Ostatnio dotknąłem tematu modlitwy z praktycznego, przyziemnego i co najważniejsze, zupełnie subiektywnego punktu widzenia. Nie pokusiłem się o rzetelną analizę. Był to raczej proces myślowy — próba zrozumienia zjawiska oraz postawy niektórych wiernych.
Chcąc nie chcąc wyszło mi, że modlitwa, jak dzisiaj się ją traktuje, jest co najmniej niedorzeczna; w największej mierze egoistyczna; a prostytuowana przez organizacje religijne stała się kolejnym źródłem podziałów. Nigdy nie ukrywałem swojego nastawienia do Kościoła katolickiego i jemu podobnych, więc tamte rozmyślania nie mogły być bezstronne. Wątpię jednak, że ktokolwiek zdystansowany dojdzie do bardzo odmiennych wniosków.
Dzisiaj postaram się o nieco więcej obiektywizmu. Co o modlitwie ma do powiedzenia Księga Urantii?
Definicje
Niektóre zagadnienia, i dotyczy to też omawianych modlitwy oraz czczenia, poruszane są w Księdze wielokrotnie i z różnych perspektyw. Z takiej ilości materiału trudno czasem wybrać jedną, najlepszą ich definicję; tym bardziej że i w tym wypadku Przekazy nie podsuwają jednoznacznych porad ani łatwych rozwiązań. Temat okazał się zresztą obszerniejszy, niż się spodziewałem, w związku z czym poruszę go także kolejnym tekstem, gdzie postaram się oddać to, czego o modlitwie nauczał Chrystus Michał.
O ile szeroka definicja modlitwy, którą przedstawiłem poprzednio („werbalizacja w stronę ducha myśli, tęsknot, życzeń i lęków”), sprawdzi się też przy tej okazji, to przy kolejnym kroku pojawiają się już schody, ponieważ Księga Urantii wyraźnie odróżnia modlitwę od czczenia.
Nie udało mi się jednak odszukać naszej, jednoznacznej i sensownej definicji czczenia religijnego. Czasami traktuje się je jako uzupełnienie lub grunt pod modlitwę albo po prostu jako jej synonim; innym razem to coś w rodzaju domyślnego religijnego składnika, kiedy każdy, kto wierzy w Boga niejako od razu i automatycznie również go czci. Oddawaniem czci nazywa się także składanie ofiar, a nawet samo uczestnictwo w obrzędach kapłańskich. Co specjalista to inna definicja.
Przekazy Urantii o czczeniu mówią wiele, aczkolwiek też jednoznacznie go nie definiują. Możemy za to dowiedzieć się, czym czczenie na pewno nie jest oraz czym różni się od modlitwy. Zanim jednak spróbuję uchwycić te różnice, sięgnę do Księgi po samą modlitwę i jej rodowód.
Ament
MODLITWA jako element religii, rozwinęła się z ekspresji poprzedzającego ją niereligijnego monologu i dialogu. Wraz z nabyciem świadomości przez prymitywnego człowieka, pojawił się nieuchronny wniosek istnienia innej świadomości, podwójnego potencjału reakcji społecznej i poznawania Boga.
91:0.1 (994.1)
Wczesny człowiek, wraz ze samoświadomością doznał pewnego rodzaju olśnienia: Skoro jestem JA, inni też są; a oprócz nich może nawet ktoś jeszcze… Właśnie ten przebłysk należy uznać za zalążek religii, a w następstwie także modlitwy.
Tych pierwszych jednak nie kierowano do Boga. Księga Urantii mówi, że początkowe modlitwy miały raczej kształt przyjacielskiego monologu; w stylu: „Życz mi szczęścia”. Tym bardziej że byliśmy wtedy całkowicie zniewoleni magią. Teraz wciąż wielu chce traktować modlitwy jak czarodziejskie zaklęcia, jednak w tamtym okresie nie były niczym więcej. Ów monolog nie miał jeszcze adresata; był czymś w rodzaju głośnego myślenia magicznym kanałem. Z czasem próbowano zwielokrotnić moc takich zaklęć poprzez wypowiadanie ich w grupach, wspólnie z najbliższymi. To z kolei doprowadziło do późniejszego praktykowania modłów plemiennych. Najbardziej prymitywne jeszcze-nie-modlitwy i rytualne śpiewy były magiczne, a niektóre z tych zaklęć, z czasem ewoluowały w prawie-już-modlitwy.
