Biblijny opis stworzenia świata uwypukla specyficzny religijny fenomen. Spory na styku nauki i wiary to norma, jednak te z Księgą Rodzaju w tle są zbyt irracjonalne, żeby jeszcze był sens je rozgrzebywać. Kościół katolicki zresztą (bo ten najczęściej służy mi za przykład) — co godne pochwały — od jakiegoś czasu stanowczo odżegnuje się od kreacjonizmu. Łatwo jednak zapomina swoje dawniejsze nauki i interpretacje.
Jak powstał świat i skąd się wzięliśmy, dowiadujemy się z Księgi Urantii. A kiedy ktoś głośniej wspomni o stworzeniu świata, echem musi odbić się ewolucja. Nie o ewolucji jednak będzie mowa, choć oczywiście nie uda mi się jej zupełnie pominąć. Bo po tym, jak dowiemy się, jak powstał świat i skąd się wzięliśmy, możemy dowiedzieć się, jak powstała i skąd wzięła się historia stworzenia świata, którą od wieków za sobą niesiemy. I o tym postaram się opowiedzieć.
Złudzenia
A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!”
Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę.Rdz 26
Księga Urantii różni się od innych religijnych pism. Oddziela prawdziwą religię od religii ewolucyjnych i przez to, mimo że w swej esencji mówią o tym samym, rzadko z nimi współgra. Kiedy zrozumiemy, że Bóg nie wymaga od nas sakramentów, obrzędów ani rytuałów; że religijne doktryny i kulty może i są potrzebne ludziom, ale nigdy Bogu; że nie istnieją bliskie mu relikwie ani księgi; kiedy stanie się jasne, że Bóg nie potrzebuje pośredników, bo ludzie prowadzeni jego głosem zawsze faworyzują swobodę wyboru, wybrzmiewająca z Przekazów krytyka aktualnych wierzeń da poznać się jako troska.
Ewoluujący człowiek demonstruje nad wyraz silne tendencje do przypisywania losowym zdarzeniom magicznego znaczenia; szczególnie ten religijny. Księga Urantii przywołuje wydarzenia, w których czyny czy postawy zostawały wywyższone do rangi boskości; a później także ich sprawcy. Czciliśmy Adama i Ewę, mimo iż napominali, aby tego nie robić. Nabożna cześć, jaką otoczyliśmy Machiventę Melchizedeka, zmusiła go do odejścia. Nawet Jezusowi wmówiliśmy cuda, których nie było. Lgniemy do idoli, nadajemy im boskich cech, bo jesteśmy duchowo zdesperowani. Nam zresztą wystarczają przypadki. Za cuda braliśmy pojawianie się kamieni na polach; plamy z farb czy sęki na drzewach i dziś mamy za objawienia. Karmiony byle czym duchowy głód uderza do głowy; i w ego. Kiedy echa takich złudzeń splotą się z obyczajami, pokoleniowy rytm utrwali je jako tradycję; albo prawdę.
Dawno, dawno temu…
Wtedy Bóg pobłogosławił ów siódmy dzień i uczynił go świętym; w tym bowiem dniu odpoczął po całej swej pracy, którą wykonał stwarzając.
2 Rdz 3
Tradycja hebrajska oscyluje wokół osoby Mojżesza. Biblijna historia stworzenia świata ma jednak wielu ojców. I choć to Mojżeszowi przypisuje się autorstwo, Księga Rodzaju powstała prawie 1000 lat po jego śmierci. Miał jednak swój wkład.
Żydzi czują się religijnie lepsi. A to rzutuje na wszystkie postawy. Zostali wyróżnieni, nie przeczę, ale przez to często ich nosi. Mojżesz musiał znać — być może z nauk Machiventy Melchizedeka — opowieści o Edenie, bo aby historia narodu wybranego pozostała spójna, preparował rodowód Abrahama, aż dotarł do samego Adama (to samo zrobiono z rodowodem Jezusa). Tak oto Adam został przekonwertowany na judaizm. A skoro Adama Bóg stworzył jako pierwszego, prosta logika podpowiada, że świat musiał stworzyć niedługo wcześniej; ego zaś, że dla Adama. Co ciekawe Księga Urantii dowodzi, że dawne tradycje pamiętały cywilizację poprzedzającą Eden (wskazuje na nieuwagę redagujących Biblię, którzy nie usunęli historii Kaina i „kraju Nod”). I to właśnie w czasach przedadamicznych znajdziemy faktyczne źródła historii stworzenia świata.
