Praktycznie każda ludzka istota definiuje religię w terminologii swego własnego, empirycznego zrozumienia boskich impulsów, emanujących z ducha Bożego, który w niej zamieszkuje i dlatego też takie zrozumienie musi być unikalne i zupełnie odmienne od filozofii religijnej wszystkich innych istot ludzkich.
103:1.1 (1129.8)
Księga Urantii definiuje religię na nowo. Nie jako „system wierzeń i praktyk”, ale jako osobiste doświadczenie duchowe — poznanie Boga jako Ojca, a w konsekwencji człowieka jako brata.
I tutaj mógłbym skończyć. Gdyby Przekazy streścić jednym zdaniem, tak właśnie charakteryzują religię: Jako osobisty i niepowtarzalny sposób na odkrywanie i rozumienie Boga. Każdego; i przez każdego. Czy był to zwierzęcy strach przed nieznanym dopiero co ewoluującego człowieka, czy będzie to religijna wolność tych, którzy są w pełni świadomi synostwa z Bogiem, w obu wypadkach mowa o religii. I we wszystkich pomiędzy.
Księga Urantii o prawdziwej religii mówi wręcz zawsze i jakby wszystko. Religijność jest jedną z jej myśli przewodnich i jeżeli Przekazy nie odnoszą się do religii wprost, to ta i tak w tle zawsze gdzieś tam jest. Nie powinno to dziwić, jest to przecież dzieło stricte religijne. Prawdziwa religia wybrzmiewa jednak stamtąd bardzo subtelnie. Tak, aby czytelnik musiał samodzielnie ustalić, czym to doświadczenie jest. Dzięki temu uwalnia religię od formalizmu i pośredników. Intymne doświadczenie duchowe wyklucza jakikolwiek system wierzeń i praktyk.
Religia
Spośród wielu religii Urantii wszystkie są dobre w takim stopniu, w jakim prowadzą człowieka do Boga i niosą człowiekowi świadomość istnienia Ojca. Wyobrażanie sobie swoich doktryn jako Prawdy jest błędem jakiejkolwiek grupy ludzi religijnych; postawa taka bardziej świadczy o arogancji teologicznej niż o pewności wiary. Nie ma takiej religii na Urantii, która nie mogłaby z korzyścią dla siebie badać i asymilować najlepszych prawd zawartych w każdej innej wierze, jako że wszystkie zawierają prawdę. Ludzie religijni zrobiliby lepiej, zapożyczając raczej to, co najlepsze z żywej wiary duchowej swych bliźnich, zamiast potępiać to, co najgorsze w ich pokutujących przesądach i przestarzałych rytuałach.
92:7.3 (1012.4)
Księga Urantii wskazuje cztery, funkcjonujące na Ziemi, rodzaje religii:
- Religię naturalną, ewolucyjną;
- Religię objawieniową, nadprzyrodzoną;
- Religię współczesną (praktyczną), która powstaje ze splotu religii naturalnych i nadprzyrodzonej;
- Religie filozoficzne, filozoficzne doktryny teologiczne oraz religie stworzone rozumem.
Religia jako taka przejawia się w dwóch stadiach:
- Religia ewolucyjna. Wypływa z doświadczenia prymitywnego czczenia. Jej źródłem jest umysł. To religia ludzka.
- Religia objawiona. Wszechświatowy światopogląd pochodzący od ducha. Jest częścią kosmicznego planu, zgodnie z którym przeznaczeniem religii ewolucyjnej jest, prędzej czy później, otrzymać duchową nadbudowę objawienia. To religia boska.
Pobudka
Kiedy istota moralna postanowi być bezinteresowną i kiedy staje w obliczu bodźca egoistycznego, jest to prymitywne doświadczenie religijne. Żadne zwierzę nie może dokonać takiego wyboru; taka decyzja jest zarówno ludzka jak i religijna. Obejmuje ona fakt uświadomienia sobie Boga i wykazuje istnienie odruchu służby społecznej, podstawy braterstwa ludzkości. Kiedy umysł wybierze prawy osąd moralny, aktem wolnej woli, taka decyzja stanowi doświadczenie religijne.
103:2.8 (1131.7)
Religia jest dla człowieka czymś naturalnym. Nieważne jak bardzo takie stwierdzenie może się komuś nie spodobać. To, że możemy skutecznie ją wypierać i się jej wypierać, niczego nie zmienia. Bo wnikliwość duchowa — impuls do szukania czegoś więcej, jest w każdym z nas. Nie zależy od miejsca pochodzenia, wykształcenia czy inteligencji; nie wynika z sakramentów ani z obrzędów. Nie jest tajemnicą wybrańców. Ani ja, ani ty, ani papież nie zostaliśmy w żaden sposób wyróżnieni; ani nam, ani wam, ani Papuasom niczego nie brakuje. Bóg wychodzi naprzeciw każdemu, a każdy, w taki czy inny sposób, będzie wypatrywał Boga. Każdy. Żeby go zauważyć, potrzebna jest tylko (aż) jedna szczera decyzja. Bo mimo iż naturalna, religia jest także sprawą wyboru. Jesteśmy religijni (bądź nie) dzięki swojej wolnej woli i zgodnie z nią. Rozwój religijny nie istnieje bez świadomego wysiłku i osobistej determinacji.
Zakładam, że to ateistom najmniej spodoba się teza, że ludzie mają religię w naturze. Ale czy ich postawa nie wynika z duchowej wnikliwości? Skoro nie znaleźli Boga, musieli go przecież szukać. Czy to nie ateizm właśnie jest konsekwencją świadomego wyboru? A kiedy z równania usuniemy systemy wierzeń i praktyk, przez pryzmat Księgi Urantii ateiści mogą okazać się bardziej religijni niż ci niby wierzący, co bez krzty refleksji przytakują kapłańskim wymysłom.
Jesteśmy przyzwyczajeni, że wszelkie zmiany, a więc i postęp, są zauważalne. Wola ma tu uniwersalne znaczenie. Bo chcieć to móc i praktykując, stajemy się coraz lepsi. Da się to jakoś udowodnić, a często i obiektywnie zmierzyć. Rzadziej mylimy nuty, częściej wygrywamy w szachy i spada waga. Rozwój materialny osadzony jest w materii i pośród niej widoczny. Rozwój duchowy osadzony jest w duchu; dlatego dzieje się poza materialną świadomością. Jesteśmy dziećmi Boga, a on sam jest w nas. Jest to prawdą, acz wyłącznie w sensie duchowym. Dlatego nigdy nie odkryjemy boskości zmysłami materialnymi. Postęp duchowy jest więc niewyraźny. Często nie rozróżniamy świata ducha w ogóle, mielibyśmy z łatwością dostrzegać w nim zmiany? Potrzeba pewnego skupienia, duchowego wglądu, aby poczuć nadmaterialny progres. A ten koniec końców i tak może wydać się statyczny.