Zarówno modlitwa jak i magia powstały w wyniku ludzkich reakcji przystosowawczych do środowiska Urantii. Jednak, poza tym uogólnionym powiązaniem, niewiele mają ze sobą wspólnego. Modlitwa zawsze oznacza pozytywne działanie modlącego się ego; jest zawsze psychiczna a czasami duchowa. Magia zazwyczaj oznacza próbę oddziaływania na rzeczywistość, bez wpływu na ego człowieka oddziaływającego, praktykanta magii. Pomimo ich niezależnych początków, magia i modlitwa są częstokroć wzajemnie od siebie zależne w późniejszych stadiach rozwoju. Magia czasami się wznosi, dzięki wywyższeniu celu, od formuł poprzez rytuały i zaklęcia, do progu prawdziwej modlitwy. Modlitwa staje się czasami tak materialistyczna, że się degeneruje do pseudomagicznej procedury, prowadzącej do unikania takich wysiłków, jakie są potrzebne do rozwiązania problemów Urantian.
91:2.2 (995.7)
W zamierzchłych czasach kształtowania się koncepcji duchów modlitwy miały taki właśnie nadludzki adres. Sny o zmarłych przekonały prymitywnego człowieka, że istnieje coś ponad materialną egzystencją i choć niosło to ze sobą szereg innych religijnych konsekwencji, modlitwy wreszcie otrzymały adresata — duchy. To aspekt, który tkwi i we współczesnych modłach.
Jednak dopiero po zrodzeniu się świadomości istnienia bogów, wszelakie prośby mogły sięgnąć poziomów prawdziwej modlitwy. Bo według Księgi Uranii modlitwa tym faktycznie jest — prośbą skierowaną w stronę Boga; „zawiera w sobie szczerą i ufną łączność duchowej natury stworzonego z wszechobecnym duchem Stwórcy”.
Zgodnie z tą prostą definicją, tamtych najwcześniejszych zaklęć nie powinno się nazywać modlitwą. Modlitwą nie jest więc ani recytacja bez adresata, ani obcowanie z własną podświadomością. Byłbym skłonny uznać, że zanim nie zaczęliśmy kierować swych próśb do bogów, modlitwa nie istniała wcale; co za tym idzie, w wielu przypadkach i dzisiaj nie istnieje.
Rozwój handlu międzyplemiennego zaszczepił w ówczesnym człowieku biznesową żyłkę. W konsekwencji wczesna modlitwa miała formę targu. Tak jak obecnie modlono się o zdrowie, o życie i dobra materialne, jednak takiej modlitwie bliżej było do polemiki, niż do próśb. To spieranie się z bogami, było czymś w rodzaju wymiany, gdzie perswazję z czasem i stopniowo zastępowały namacalne, wartościowe dary. Skoro przebiegłość podczas transakcji barterowych przynosiła człowiekowi wymierne korzyści, dlaczego nie dostosować tych metod do świata duchów? Tak wpadliśmy na pomysł ofiarowania. A to, choć wciąż tak samo skuteczne, do dziś prężnie ewoluuje.
Człowiek wytrwale i wieloma sposobami usiłował wywrzeć presję na bogach. W końcu jednak musiało do nas dotrzeć, że ani magicznymi zaklęciami, ani groźbami, ani nawet łapówkami nie zmusimy ich do posłuszeństwa. Spokornieliśmy. A razem z nami modlitwa, która stała się poszukiwaniem łaski i błaganiami o pomoc. Zamiast próbować Boga zaczarować, urobić i przekupić, aby załatwił nam to, czego chcemy, zaczęliśmy o to prosić.