Z Przekazów serafina Solonii wynika, że po przybyciu na Ziemię, Adam i Ewa spędzili 6 dni na wstępnych oględzinach Edenu; kolejnego dnia odpoczywali — siódmy dzień poświęcili na praktyki religijne. Był to jednak zupełny przypadek. Sami Dalamatyńczycy wcześniej wprowadzili ten sam okres jako tydzień (zakładam dla wygody śledzenia czasu). Adam i Ewa dzień po dniu zwiedzali przygotowany na ich pobyt ogród, planując dalsze posunięcia; po prostu tak wyszło. Ówczesny człowiek, mający Adama i Ewę za Bogów, uznał jednak tygodniowy podział czasu za niemal święty. Wierzenia te, wspierane tradycją były tak zajmujące, że Żydzi pamiętali je nawet 30 000 lat później, kiedy na ich podstawie wymyślili historię powstania świata.
Prawdą jest za to, że Adam „dał nazwy wszelakiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu”. Wprawdzie nie robił tego sam, a z Ewą i nie dlatego, że ziemska fauna była im obca. Materialni Syn i Córka znali zwierzęta, ich zwyczaje i pochodzenie — oboje byli jednymi z najlepszych specjalistów od anatomii w całej Satanii. Wiedza ta, tu nie ma się co dziwić, robiła na zgromadzonych w ogrodzie ogromne wrażenie. Ciekawe czy Synowie Materialni wiedzieli, że to wydarzenie utrwali się w ludzkich umysłach na wieki.
Również legenda o stworzeniu Ewy z żebra Adama niesie ziarno prawdy. Jest poprzeinaczanym połączeniem dwóch historii: przybycia Materialnego Syna i Córki oraz wytworzenia przez Nosicieli Życia materialnych ciał personelowi Księcia Planetarnego. Naleciałości wierzeń wchodu, jakoby człowiek został stworzony z gliny, doprawiły nową opowieść, w której Adam i Ewa, tak jak personel Księcia, otrzymali specjalnie dla nich przygotowane materialne ciała. To na swój sposób fascynujące, bo przybycie Księcia Planetarnego i Adama i Ewy dzieli 450 000 lat.
Uwierz na słowo
Żydzi długo nie mieli języka pisanego w powszechnym użyciu. Historię początków świata przekazywali z ust do ust, więc ta, którą znamy, była jedną z wielu funkcjonujących wtedy wersji. Żydowscy kapłani kuszeni (zafałszowanym) drzewem genealogicznym Abrahama wybrali tą prawdziwą; a żeby nadać jej wiarygodności, autorstwo przypisali cieszącemu się poważaniem (i dawno zmarłemu) Mojżeszowi. Choć powstanie Księgi Rodzaju datuje się na XIII-XII w. p.n.e. (inne źródła wskazują na okres pomiędzy IX a V w. p.n.e.), Księga Urantii podkreśla, że powstała wieki później: około 500 lat p.n.e.
Ówcześni Hebrajczycy nie uważali tych słów za objawione. Były wtedy raczej czymś w rodzaju podań mitologicznych. Pismo zwróciło jednak uwagę greckiego króla Egiptu — Ptolemeusza. To on zlecił tłumaczenie na język grecki i umieścił je w swojej kolekcji w bibliotece w Aleksandrii. W ten oto sposób szeregiem zbiegów okoliczności i matactw opowieść o stworzeniu świata znalazła się w zbiorze świętych pism religii hebrajskiej i chrześcijańskiej. Opowieść, co do której wątpliwości w XXI w., wciąż wielu uzna za grzech.
Nauczyciele chrześcijańscy utrwalili wierzenie o stworzeniu gatunku ludzkiego jednorazowym zarządzeniem i wszystko to prowadziło wprost do tworzenia hipotez o dawnym, złotym wieku utopijnego szczęścia, oraz do teorii upadku człowieka czy nadczłowieka, co miało być powodem nieutopijnych warunków społecznych. Takie poglądy na życie i miejsce człowieka we wszechświecie były w najlepszym wypadku zniechęcające, skoro głoszone były w oparciu o wiarę raczej w cofanie się niż w postęp, jak również implikowały mściwe Bóstwo, które wyładowywało swój gniew na gatunku ludzkim, mszcząc się za błędy pewnych planetarnych władców z dawnych czasów.