Samo wyłonienie się religii w osobistym doświadczeniu, nie będzie nagłe ani okraszone błyskawicami. Jednak kiedy przyzwolić sobie na religijne skłonności, w końcu staje się faktem. Takie szczere, religijne narodziny nigdy nie oszałamiają poczuciem nawrócenia czy innymi tego typu emocjonalnymi epizodami; nie są następstwem spłynięcia łaski bożej ani gwałtownego oświecenia. Religii nie wydusi presja strachu; wstyd też nie. Wszystko to oczywiście może zachęcić do wnikliwości, ale nie jest ani receptą, ani zwiastunem, ani dowodem na narodziny prawdziwej religii. Religia może pojawiać się w duchowych bólach i ja to właśnie tak czasami czuję; takim narodzinom mogą towarzyszyć „wyraźne zaburzenia psychiczne”. Ale religia może też napłynąć spokojnie i naturalnie. Sama w sobie zawsze jest subtelna.
Jeżeli szczerze zechcemy, Boga może odkryć każdy z nas. Księga Urantii nazywa to „narodzeniem się na nowo”; narodzeniem z ducha. To początek prawdziwej religii.
Filozofuj
Jak zatem objąć rzeczywistości nie z tego świata? Nie wiadomo. Dlatego filozofujemy; i coś, jakoś ustalamy. Proces nazywania lub układania doświadczeń z tej materii — kształtowanie się filozofii religijnej, przebiega w czterech etapach.
Na początku wierzymy komuś, bezmyślnie poddając się tradycji. Człowiek akceptuje wtedy (oraz utwierdza w tym siebie i innych), że ma być tak, jak jest, bo tak było od zawsze i na zawsze już tak będzie. Drugi etap to stadium bezpieczeństwa. Granica jest cienka, ale to czas, kiedy zaczyna świtać. Kiedy dociera, że w dogmatach naszej religii nie wszystko gra jak powinno. I zaczyna to swędzieć. Dla spokoju ducha uznajemy jednak, że bezpieczniej tego nie tykać. Potem przychodzi podejście intelektualne. Bo tykaliśmy. Aż trzeba było te wątpliwości rozdrapać, ale zamiast otwartej rany otwiera się głowa. Na tym etapie człowiek próbuje swoją religię ogarnąć logiką. Czwarty poziom filozofii religijnej „wolny jest od wszelkich konwencjonalnych i tradycyjnych ograniczeń i ośmiela, by myśleć, działać i żyć uczciwie, lojalnie, odważnie i szczerze”.
Prawdziwa religia nigdy nie przestaje się rozwijać. My w każdym stadium potrafimy utknąć. Łatwo dostrzec tych, którzy zatrzymali się na dwóch pierwszych. Przy trzecim, ryzyko stagnacji wynika z „kulturowego niewolnictwa”; tutaj swoje poszukiwania kończy wielu ateistów — ich umiłowanie do nauki może stać się obsesyjnym ogranicznikiem. Jezus nauczał: „Duchowo ślepa jednostka, która logicznie podąża za nakazami nauki, zwyczajami społecznymi i dogmatami religijnymi, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie poświęcenia swojej moralnej wolności i utraty swojej swobody duchowej. Taka dusza stanie się intelektualną papugą, społecznym automatem i niewolnikiem religijnych autorytetów”.
Osobista filozofia religii pochodzi z wewnątrz, jest i musi być nasza. Ale żyjemy też (przede wszystkim?) na zewnątrz. Stamtąd kształtuje nas środowisko. W dziwaczny sposób filtruje ludzkie doświadczenie religijne (i jego owoce), tak że prawdziwa religia staje się jeszcze bardziej indywidualna. Warunki ekonomiczne, edukacja (nie tylko religijna) i polityka; rodzina i praca; także intelekt i temperament. W żadnym wypadku nie warunkują predyspozycji do skłonności religijnych, jednak wszystko to wpływa na kształt subiektywnej religijnej filozofii.
Wszyscy jesteśmy ludźmi. Choć podobni, każdy z nas jest unikalny i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Dlatego też nie istnieją dwie identyczne ścieżki prowadzące do Boga. Idziemy własną drogą, jaką jeszcze nikt nigdy nie szedł przed nami; i nikt nigdy nie będzie podążał naszymi śladami.
Dlatego osobiste duchowe doświadczenia zawsze są oryginalne. A przy tym praktycznie nieuchwytne. „W żadnym ludzkim języku nie istnieje słowo, którego można by użyć do określenia tego «zmysłu», «uczucia», «intuicji» czy «doświadczenia» tego, co my postanowiliśmy nazywać uświadamianiem sobie Boga”. Będziemy próbować, od wieków to robimy, nigdy jednak nie uda nam się prawdziwego doświadczenia religijnego opisać.
Religia niedoskonałego
Prawdziwa religia leży w ludzkiej naturze. Naturalna jest także potrzeba uchwycenia rozumem tego doświadczenia. Więc próbujemy. A jeżeli dobrze interpretuję tekst Księgi, jest to nie tylko niemożliwe, ale może też być szkodliwe.
Człowiek ma tendencje do przekształcania religii w coś materialnego lub humanistycznego. Bo upraszczamy. Używamy symboli, porównań; a gdy i to nie pomaga, godzimy się na kompromisy. Tylko tak możemy starać się uchwycić to, co nieuchwytne. Nie zdajemy sobie przy tym sprawy, że nasz wgląd jest fragmentaryczny. Że kształt, w jaki ubraliśmy swoje duchowe odczucia, choć może wydawać się znajomy, jest zaledwie ich niewyraźnym, przyziemnym cieniem. Takie uproszczenia wypaczają religię i kołują tych, z którymi chcemy się nią dzielić. „Dociekania fałszują ich podmiot”.
Nieświadomi swoich ograniczeń, spłycamy to przeżycie. By nie uciekło; bo tak łatwiej nad nim zapanować; „bo tak było”. Uciekamy się do metafor w poezji, ale najczęściej chyba do prozy życia. Osobista religia spada wtedy z duchowych wyżyn i staje się elementem świata doczesnego. A przed tym najbardziej powinna się wzbraniać. Stamtąd już tylko krok do „systemu wierzeń i praktyk”.