Alter ego, w wyobrażeniach kolejnych pokoleń modlących się śmiertelników, rozwija się poprzez widma, fetysze i duchy w bogów politeistycznych i na koniec w Jednego Boga, boską istotę, ucieleśniającą najwyższe ideały i podniosłe aspiracje modlącego się ego. I w ten sposób modlitwa funkcjonuje jako najsilniejszy czynnik religii, zachowując najwyższe wartości i ideały tych, którzy się modlą. Od momentu wyobrażenia sobie alter ego, do czasu pojawienia się koncepcji boskiego i niebiańskiego Ojca, modlitwa jest zawsze praktyką uspołeczniającą, moralizującą i uduchowiającą.
91:3.3 (997.1)
Co modlitwą nie jest
Jak widać, modlitwa nie zmieniła się w wielu aspektach. Człowieka pierwotnego do modlenia się zachęcały dwie sytuacje: kiedy był w poważnych tarapatach i kiedy impulsywnie się cieszył. Niby zostawiliśmy go hen za nami, ale natchnienia „Boże pomóż!” i „Uf. Dzięki Bogu”, niezmiennie i skutecznie skłaniają nas do kontaktów ze Stwórcą. Formy modlitw i okołomodlitwenych obrzędów jako tako adaptują się do współczesnych warunków, jednak prymitywne jej postrzeganie i związane z tym nadzieje już niekoniecznie.
Lektura Przekazów może brutalnie zmusić do zrewidowania naszych koncepcji. Historia narodzin modlitwy jest na pewno ciekawa, aczkolwiek z religijnego punktu widzenia stanowi zaledwie podwaliny otrzeźwienia, jakie funduje wierzącym Księga Urantii.
Zacznę od tego, co najbardziej oczywiste, a czym najbardziej kupczą kapłani — prawdziwa modlitwa nie może tyczyć się rzeczy materialnych; w Przekazach takie prośby nazywane są wręcz wynaturzeniem modlitwy. Co za tym idzie, modlitwa w żadnym wypadku nie była i nigdy będzie sposobem leczenia organicznych chorób ani fizycznych ułomności. Choć może pośrednio, dzięki wpływowi, jaki wywiera na kondycję psychiczną chorego, zwiększyć skuteczność właściwych metod leczniczych, sama w sobie nikogo nie uleczy.
Nie wymodlimy więc zdrowia ani dla siebie, ani dla bliskich, ani dla dzieci z internetowych zbiórek, ani nawet dla lubianych celebrytów; nie wymodlimy też liczb lotto, awansów, biznesowych sukcesów, ani wygranego meczu naszej reprezentacji; nie wymodlimy biegunki dla tych, którzy ośmielili się wejść nam w drogę, (nie)udanej relacji, ani płci przyszłego potomka; nie wymodlimy też słonecznej wakacyjnej pogody, opadów śniegu przed wyjazdem na narty ani opadów deszczu podczas suszy.
Z jednej strony to przygnębiające, gdyż modlitwy większości ludzi takie właśnie są — zupełnie materialne. A duchowni, niezmiennie stawiając się w roli czarodziejów-pośredników, wciąż nas utwierdzają, że taki kierunek jest słuszny. Tym gorzej, że przy okazji te modły rozbrzmiewają tak egoistycznie, jakby ich jedyną esencję stanowiły wszelkie możliwe odmiany „mi”, „mojego”, „nam” i „dla nas”.
Według Księgi Urantii, modlitwy nie „ułożone przez ducha”, te zupełnie materialne i tylko egocentryczne, nie zostaną wysłuchane. Po prostu. I nie chodzi nawet o to, że niebiosa je zignorują, nie. Egoistyczna, materialna modlitwa ginie i niknie od razu po zwerbalizowaniu — nikt jej nie wysłucha, bo nikt nigdy jej nie usłyszy. „Kanał modlitwy”, o którym opowiem za moment, wydaje się wyposażony w pewnego rodzaju filtr — sito, które przesiewa jedynie to, co ma wartość duchową.