74:8.13 (838.5)
Ewoluuj
Co zaskakujące, ewolucja nie jest koncepcją czysto współczesną. Pradawni ludzie, choć pozbawieni naukowych dowodów, rozumieli i akceptowali powolny — ewolucyjny — charakter rozwoju człowieka. Z czasem te idee mieszały się z dziecinnymi wierzeniami i kapłańskimi manipulacjami, niemniej niektóre prymitywne plemiona długo jeszcze wierzyły, że są potomkami zwierząt. Dlatego wybierano swoje osobiste lub rodzinne zwierzęce totemy — na cześć przodków. Ba, nawet dzisiaj entuzjaści ezoteryki odkrywają i przywołują swe totemiczne zwierzęta. Wiele dawnych plemion wolało jednak wyróżnienie, jakie dawały legendy o nadzwyczajnym stworzeniu, przez Bogów i na ich podobieństwo. Historia o ulepieniu człowieka z gliny (czy inna forma bezpośredniego powołania do życia) stopniowo wypierała bliższe prawdy wierzenia o stwarzaniu stopniowym — przez ewolucję. Naród wybrany sięgający aż do pierwszego z ludzi jest tego świetnym przykładem.
Prawdziwa religia
Od zarania jesteśmy głodni Boga. Czujemy go w sercu, w duchu łakniemy jego bliskości i wciąż, mniej lub bardziej świadomie, szukamy go. Tak osobiście, jak i zbiorowo. Los jednak wyznaczył nam ścieżkę agondonterów. Dlatego od zawsze, a może tylko od niedawna, największą walkę toczymy ze sobą. Tak osobiście, jak i zbiorowo. W Księdze Urantii znajdziemy wiele podobnych sprostowań, zapewne wiele innych pomięto, przytoczona wyżej historia jest więc jedną z wielu. Sądzę jednak, że wszystkie ukazują to samo. Bo religijnego głodu nie zaspokoimy poczuciem wyższości, a głodnych nie nakarmimy kłamstwami; nawet opartymi na dobrych intencjach. Poczucie sytości przynosi wyłącznie prawdziwa religia.
PS Przez palce
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami.
Wtedy Bóg rzekł: „Niechaj się stanie światłość!”. I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.Rdz 1-5
Kiedy kościelni przywódcy pouczają, aby treści Pisma Świętego rozumieć dosłownie, zawsze w rękawie mają asa. Bo jeżeli dosłowne zapisy Biblii tracą swą użyteczność — kiedy boleśnie godzą w coraz to nowsze fakty, kiedy stają się zbyt kontrowersyjne albo kiedy utrudniają ewangelizację — okazują się metaforą. I nie byłoby w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. Tak moim zdaniem powinny ewoluować (a jakże) religie. Kościół katolicki jednak nie dość, że nadał sobie wyłączne prawo do głoszenia niezmiennego słowa bożego, to jeszcze sam ogłosił siebie niezmiennym. I teraz rżnie głupa. Udaje, że jego dogmaty są stałe, a nauki od zarania niezmieniane; rzecz jasna tekst Biblii też nigdy nie był redagowany. Googlowałem (trochę) i kościelne publikacje dotykające ewolucji, bo o stworzeniu świata przecież mowa, wydały mi się nieostre i powściągliwe. Przeszłe stanowiska są przemilczane lub bagatelizowane; nauki bliskie faktom, stawia się teraz za wzór (ciekawe, czy któryś z autorów spłonął za nie na stosie). Można odnieść wrażenie, że Kościół katolicki znał i nauczał o ewolucji, zanim sam Darwin w ogóle o tym pomyślał.
A Kościół idzie o krok dalej. Bo swoim reprezentantom i zwolennikom pozwala głosić, co im się żywnie podoba. Za niezgodne z Katechizmem nauki nie ma kar i rzadko są dementowane. Dlatego tak jak na górze, tak i na dole, Pismo Święte czasem przemawia przenośnią, czasem wprost; a potem już nie. Dlatego ewolucja biologiczna jest faktem, tylko dla tych, którzy nie boją się głosić niezgodnych z Biblią herezji. Dlatego Bóg stworzył świat, jak za dotknięciem różdżki, ale gdyby jednak nie, to najął do tego ewolucję. Wszystko zależy od parafii…. Wierni i tym razem są wyłącznie skołowani. Skłócani wewnątrz własnej wspólnoty, cierpliwie patrzą na te dziwy przez palce.