Mimo wszystko źródłem takich doświadczeń zawsze jest prawdziwa religia. Nawet jeśli zniekształcamy ją dziecinnymi fantazjami i błędnymi założeniami, nawet jeśli przekrzywia ją presja społeczna. To osobiste i szczere rozumienie Boga jest esencją religii i zawsze jest ważne. To, że możemy się mylić w pewnych aspektach naszych koncepcji Boga, wcale nie oznacza, że duchowe przeżycia nie są prawdziwe. Pamiętajmy jednak, że religia nie dotyka pieniędzy, środowiska, prawa, a nawet zdrowia i życia. Stosunek do tych rzeczy może (powinien i będzie) odzwierciedlać naszą religię, ale ona sama nie ma z materią kompletnie nic wspólnego. Bóg jest duchem i tylko nim i to materializm najmocniej zanieczyszcza jego obraz.
Po ludzku
Ojciec Wszechświatowy nigdy nie powie ci, co masz robić; co wolno, a czego nie. Od tego masz wolną wolę. Dzięki prawdziwej religii możesz dowiedzieć się jednak, jakim człowiekiem chciałby, żebyś się stawał.
W Boga możemy wierzyć. Możemy zakładać, że jest i hipotetyzować czy to w ogóle możliwe, ale pewność jego istnienia przynieść może wyłącznie osobiste doświadczenie religijne. Moja religia może dać mi pewność istnienia Boga; nie pozwoli jednak udowodnić tego innym. Może podpowiadać, jakim mogę być człowiekiem, ale nigdy nie nada prawa do dyktowania tego innym.
Jezus powiedział: „Dobrze robisz, szukając religii wiecznego zbawienia, błądzisz jednak, szukając tak chwalebnej prawdy pośród stworzonych przez człowieka misteriów i ludzkich filozofii. Czy nie wiesz, że tajemnica wiecznego zbawienia mieszka w twojej duszy? Czy nie wiesz, że Bóg niebios posłał swojego ducha, aby żył w tobie i że duch ten przeprowadzi wszystkich kochających prawdę i służących Bogu śmiertelników z tego życia, przez bramy śmierci, do wiecznych wysokości światła, gdzie Bóg czeka na swoje dzieci? I nigdy nie zapominaj: Wy, którzy znacie Boga, jesteście synami Bożymi, jeśli prawdziwie pragniecie być jemu podobni”.
Prawdziwa religia zawsze wyraża się w stonowany i łagodny sposób. Nawet jeśli u swych podstaw jest nieugięta i wszechogarniająca, pozbawiona jest rozemocjonowania i nieznoszącego sprzeciwu narzucania się. A że jest wyłącznie osobista, to tak jak my, nie jest doskonała. Rozwija się z nami i tak jak my zawsze będzie się zmieniać. Dlatego pozwala mylić się i błądzić; szukać i poprawiać. Dzięki temu odporna jest na ataki, a krytyka może ją co najwyżej zreformować.
Religia nie może być zauważona, w najbardziej potocznym, pobożnym tego słowa znaczeniu; tym bardziej zrozumiana z zewnątrz. Dwoje ludzi, którzy odkryli w sobie Boga, dojdzie do porozumienia. Wprawdzie nie uda im się tego w pełni zwerbalizować, ale też nigdy nie będą potrzebować niczego nikomu udowadniać. To raczej ci, którzy nie są swojej wiary pewni, nie dość, że mogą domagać się jednolitego religijnego przekazu, to w ogólnym rozrachunku i tak nic ich nie przekona. Pójście na religijną łatwiznę, gdy przyjmujemy za pewnik kapłańskie nauczania, może tymczasowo uspokajać. Są przecież bliscy celu — mówią o Bogu, prawdzie, miłości. Prawdziwa religia jest jednak osobista, zatem w to, co szczerze czujemy, nie trafią nigdy.
Życie religijne
Wtedy Ganid zawołał: „Nauczycielu, ty i ja, zróbmy nową, jedną religię, odpowiednio dobrą dla Indii i odpowiednio wielką dla Rzymu i może będziemy mogli sprzedać ją Żydom, zamiast Jahwe”. A Jezus odpowiedział: „Ganidzie, religii się nie robi. Ludzkie religie rozwijają się przez długi czas, kiedy objawienia Boże rozbłyskują na Ziemi w życiu tych ludzi, którzy odkrywają Boga swoim bliźnim”. Jednak oni nie zrozumieli znaczenia tych proroczych słów.
132:7.6 (1467.2)
Prawdziwa religia nie jest częścią życia, tak jak się obecnie to rozumie. Gdy religia to coniedzielna msza, coroczna kolęda, wolne od pracy święta i spowiedź, gdy wypada iść do komunii — urywki czasu, które wygospodarowaliśmy na jej praktykowanie. Prawdziwa religia jest czymś o wiele większym: Sposobem na życie — „niezależną dziedziną ludzkich reakcji na sytuacje życiowe”. Wydzielenie fragmentów codzienności, aby wskazać, że są religią, jest jej wypaczeniem. Prawdziwa religia jest codziennością.
Jednak wskazanie uniwersalnych elementów składowych doświadczenia religijnego jest niemożliwe. A kiedy nawet uda się jakieś zidentyfikować, wyniki dalszych analiz będą tylko subiektywne. Nie ma i nie będzie recepty na prawdziwą religię. Melchizedek z Nebadonu podpowiada jednak, że łatwo zauważyć tych, którzy są prawdziwie religijni. Tacy ludzie „idą naprzód tak, jakby już byli w obecności Wiecznego”. W ich życiu istnieje „przekonująca oryginalność i spontaniczność wyrazu”; wydają się żyć wolni od uciążliwego pośpiechu i wszędobylskiego stresu; „wykazują stabilne osobowości i przepełnione spokojem charaktery”. Religijni ludzie reagują na doczesność, jakby wieczne życie było już tu, o, na wyciągnięcie ręki. Nie ostentacyjne obnoszenie się z przynależnością wyznaniową, a stosunek do życia i charakter relacji z bliźnimi są owocami, po których rozpoznasz religijnych ludzi.
Z najszerszej perspektywy, religia stoi ponad nauką, sztuką, filozofią, etyką czy nawet moralnością. Nie oznacza to, że jest od nich niezależna czy ważniejsza. Trudno zresztą o właściwe porównanie, ponieważ wszystko to sumuje się w ludzkim doświadczeniu i zawsze może być religijne. Nie jest tak, że powinniśmy poświęcić życie praktykowaniu religii. To religia uświęca praktykowanie życia.