Podczas gdy modlitwa altruistyczna umacnia i pociesza, przeznaczeniem modlitwy materialistycznej jest przynieść zawód i rozczarowanie, ponieważ zaawansowane odkrycia naukowe wykazują, że człowiek żyje w fizycznym wszechświecie prawa i porządku. Dzieciństwo jednostki czy ludu charakteryzuje prymitywna, samolubna i materialistyczna modlitwa. I do pewnego stopnia wszelkie takie prośby są skuteczne, gdyż nieodmiennie prowadzą do tych wysiłków i starań, które przyczyniają się do uzyskania odpowiedzi na takie modlitwy. Prawdziwa modlitwa, oparta na wierze, zawsze przyczynia się do polepszenia sposobu życia, nawet, jeśli takie prośby nie są warte duchowej akceptacji. Jednak duchowo zaawansowana osoba powinna wykazać wielką ostrożność, kiedy próbuje odwodzić prymitywne i niedojrzałe umysły od takich modlitw.
91:4.4 (998.2)
Każda forma ofiarowania również zaniża skuteczność modlitwy. Jeden z początkowych Przekazów Księgi mówi tak: „Przepełnione uczuciem poświęcenie woli człowieka czynieniu woli Ojca, jest najlepszym ludzkim darem dla Boga; faktycznie, takie uświęcenie woli stworzonego stanowi jedyny możliwy ludzki dar, posiadający prawdziwą wartość dla Rajskiego Ojca”. Zwróć, proszę, uwagę na słowo „jedyny”. Cóż innego marny człowiek może zaproponować wszechmocnemu, nieskończonemu Stwórcy?
My zamiast tego, tak samo, jak nasi przodkowie, ofiarujemy mu całkowicie bezwartościowe dary. Co lepsze, wciąż utrzymujemy, a kapłani to wszem rozgłaszają jako głos prawdy, że tego właśnie Bóg od nas oczekuje! Nawet karkołomna logika, w której niby poświęcanie siebie i swoich dóbr czy wygód miałoby być ważne, tutaj również się nie sprawdzi. To takie same, materialne kombinatorstwo, tylko w nieco innym opakowaniu.
Po co Bogu ubity cielak, koperta pełna banknotów czy masochistyczne cierpienie kogokolwiek? Jesteśmy aż takimi prymitywami, że ciągle wierzymy, iż miłujący ludzkość i doskonale sprawiedliwy Ojciec marzy głównie o tym, żeby się na darmo nażreć, za darmo dostać i patrzeć jak inni mają gorzej? I że gdy mu to ofiarować będzie sprzyjał darczyńcom?
Modlitwa nigdy nie działa na zasadzie tak ordynarnej wymiany. Nie przejdzie też dziesięć „Ojcze nasz” za odpuszczenie grzechów, pięć „Wiecznych odpoczynków” za zmianę nastawienia Boga do zmarłego, ani litania „Aniele Boży” za uniknięcie konsekwencji własnych decyzji.
Tyczy się to także szeroko rozumianej pokuty. Zamiast dbać o samokontrolę; zamiast wytrwale się rozwijać, tak aby nie popełniać wciąż tych samych błędów (grzechów), my ubzduraliśmy sobie, że i przy tej okazji dary (również wszelakie posty czy asceza) lub wyrecytowane modlitwy oczyszczą nasze konta. Kapłani także przychodzą nam tutaj w sukurs. Fajnie tak. Wolno mi być wciąż taką samą, egoistyczną kanalią, bo w niedzielę wrzucę na tacę, potem wyrecytuję wierszyki i pyk — nic się nie stało; mogą broić jak wcześniej. Ma to rzecz jasna ścisły związek ze spowiedzią, ale to temat na kiedy indziej. Pokutę, polegającą na ofiarowaniu, czyli de facto na łapówkach, stosowali już nasi prymitywni przodkowie; też jako sposób na wymiganie się od konsekwencji. Niestety, w obecnej rzeczywistości chciwość oraz przekupność nadal są w cenie, więc i Bogu niezmiennie przypisujemy takie najpodlejsze, ludzkie cechy. Daj Bogu dychę, a zapomni żeś gnój.