Wiara
Religia nie istnieje bez wiary. Jeżeli rozumowanie jest sposobem, w jaki postępuje nauka, a logika sposobem, w jaki postępuje filozofia, sposobem, w jaki postępuje religia, jest wiara. Prawdą jest, że „rzeczy ludzkie muszą być znane, aby mogły być kochane, lecz rzeczy boskie muszą być kochane, aby mogły być poznane”. Wiara wyraża ufność w niewypowiedziany (i nie do wypowiedzenia) plan Wszechświatowego Ojca. Wiara w przetrwanie najwyższych wartości; takich, które mają ponadczasowe znaczenie; tych, które uświadamiamy sobie wyłącznie poprzez osobiste doświadczenie. Nawet jeżeli nie potrafimy ich zadowalająco zdefiniować. Wiara nie ma związku z wierzeniami, a z nimi niestety jest powszechnie (na pewno w Polsce) zrównywana.
Nie uwierzysz!
Wiara jest wyróżnikiem prawdziwego, osobistego doświadczenia religijnego. Umysł jednak dosięga poziomów wiary dopiero wtedy, kiedy ta panuje nad sposobem życia. Intelektualna pewność to nie wiara. Szczególnie kiedy godzimy się, że duchową prawdą jest to, co mówią. Takie wierzenie ogranicza; w najlepszym wypadku utwierdza. Wierzenie nie zachęca do poszukiwań, zabija ciekawość. Tłumi kreatywność i zagłusza inspirację, a z najszerszej perspektywy, Boga. Szczera wiara wyzwala, a więc i rozwija. Wysławia osobistą znajomość Boga, a objawia się służbą dla bliźniego. To granicząca z pewnością nadzieja, że ufność w prawdziwą religię ma najwyższy sens. Nigdy suma wierzeń.
Wierzenia mogą charakteryzować grupy, więc i ich elementy można wdrażać grupowo. Wiara wyrasta w sercu jednostki. Osobiste doświadczenie nie wywołuje fanatyzmu, nietolerancji, ani nie przyznaje monopolu na wiedzę. Wiara nie ogranicza wyobraźni ani nie boi się odkryć naukowych. Nie skłania do wymigiwania się od problemów, bo nie buja w obłokach, przecząc rzeczywistości. Wiara nie jest więc wytrwałością czy zajadłością w przestrzeganiu narzuconych religijnych zasad. Życia w wierze nie odbębnisz sakramentem. Tym bardziej wymuszonego strachem; albo na wszelki wypadek. Wyznanie wiary nie daje przyzwolenia na wmuszanie religii innym. To tylko (aż) szczerość wobec siebie.
Prawdziwa religia jest życiem w wierze: Odwagą, aby zawsze ufać osobistemu duchowemu przewodnikowi (czyli de facto Bogu). Tak też można się swoją wiarą dzielić — stanowiąc przykład. Przykład, że można inaczej i że tak jest dobrze. W swej prawdziwej treści religia jest wiarą-zaufaniem w dobroć Boga. Że będzie dobrze, bo chcę być lepszy. Nawet taki jak on. A szczera, ufna postawa wobec Ojca Wszechświatowego zawsze rodzi owoce. Takie doświadczenie ma pochodzenie zarówno ludzkie, jak i boskie. Wynika z partnerstwa człowieka i zamieszkującego go fragmentu Boga, Dostrajacza Myśli. Właśnie ta boska cząstka jest źródłem pragnienia prawości, które wszyscy czujemy. Zew doskonałości jest wiecznym głosem Boga. Prawdziwa religia zaś teraźniejszą decyzją, aby wytrwale iść za nim; aktem wiary, akceptującym ten wewnętrzny bodziec wabiący ku boskości.
Nadmaterialni
Prawdziwa religia, choć bezsprzecznie i wyłącznie niematerialna, pomaga w zmaganiach z przyziemnymi trudnościami. Jednak nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli. Bo religia nie likwiduje kłopotów; Bóg nie rozwiązuje problemów wiernych; modlitwa nie działa tak, jak uczy tego Kościół.
Jezus, objaśniając zasady, które powinny przyświecać ludziom głoszącym nową ewangelię, powiedział: „Nauczajcie wszystkich wiernych, że ci, którzy wejdą do królestwa, nie nabędą dzięki temu odporności na wypadki czasu czy zwyczajne katastrofy naturalne. Wiara w ewangelię nie zabezpiecza przed popadnięciem w tarapaty, ale niesie gwarancję, że będziecie nieustraszeni, kiedy kłopoty was dosięgną”.
Emocje i postzwierzęce uczucia mają materialne pochodzenie. Prowadzą więc do materialnych działań; najczęściej samolubnych. Szczere duchowe motywacje prowadzą do działań wyższych i niematerialnych — do życzliwości i służby. Prawdziwa religia nie ucieka od trudności doczesnego życia, licząc, że ktoś wszystko jakoś załatwi. Nie romantyzuje bólu. Pozwala jednak spojrzeć na nie z szerszej perspektywy. Pomaga zrozumieć, że materialne wypadki i subiektywne nieszczęścia są częścią doświadczenia; wręcz przywilejem dostępnym wyłącznie człowiekowi. Nie może oczywiście być mowy o gloryfikowaniu cierpienia. Prawdziwa religia cierpienie przewyższa. Ułatwia je uziemić, a dzięki temu i znieść. Poprzez wiarę naświetla materialną nietrwałość większości problemów, co może zmniejszyć ich wagę nawet do zera.
Objawienie
Intuicyjnie wiedzieliśmy od zawsze. Szukamy przecież Boga od pierwszych przebłysków tego, co można nazywać człowieczeństwem. To geneza religii ewolucyjnej. Ludzcy bogowie-superbohaterowie (czy raczej superzłoczyńcy…) to jednak szczyt możliwości naszej wyobraźni. By dowiedzieć się więcej, aby móc sięgnąć prawdy, potrzebowaliśmy boskiej pomocy — objawienia.
Księga Urantii wymienia trzy zjawiska, dzięki którym możemy dowiedzieć się, że w człowieku żyje boska cząstka. Pierwszym jest osobiste doświadczenie, prawdziwa religia; drugim są reakcje człowieka na codzienne sytuacje i trudności, które ukazują potencjalną boskość jego duszy; trzecim jest objawienie.
Doświadczenie religijne to ludzki sposób poznawania Boga. Objawienie jest boskim sposobem na to, by dać się poznać człowiekowi.
Wodzowie plemienni umierali i byli deifikowani. Później, gdy odchodziły wybitne dusze, były kanonizowane. Nie wspomagana ewolucja nigdy nie wytworzyła bogów wyższych niż gloryfikowane, podniosłe i rozwinięte duchy zmarłych ludzi. Na początku ewolucji religia tworzy swych własnych bogów. W procesie objawienia Bogowie formułują religię. Ewolucyjna religia stwarza swych bogów na obraz i podobieństwo śmiertelnego człowieka; religia objawiona próbuje rozwinąć i przekształcić śmiertelnego człowieka na obraz i podobieństwo Boga.
85:6.3 (948.3)
Głos Ojca
Bóg przemawia do nas wieloma kanałami. Żeby nie powiedzieć, że wszystkimi. Jego słowa tak wszędobylskie, że aż pospolite. Dla wielu zbyt zwyczajne i zwiewne, żeby w ogóle zechcieli go usłyszeć.
Żeby mieć nadzieję, że dziecko zrozumie, co się do niego mówi, należy tak formę, jak i samą treść przekazywanych mu informacji odpowiednio dostosować. Najlepiej, kiedy wszystko to osadzone jest w rzeczywistości, które dobrze zna (np. świat bajek i ich bohaterów). To oczywiste. Nie trzeba być rodzicem, żeby wiedzieć, że tak trzeba. A my jesteśmy dziećmi Boga. I on wie, że pewne sprawy dorosłych bywają dla najmłodszych nie do ogarnięcia. Że nie wszystko jest już w naszym zasięgu. Dlatego, jak przystało na dobrego rodzica, pochyla się, aby opowiedzieć to, co akurat jest nam potrzebne; i w taki sposób, żebyśmy zrozumieli. Tym właśnie jest objawienie.
Objawienie pozwala zauważyć w przyrodzie tego samego Boga, którego wiara nawołuje w duszy. Jest jak most łączący to, co duchowe z tym, co materialne. Dzięki objawieniu człowiek może poznać Boga takiego, jakim on jest (w obrębie ludzkiego pojmowania), nie tylko takiego, jakiego sam sobie wyobraził.
Objawienie nie jest dowodem na istnienie Boga. Nigdy nie kojarz go z cudami. Objawienie jest iskrą prawdziwej religii, zatem potwierdzić je może wyłącznie osobiste doświadczenie. Przekazy Urantii mówią wprost: „Prawdziwa religia nie ma nic wspólnego z rzekomymi cudami, a religia objawiona nigdy nie przedstawia cudów, jako dowodu swego autorytetu”. Ubzduraliśmy sobie, że Bóg próbuje (albo nawet musi) pokazać nam, że istnieje. Kiedy on robi wszystko, żebyśmy po prostu zechcieli go ujrzeć.
W toku ewolucji religijna natura popycha człowieka do tworzenia i rozwijania własnych koncepcji Boga. Objawienie ukazuje Boga, który rozwija człowieka. Religia ewolucyjna jest historią poszukiwań ludzkości, dążącej do prawdy. Religia objawiona jest tą właśnie prawdą.
Objawienie jest ewolucyjne, ale zawsze progresywne. Poprzez epoki światowej historii, objawienia religijne ciągle się poszerzają i kolejno coraz bardziej oświecają ludzkość. Misją objawienia jest sortowanie i krytyka kolejnych religii ewolucyjnych. Ale jeśli objawienie ma wywyższyć i udoskonalić religie ewolucyjne, takie boskie nawiedzenia muszą wyrażać nauki, które nie są zbyt odległe od myśli i działań człowieka z epoki, w której są przedstawiane. Tak więc objawienie zawsze musi być w kontakcie z ewolucją i tak też się dzieje. Religia objawiona zawsze musi być ograniczona ludzką możliwością jej zrozumienia.
92:4.1 (1007.1)
Objawienie trenuje ludzką zdolność rozumienia religii. „[…] niezawodnie poszerza horyzont etyczny wyewoluowanej religii, a jednocześnie i niezawodnie rozszerza moralne zobowiązania wszystkich poprzednich objawień”. Nie tylko forma i treść objawień są dostosowane w sam raz dla możliwości odbiorcy. Zawężone muszą być również ich ramy.
Dowody
Objawienie poprzez osobiste doświadczenia jest ciągłe. To twoja prawdziwa religia. Życie. Interpretacja takiego objawienia zawsze jest oryginalna, ale nie do wyrażenia; przez to jest nieklasyfikowane. Dlatego nie porównamy składników swoich religii. Jednak objawienie bywa też zjawiskiem globalnym.
Księga Urantii, z wielu objawień religijnych wskazuje pięć, które miały „znaczenie epokowe”:
- Nauki Dalamantii. Wydarzenia praktycznie nieistniejące w świadomości religijnej większości osób. To czasy wczesnej ewolucji człowieka, jeszcze przed pojawieniem się Adama i Ewy. Wtedy na Ziemi po raz pierwszy publicznie głoszona była prawdziwa idea Pierwszego Źródła i Centrum – Wszechświatowego Ojca.
- Nauki Edenu. Adam i Ewa ponownie przedstawili ludom ewolucyjnym ideę Ojca wszystkich. Prawie straciliśmy sens tamtego objawienia. Mimo że historia, jaką znamy, jest zafałszowana, niektóre z głoszonych wtedy prawd przetrwały do dzisiaj.
- Nauki Melchizedeka z Salemu. Machiventa Melchizedek nauczał ufności we wszechmocną Bożą dobroć i głosił, że wiara — sama w sobie — jest aktem, dzięki któremu człowiek zdobywa Bożą łaskę. Przesłania mentora Abrahama (Wskazane w Starym Testamencie rozmowy Abrahama z Bogiem były w rzeczywistości jego dyskusjami z Machiventą) zmieszały się z praktykami i wierzeniami religii ewolucyjnych.
- Nauki Jezusa z Nazaretu. Chrystus Michał po raz czwarty przedstawił Ziemi ideę Boga, jako Ojca wszystkich.
5. Przekazy Urantii. Przekazy – z których jednym jest ten właśnie – stanowią najświeższe zobrazowanie prawdy dla śmiertelników Urantii. Przekazy te różnią się od wszystkich poprzednich objawień tym, że nie są dziełem pojedynczej osobowości wszechświatowej, ale kompleksowym przedstawieniem dokonanym przez wiele istot. Tym niemniej żadne objawienie poniżej tego punktu, w którym dociera się do Ojca Wszechświatowego, nigdy nie może być kompletne. Wszystkie inne niebiańskie posługi są tylko częściowe, przemijające i praktycznie dostosowane do lokalnych warunków czasu i przestrzeni. Podczas gdy oświadczenia takie jak te mogą ewentualnie pomniejszyć bezpośredni zakres działania i autorytet wszystkich objawień, przyszedł czas, kiedy na Urantii wskazane jest dokonanie tak otwartych oświadczeń, nawet, gdy się ryzykuje redukcję przyszłego oddziaływania i autorytetu tego, najświeższego ze wszystkich objawień prawdy dla gatunku ludzkiego Urantii.