Cała ta koncepcja odkupienia i ofiarnego zbawienia jest zakorzeniona i ugruntowana w samolubstwie. Jezus nauczał, że służenie współbraciom jest najwyższą ideą braterstwa wierzących w duchu. Zbawienie powinno być brane za pewnik przez tych, którzy wierzą w ojcostwo Boga. Główną troską wierzącego nie powinno być samolubne dążenie do osobistego zbawienia, ale raczej bezinteresowne dążenie do miłości i tym samym do służenia współbraciom, nawet tak, jak Jezus kochał śmiertelnych ludzi i im służył.
188:4.9 (2017.4)
Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą!
Księgi Urantii mimo wszystko utrzymuje, że nawet tak ułomna modlitwa, choć nie działała i nigdy nie zadziała tak, jak wciąż tego oczekujemy, spełnia swoje zadanie. Bo nawet najbardziej egoistyczne prośby zachęcają modlącego się do starań, a więc i do rozwoju. W tym kontekście modły stają się czymś w rodzaju afirmacji, dzięki którym wierzący podświadomie zmierza ku ich realizacji. I gdy modlimy się o awans albo o zdrowie, Bóg nie załatwi nam podwyżki ani nas nie wyleczy. Podświadomie jednak te prośby mogą zachęcić nas do zmiany trybu życia albo zmotywować do pracy nad ścieżką kariery. Nie nazwałbym tego modlitwą, raczej wariacją coachingowego sloganu: „Jeżeli czegoś naprawdę pragniesz, otrzymasz to”. Takie niby modlitwy, choć z duchowego punktu widzenia nie zawsze pożądane, aktywizują.
Módlmy się
Bóg nie popełnia błędów. Na samym początku, kiedy kreował zasady rządzące światem, także ich nie popełnił. Chociaż my tych zasad nie rozumiemy, mimo iż przez to mogą wydawać się nam okrutne, są doskonale dobre i co istotne w kontekście niniejszego wpisu — niezmienne.
Modlitwa jest prośbą skierowaną do Boga. Nie można jednak traktować jej jak procedury, która nakłoni go, aby dostosował siebie czy zarządzone mechanizmy wszechświata, do widzimisię modlącego się. To magia miała umożliwiać nam zmianę rzeczywistości; a nawet samego Boga. Modlitwa zmienia wyłącznie nas. Wolno nam prosić o wszystko, jednak oczekiwania, że niebiosa spełnią każdą z tych próśb, są skazane na rozczarowanie.
Modlitwa, aby wznieść ją ponad nasze, prymitywne rozumienie, musi stać się duchowa i religijna. Wyłącznie osobisty kontakt z zamieszkującym nas fragmentem Boga ma tutaj wartość. Kiedy religia pozbawiona jest osobowego Boga, modlitwy sprowadzają się do filozoficzno-teologicznych rozważań. Nie bójmy się więc rozmawiać z Bogiem. Szczerze i po swojemu, gdyż prawdziwą modlitwę zawsze poprowadzi rozwijająca się dusza; nie język. Zwerbalizowane treści modlitwy nie są niczym więcej niż rozmytym echem duchowego zewu. Bóg rozumie i odpowiada na postawę duszy, nie na słowa.
Magia nie istnieje, a my nie zmienimy Boga; aczkolwiek modląc się z wiarą i ufną nadzieją, uda nam się trwale zmieniać siebie. Możemy za pośrednictwem modlitwy wypatrywać jego woli, a w konsekwencji dostosowywać do niej własne osobowości. Może stać się wtedy kompasem na drodze do osiągania najbardziej wartościowych celów. Chciejmy więc wzrastać. Módlmy się o mądrość, moralny rozwój i siłę duchową. Pamiętajmy przy tym, że prawdziwa modlitwa jest etyczna. Nie będzie taką, kiedy stawiamy się ponad bliźnimi, prosząc, aby Bóg potraktował nas lepiej niż ich; nie jest też etyczna, gdy pragniemy uzyskać nad nimi przewagę czy władzę. Staje się taka, kiedy ma związek z przebaczeniem i wstawiennictwem za wrogów; kiedy poszukuje społecznej i osobistej samokontroli. Niech nasze modlitwy będą bezstronne i altruistyczne, modląc się bowiem, kroczmy ku bezinteresownym braterstwu.