92:4.9 (1008.2)
Organizacja
Prawdziwa religia nie istnieje bez świadomości istnienia Boga-Ojca, a w następstwie człowieka-brata. Zatem podobnie jak świadomość społeczna, opiera się na uznaniu faktu istnienia innych jednostek. Dlatego ma moc, by trwale wzmacniać wrażliwość jednej grupy ludzi na potrzeby i trudy innych grup. Empatia ułatwia zrozumieć drugiego człowieka. Stawiając się na jego miejscu, w odpowiednich okolicznościach, pozwala uznać jego ideę za naszą własną. Te same mechanizmy umożliwiają nam przyjąć wskazówki Dostrajaczy Myśli. Poznajemy inne umysły, a Dostrajacz daje znać, że możemy próbować poznać umysł samego Boga; więc intuicyjnie go poszukujemy. Podążając za prawdziwą religią.
Większość z nas, wierzących, odczuwa potrzebę dzielenia się tym, co mamy za ważne. Zatem doświadczenie religijne — poczucie odnalezienia Boga — pobudza do kontaktu z mniej oświeconymi braćmi. Chcemy, żeby wszyscy poczuli tę samą nadzieję i ulgę. Prawdopodobnie dlatego prowadzę tę stronę. Religia wiedzie więc wprost do służby. Kiedy jednak zatruwa się ją egoizmem, do nietolerancji.
Taki impuls, kiedy jest następstwem prawdziwej religii, pobudza, aby pozwolić innym samodzielnie odnajdywać i doświadczać po swojemu. I zachęcać do tego. Ten sam impuls, skażony materializmem, utrzymuje przy życiu organizacje religijne. Nie Bóg stworzył dzisiejsze religie. To nie Bóg żąda bezmyślnego posłuszeństwa; nie Bóg żeruje na ludzkich nadziejach i lękach. Księga Urantii mówi, że kiedy teologia opanuje religię, ta obumiera, stając się wyłącznie doktryną; nie życiem.
Prawdziwą religię wypaczają ci, którzy swoje osobiste doświadczenia uznali za jedyne właściwe; i odtąd narzucają je innym. Jak blisko prawdy mogą być współczesne „systemy wierzeń i praktyk” z ich fikuśnym ceremoniami, cennymi ofiarami i świętymi figurkami? Nawet w ich najśmielszych ideałach? Dogmaty i autorytatywne prawdy religijne wynikają z dociekań tych, którzy chcieli dokonać niemożliwego: złączyć to, co ludzkie z tym, co boskie, by stworzyć jednolite procedury doświadczania religijnego. I nawet jeżeli mieli dobre intencje, egoizm te subiektywne religijne filozofie uznał za najlepsze. A potem za jedyne godne miana prawdy.
Bój się Boga!
Dominującym pierwiastkiem systemów wierzeń i praktyk jest strach (doprawiony wstydem). Wyrachowani religijni przywódcy doskonale zdają sobie sprawę, że to lęk przed konsekwencjami nielojalności wobec Boga najskuteczniej trzyma wiernych w szeregu. Dlatego go wzbudzają i konsekwentnie podtrzymują.
Zauważ w tym wszystkim, wcale nie tak subtelną, chęć stanowienia bożego prawa. Bo grzechem jest to, czego (w danym momencie) nie akceptują kapłani. Nie Bóg. Kilku ludzi nadało sobie niezbywalne prawo do przemawiania w jego imieniu; jakby to oni byli Bogiem. I robią to z nieznoszącą sprzeciwu zuchwałością.
Prawda jest inna. I wszyscy w większym bądź mniejszym stopniu to czujemy; wręcz wiemy. Piekło nie istnieje. Grzeszyć wprawdzie możemy, ale nie ma to wiele wspólnego z tym, co o grzechu mówią religie. Bóg nigdy nie jest okrutny ani mściwy. Nawet wobec najgorszych nikczemników. Nie zsyła chorób, nie przynosi pecha ani nie zatruwa ciąż. Nie wymaga absurdalnych poświęceń (i nie posłał na śmierć własnego syna). Istnieje wyłącznie jeden skutek uporczywego, świadomego przeciwstawiania się boskiej rzeczywistość — nieodwołalna śmierć.
Grzech jednak ma wymiar wyłącznie duchowy i osobisty. Tak jak prawdziwa religia będzie ujawniał się w ludzkim życiu, aczkolwiek i w tym wypadku żaden człowiek nie ma kompetencji ani prawa oceniać pod tym względem drugiego. Tylko my sami, we własnym, osobistym doświadczeniu wiemy, czy postępujemy w harmonii z tym, co najszczerzej czujemy. W harmonii z Bogiem.
Po mszy
Odrębnym aspektem zorganizowanej religii jest stosunek zrzeszonych do pozostałych, pozareligijnych obszarów życia. W Polsce Kościół katolicki lubuje się w politykowaniu i zatruwaniu nauki. Zażarcie wtrąca się w prawo i edukację. Chętnie poucza na temat intymności, seksu i wychowywania dzieci. Kościół przemianował ewangelizację na indoktrynację. Księga Urantii swój stosunek przedkłada jasno: „Ludziom religijnym, jako grupie, nigdy nie wolno zajmować się niczym innym niż religią”. Osoby prawdziwie religijne będą oczywiście działać w polityce, nauce czy edukacji, ale jako jednostki, nie jako reprezentanci grup wyznaniowych. Będą nimi kierować szczere intencje, a nie wtłoczone przez kapłanów niby boskie prawa.
Krytyka zorganizowanej religii wybrzmiewa z Księgi Urantii bardzo wyraźnie, acz zawsze po rodzicielsku. Z mojej strony nie tak subtelnie. Należy jednak pamiętać, że błędne, egoistyczne wierzenia nie unieważniają osobistych religii zrzeszonych w kościołach ludzi. Teologia usiłuje te subiektywne doświadczenia interpretować, aczkolwiek wynikowe wierzenia nie muszą być tylko błędne. Zwodzeni wierni mogą, potrafią i będą szczerze doświadczać Boga. Widać to zresztą, chociażby w polskim Kościele, gdzie w teorii obowiązują jednolite, ustalone w Watykanie prawa i zasady, a i tak praktycznie każdy jego członek wierzy po swojemu. Pomimo kapłańskich manipulacji. Niezależnie od nieznaczących nic procedur i sakramentów, osobista, prawdziwa religia zawsze jest ważna.
Ja, ja, ja i tylko ja
Dajcie każdemu rozwijającemu się dziecku szansę kształtowania jego własnego doświadczenia religijnego; nie narzucajcie mu gotowego doświadczenia dorosłych. Pamiętajcie, że postępy, rok za rokiem w ustalonym porządku edukacyjnym, nie muszą koniecznie oznaczać postępu intelektualnego, jeszcze mniej rozwoju duchowego. Poszerzenie słownictwa nie oznacza kształtowania charakteru. Wzrostu naprawdę nie określają same jego wytwory, ale raczej progres. Wzbogacanie ideałów, coraz większe docenianie wartości, nowe znaczenia wartości i silniejsza lojalność wobec najwyższych wartości są wskaźnikami prawdziwego rozwoju edukacyjnego.
100:1.3 (1094.5)
Religia, by mogła być tą prawdziwą, nie może sprowadzać się do samej tylko akceptacji doktryn; nie poskładamy jej z teologicznych twierdzeń. Prawdziwa religia jest „aktem indywidualnej duszy w jej samoświadomych relacjach ze Stwórcą”. Zorganizowana religia jest próbą uspołecznienia, więc w pewnym sensie, wskazania złotego, uniwersalnego środka tych związków. A taki nie istnieje. Prawdziwa religia jest żywa, bo sama siebie dynamicznie aktualizuje. Dogmaty nawet obalone nie chcą upaść.
Religia nie może być nadana, religii nie da się otrzymać czy pożyczyć, nikt religii nie może nikomu zabrać; religii nie da się nauczyć. Nie uda się człowieka zbawić przymusem ani uszlachetnić wbrew jego woli. Można nagiąć jego osobowość, ale nie zmusić do rozwoju. Strach i wstyd są zupełnie bezwartościowymi motywacjami do życia religijnego. Księga Urantii uczy, że postęp duchowy najintensywniejszy jest wtedy, kiedy zewnętrzne naciski ograniczone są do absolutnego minimum.
Dlaczego więc wszelakie organizacje religijne i sekty cieszą się taką popularnością? Choć odpowiedź nie wynika bezpośrednio z Przekazów, ja powtórnie wskazałbym winnego — egoizm. Nieuchwytny zew religijny woła nas wszystkich, ale zwierzęca natura wciąż jest w nas silna.
Jesteśmy leniwi i samolubni. A subiektywnie rozumiany Bóg wymaga odpowiedzialności i reagowania na zmiany. Dlatego szukamy ucieczki od trudów życia prawdziwie religijnego. Łatwiej jest, kiedy autorytet wyłoży nam co i jak. Nie musimy szukać, wątpić, bo odpowiedzi ktoś już poznał i nam je przedstawi. Odpowiedzialność za własny rozwój, a czasem wręcz za siebie ogólnie zrzucamy wtedy na innych. Dlatego tak często ludzie żyją w wykreowanej na tę okazję ułudzie, szukając fałszywego schronienia w doktrynach. Tym żywą się organizacje religijne i sekty. Księga Urantii mówi, że „intelektualna krystalizacja religijnych koncepcji jest odpowiednikiem duchowej śmierci”.
Obok lenistwa, w grze pozostaje samolubstwo. Bo chcemy być lepsi, mądrzejsi od innych; wybrani i uprzywilejowani. Ktoś więc musi być gorszy i głupszy; potępiony i pomijany. Kiedy w oczach Boga jesteśmy braćmi, ego podpowie, że moja religia musi być tą jedyną; reszta się myli. A jeżeli religię rozszerzymy do sposobu życia, fanatyzm religijny zabierze jeszcze więcej ofiar.
Jesteśmy tylko ludźmi. I nawet jeśli uznamy, że sobie równymi, pokusa, aby uzyskać przewagę i władzę nad innymi nie zniknie. Widać to chyba we wszystkich obszarach życia społecznego; w rodzinie, w pracy, czy w gronie znajomych. Może objawiać się to oczywistym w tym wypadku wywyższaniem się, ale też fałszywą skromnością lub protekcjonalizmem. A kiedy egotyczna religia stanie na stanowisku, że przewyższa inne, może uznać, że posiada nad nimi władzę. Ile wojen, mordów i ludzkich podłości wynikło z poczucia religijnej wyższości? Jak wiele sumień uspokaja takie poczucie? Chęć do dominacji błyszczy również we wszechobecnej hierarchii w strukturach zorganizowanych religii. Jednak to wrogość wobec innowierców (i niewierzących) przeraża najmocniej.
Religie ewolucyjne są uzbrojone w materializm i podszyte egoizmem. Choć mamy przeświadczenie, że Bóg godzien jest uszanowania przez wszystkich ludzi, chociaż głosimy równość i sprawiedliwość, łatwo dyskredytujemy fałszywych bogów. Kiedy doktryny pozwalają im potępiać innowierców z pozycji Stwórcy, wierzący chętnie będą się wywyższać. Zyskują egoistyczne poczucie, że wolno im, ba, że wręcz powinni oczekiwać powszechnego stosowania ich religijnego prawa (nawet od niewierzących). A czasem nawet uznania ich wierzeń za prawdę. Sami rzecz jasna odwzajemniać takiego szacunku nie muszą. W końcu to ich Bóg namaścił; tamci i tak spłoną w piekle. Dlatego wyznawcy bywają tak mocno nietolerancyjni; tym uzasadniają prześladowania. Przecież pragną ratować bliźnich! A tych spoza własnej grupy traktują czasem jak podludzi; z modlitwą na ustach.
Kompania braci
Księga Urantii strofuje współczesne wierzenia, jako obdarte z ich najważniejszych właściwości. Braterstwo ludzi, wynikające, chociażby z chrześcijaństwa, w praktyce jest niczym więcej niż nieśmieszną karykaturą. Bo jesteśmy braćmi; ale oni nie są z naszej rodziny…
Idea Boga — Ojca Wszechświatowego zrównuje nas jako braci. Wszystkich. Z religią jako osobistym doświadczeniem, doświadczeniem, którego nie sposób ocenić z zewnątrz, którego nie można nauczyć, ani zdyskredytować, jesteśmy bosko równi. Niezależnie od zewnętrznych czynników, wewnątrz — duchowo, jesteśmy rodzeństwem.