Bóg odpowiada na modlitwę człowieka, dając mu coraz szersze objawienie prawdy, lepsze uznanie dla piękna i poszerzoną koncepcję dobroci. Modlitwa jest odruchem subiektywnym, ale kontaktuje się z potężnymi rzeczywistościami obiektywnymi na duchowych poziomach doznawania ludzkiego; jest ona istotnym sięganiem człowieka po wartości nadludzkie. Modlitwa jest najsilniejszym bodźcem rozwoju duchowego.
91:8.11 (1002.3)
Modlitwa może być wyrazem tęsknoty za byciem lepszym człowiekiem. Jest świadectwem szczerego uświadomienia sobie Boga, ale może zawierać ledwo kiełkującą potrzebę znalezienia go. „Celem modlitwy jest uczynić człowieka mniej myślącym, ale bardziej rozumiejącym”. Modlitwa nie służy szerzeniu wiedzy, a rozwojowi wnikliwości.
Z praktycznego, zupełnie przyziemnego punktu widzenia modlitwa może przynieść jedynie (lub aż) dodatkowej szeroko pojętej wewnętrznej siły, potrzebnej do codziennych zmagań. Modlitwa uspokaja umysł, rozpogadza i raduje; choć nie uzdrawia, wspiera dzięki temu leczenie schorzeń psychicznych. Dodaje też odwagi i wytrwałości. Powinna więc być zachętą do działania, nigdy jego substytutem. Może zdopingować, aby wyciągnąć ku bliźniemu pomocną dłoń, bo odklepane zdrowaśki na pewno mu nie pomogą. Musimy zawsze pamiętać, że modlitwą wpływamy przede wszystkim na siebie, a dopiero swoim postępowaniem na otaczającą rzeczywistość.
Modlitwa, nawet jako zupełnie ludzki zwyczaj, jako dialog z własnym alter ego, jest sposobem najskuteczniejszego dotarcia do tych rezerwowych mocy natury ludzkiej, które są nagromadzone i zabezpieczone w podświadomych domenach ludzkiego umysłu. Modlitwa jest doskonałym ćwiczeniem psychologicznym, niezależnie od jej religijnych implikacji i znaczenia duchowego. Z doświadczenia ludzkiego wynika, że większość ludzi, kiedy się znajdzie pod wpływem silnego stresu, będzie się modlić w jakiś sposób do jakiegoś źródła o pomoc.
91:6.4 (999.7)
Księga Urantii zachęca, abyśmy modlili się tak, jak Jezus uczył się modlić swych uczniów — szczerze, bezinteresownie, sprawiedliwie i bez zwątpienia.
Skutecznie
Jeżeli chcecie skutecznie się modlić, powinniście zachować w pamięci zasady zanoszenia próśb, które są wysłuchiwane:
91:9.1 (1002.6)
1. Aby wasze modlitwy silnie oddziaływały, musicie szczerze i odważnie stawać w obliczu problemów rzeczywistości wszechświatowej. Musicie mieć kosmiczną wytrwałość.
91:9.2 (1002.7)
2. Musicie uczciwie wyczerpać ludzkie możliwości ludzkich rozwiązań. Musicie być pracowici.
91:9.3 (1002.8)
3. Musicie oddać każde pragnienie umysłu i każdą tęsknotę duszy w przekształcające objęcia duchowego rozwoju. Musicie doświadczać uwydatnienia znaczeń i wyniesienia wartości.
91:9.4 (1002.9)
4. Musicie szczerze wybrać czynienie woli Boskiej. Musicie usunąć martwy ośrodek niezdecydowania.
91:9.5 (1002.10)
5. Nie tylko rozpoznajecie wolę Ojca i pragniecie ją czynić, ale zrobiliście bezwarunkową konsekrację i dynamiczną dedykację, aby rzeczywiście czynić wolę Ojca.
91:9.6 (1002.11)
6. Wasza modlitwa ma być ukierunkowana wyłącznie na boską mądrość, przy rozwiązywaniu specyficznych, ludzkich problemów, napotkanych podczas wznoszenia się do Raju – podczas osiągania boskiej doskonałości.