W religijnej rodzinie szczere uznanie uniwersalnego i sprawiedliwego zwierzchnictwa Boga-Ojca (bez względu na to, jakie imię mu nadaliśmy) nad każdym indywidualnie, prowadzi do powszechnego poddania się jednej, wspólnej władzy wyższej — boskiej. Księga Urantii mówi, że „nie będzie trwałego religijnego pokoju na Urantii, dopóki wszystkie grupy religijne dobrowolnie nie zrezygnują z wszelkich koncepcji boskiego wyróżniania, narodu wybranego i władzy religijnej. Dopiero kiedy Bóg Ojciec stanie się najwyższym, ludzie staną się religijnymi braćmi i żyć będą razem w religijnym pokoju na Ziemi”.
Ups. Toż to bezbożny atak na święte kapłaństwo! Ktoś tu chce pozbawić ich wygód; łechtającej ego władzy. I wychodzi, że to ten, kogo głosili swoim pracodawcą.
I chociaż religia jest sprawą osobistego doświadczenia, ważne jest, abyśmy poznali jak najwięcej innych doświadczeń religijnych. Bo jesteśmy w tym razem. To nie kwestia wspólnych nabożeństw czy, o zgrozo, nawracania, a wymiany poglądów. Świadomość odmiennych sposobów rozumienia religii pomaga nabrać dystansu, zapobiega religijnej samolubności. Możemy uświadomić sobie, że nasza perspektywa, choć różna od tej, z której Boga doświadczają inni ludzie, jest tak samo dobra i słuszna.
Chociaż śmiertelnicy z Urantii mogą być zróżnicowani w swych intelektualnych, społecznych, ekonomicznych a nawet moralnych możliwościach i talentach, należy pamiętać, że ich duchowe wyposażenie jest jednolite i niepowtarzalne. Wszyscy oni korzystają z tej samej, Boskiej obecności daru Ojca i wszyscy są jednakowo uprzywilejowani w swych dążeniach do bliskiej, osobistej komunii z tym, zamieszkującym ich duchem, pochodzącym od Boga i wszyscy na równi mogą zechcieć uznać jednorodne, duchowe przewodnictwo owych Nieodgadnionych Monitorów.
5:1.5 (63.3)
Prawdziwa religia a nauka
Księga Urantii nie neguje nauki nawet słowem. Wręcz przeciwnie. Co prawda temperuje naukową arogancję, prawdziwa religia nigdy jednak nie wpada z nauką w konflikt. Nie dlatego że nie chce, czy woli nie. Religia po prostu nie może się uwikłać w taki spór, gdyż, o czym chętnie zapominają kapłani, nie jest, nigdy nie była i nigdy nie będzie związana z rzeczami materialnymi. To zupełnie różne światy (niemal dosłownie niebo i ziemia), które wspólnie — nauka z zewnątrz, a religia od wewnątrz — rozwijają gatunki ludzkie. Prawdziwa religia interesuje się nie nauką, a naukowcem.
Z tych samych powodów nigdy nie będzie naukowych dowodów istnienia Boga. Postęp nauki oczywiście konsekwentnie i nieuchronnie uśmierca kolejnych bogów; bywa. Człowieka religijnego to nie dotyczy. Mi to odpowiada. Z ich ofiarą topnieje ignorancja i znikają przesądy wypaczające obraz jedynego Boga. Prawdziwa religia ma w interesie prawdę, nawet jeżeli pod jej wpływem musiałaby się zmienić. To nawet wskazane. Osobiste doświadczenia religijne mogą wywieźć na manowce, dlatego religia nie będzie się rozwijać nieoczyszczana przez naukę. Objawienie zaś daje prawdziwej religii i odkryciom nauki wspólny grunt.
Naukowo zorientowani ateiści nie zdają sobie często sprawy, że to nie Bóg przeczy nauce, a człowiek, który mianował się jego posłańcem. Boska prawda jest niezmienna, ale to człowiek się myli. I to temu samemu człowiekowi nauka odbiera wpływy i przywileje. Nie Bogu.
Im dokładniej człowiek rozumie siebie i docenia wartość osobowości swoich bliźnich, tym bardziej będzie pragnął poznać Oryginał Osobowości i tym bardziej taki, rozpoznający Boga człowiek, będzie się starał być podobny Oryginałowi Osobowości. Możecie się spierać na temat przekonań o Bogu, jednak przeżywanie z nim i w nim jest ponad i poza całą ludzką polemiką oraz zwykłą intelektualną logiką. Rozpoznający Boga człowiek określa swoje duchowe przeżycia nie po to, żeby przekonać niewierzących, ale dla podbudowania i obopólnego zadowolenia wierzących.
1:6.6 (30.5)
Uwierz sobie
Mimo dzielących różnic w oczach Stwórcy wszyscy jesteśmy rodzeństwem. I traktuje nas jak idealny rodzic — z doskonałą sprawiedliwością. Jesteśmy też bardzo podobni. Bywamy podatni na manipulacje i zbyt często uważamy się za lepszych; jesteśmy leniwi i trudno nam przyznać się do błędu. A błądzimy. Czasami mniej, a czasem bardziej, niemniej nikt z nas nie zna całej prawdy. Z drugiej jednak strony nie istnieje taka siła, która mogłaby sprzeniewierzyć naszą osobistą, prawdziwą religię. Wszyscy, niezależnie od miejsca pochodzenia, intelektu czy statusu społecznego otrzymaliśmy dokładnie taką samą szansę na odnalezienie Boga. Żaden ksiądz, imam czy naukowiec nam tego nie zabierze; żaden błąd nie zamyka przed nami drzwi do zbawienia. Bo zawsze decydujesz sam; tak jak ja. Zawsze też możesz swoją decyzję zmienić. I robimy to teraz.
W przyszłości, Księga Urantii z całym przekonaniem taką przewiduje, życie religijne na Ziemi będzie tworzyło religijną jedność (niekoniecznie jednolitość). Grupy wyznaniowe nie będą podlegać formalnej władzy religijnej i żadna z nich nie będzie miała monopolu na Boga. Nasze dzieci będą swobodnie odkrywać swe wnętrza, z radością kierując się prowadzącymi ich impulsami najczystszej szczerości. Oczyszczona religia wolna będzie od zabobonnego strachu, wstydu i nietolerancji.
Ty też jesteś budowniczym takiej przyszłości. Bo to kiedy ta wizja się ziści, zależy wyłącznie od nas.