91:9.7 (1002.12)
7. I musicie mieć wiarę – żywą wiarę.
91:9.8 (1002.13)
Kanał modlitwy
Modlitwa nie jest tym, czym wciąż nam się zdaje. Forma takich próśb powinna być duchowa, bo gdy odrzeć je z tej esencji, działanie modlitwy sprowadzi się do autosugestywnych zachęt. Ja niestety nie umiem powiedzieć, jak brzmi duchowa modlitwa. Zrozumiałą jej definicję sformułować może jedynie prawdziwa religia.
Niemniej, zgodnie z zapisami Księgi Urantii, wszystko to, co w naszych modlitwach „reprezentuje prawdziwe wartości duchowe”, uchwycone zostanie przez „wszechświatowy obwód grawitacji duchowej”. Ja, dla łatwiejszego zobrazowania, ów obwód nazwałem kanałem modlitwy. To z jego nurtem prośby płyną w stronę Boga. A konkretnie do drugiej osoby Rajskiej Trójcy. Modlitwa, tak, jak inne wartości duchowe oraz „wszystkie prawdziwie uduchowione jednostki”, znajduje się w „niezawodnych objęciach grawitacji duchowej Wiecznego Syna”. Obwód grawitacji duchowej „dosłownie przyciąga duszę człowieka w kierunku Raju”.
Odbiorców modlitw należy jednak doprecyzować jeszcze bardziej, ponieważ faktycznie są nimi Rajscy Synowie Boga klasy Michałów — Synowie Stwórcy.
Cała formalna, duchowa łączność (z wyjątkiem czczenia, o czym za chwilę), zatem również wszelakie prośby i modlitwy, jest nadzorowana i obsługiwana przez administrację wszechświata lokalnego; nie wybiega więc poza jurysdykcję Synów Stwórców. I choć z najszerszej perspektywy modlitwa jest domeną Wiecznego Syna, to dla istot na zamieszkałych planetach wielkiego wszechświata, Synowie Stwórcy są jego doskonałymi reprezentantami; działają dokładnie tak, jakby każdy z nich był tym pierwszym i jedynym Synem Boga. Tu zresztą doszukiwałbym się źródeł powszechnego u nas błędnego pojmowania Trójcy, gdy naszego Syna Stwórcę, Chrystusa Michała, mianujemy Wiecznym Synem. Bo choć Jezus faktycznie nie jest drugą osobą Trójcy, z praktycznego punktu widzenia można uznać, że jest.
To wszystko jednak, w naszym osobistym doświadczeniu religijnym, nie jest wcale istotne. Nie ma znaczenia czy modlitwy skierujemy do Jezusa z Nazaretu, do Michała z Nebadonu, do Wiecznego Syna, czy nawet do samego Boga. Powiem więcej: Jednym kluczem do modlitwy jest szczera postawa proszącego, a więc jego intencje i wiara; adresat nie gra żadnej roli.
Kanał modlitwy bezbłędnie wychwytuje te prawdziwe. Następnie za jego pośrednictwem wszystkie zostają natychmiast i równocześnie przekazane odpowiednim boskim osobowościom, a każda zajmie się tym, co leży w jej osobistych kompetencjach. Nie umiem powiedzieć jakie skutki niesie za sobą prawdziwa modlitwa, Księga Urantii mówi jednak, że jeżeli jest etyczna i duchowa, niezależnie od wszelkich innych okoliczności, zawsze dotrze do celu. Dlatego też nie słowa, a myśli motywujące nadają wartość takim prośbom. Nie musimy wiedzieć jak się modlić; ani do kogo. Ważne, że robimy to szczerze. Jeżeli w świadomości ludzkiej powstanie coś, co ma wartość duchową, wystarczy raz dać temu ujście, bo „nie ma we wszechświecie mocy mogącej powstrzymać przesłanie tego bezpośrednio do Absolutnej Osobowości Duchowej całego stworzenia”.
Wszechświatowy Ojciec nie zwraca uwagi na pochodzenie, rasę, ani na urzędnicze pieczątki w kościelnych archiwach. Objawia się to również w modlitwie. Skuteczność modlitwy nie zależy więc od intelektu modlącego się; nie zależy od jego wnikliwości filozoficznej ani statusu społecznego czy kulturowego. Każdy, kto w wierzy Boga, będzie wiedział, jak powinien się modlić, a jego modlitwa będzie dobra. Wiara sama w sobie (nie ludziom ani instytucjom) uczy jak wyzbywać się egoizmu i być wobec siebie szczerym. Zatem nie ma znaczenia ani to, jak nazwiemy adresata naszych modlitw, ani też to, w jakie słowa ją ubierzemy. Już Adam, w dawnych czasach Edenu, próbował oduczyć ludzi stosowania wyuczonych modlitw-wierszyków. Głosił, że modlitwa powinna być indywidualna i osobista; że musi być „pragnieniem duszy”. Bez powodzenia. Tego samego nauczał Jezus. My jednak wciąż wiemy lepiej…
Czczenie
Doświadczenie czczenia polega na wzniosłych wysiłkach zaręczonego z człowiekiem Dostrajacza, zmierzających do zakomunikowania Boskiemu Ojcu niewyrażalnych tęsknot i niewysłowionych dążeń duszy ludzkiej – łącznego wytworu poszukującego Boga umysłu ludzkiego i objawiającego Boga nieśmiertelnego Dostrajacza. Czczenie jest zatem działaniem materialnego umysłu, który akceptuje wysiłki uduchowionej jaźni wiernego syna Ojca Wszechświatowego, zmierzające do komunikowania się z Bogiem, pod przewodnictwem towarzyszącego człowiekowi ducha. Śmiertelny umysł przystaje na czczenie; nieśmiertelna dusza pragnie czczenia i je inicjuje; Boska obecność Dostrajacza kieruje takim czczeniem w imieniu śmiertelnego umysłu i rozwijającej się, nieśmiertelnej duszy. W końcowym podsumowaniu, prawdziwe czczenie staje się doświadczeniem przejawiającym się na czterech kosmicznych poziomach: intelektualnym, morontialnym, duchowym oraz osobowym – jest świadomością umysłu, duszy, ducha oraz ich zjednoczeniem w osobowości.
5:3.8 (66.4)
Nie potrafię sformułować zadowalającej definicji czczenia. Bo kiedy modlitwa jest intencyjną werbalizacją konkretnych potrzeb, czczenie jest akceptacją pewnego niemego, acz naturalnego zewu, a potem świadomą obserwacją rwącej do wewnątrz duszy; tak mi się wydaje.
Wierzę w Boga. I gdy myślę o nim, kiedy chcę go zrozumieć i próbuję filtrować przez pryzmat tego, co czuję to, jak się go obecnie przedstawia, napawa mnie, podparte podziwem i ufnym szacunkiem, poczucie osobliwej wzruszającej wdzięczności. Nie jest to wdzięczność, podziw, ani szacunek, jakie znam, aczkolwiek to słowa, które najlepiej (choć trochę) ten stan obrazują. Intelektualnie nie raz powątpiewam, jednak tamto uczucie widzę jako niezachwiany w pewności poryw serca. Czy to jest czczenie? Czy tym właśnie jest czczenie? Nie wiem.
Wszechświatowy Cenzor z Uversy wskazuje, że czczenie to „[…] duchowa domena rzeczywistości doświadczenia religijnego, osobiste uświadomienie sobie boskiej wspólnoty, rozpoznanie wartości ducha, pewność wiecznego życia, wzniesienie się od stanu sług Boga do radości i wolności synów Boga. Jest to najwyższa wnikliwość kosmicznego umysłu, pełna czci i pobożności forma kosmicznej roztropności”. Przekazy i w tej kwestii są na swój charakterystyczny sposób, enigmatyczne. Rzeczywistości duchowych nie da się opisać ludzkim językiem.
Cała sztuka wszystkich istot całego wszechświata, która może zintensyfikować i wywyższyć zdolność ekspresji osobistej i przekazania uwielbienia, zaangażowana jest do pełni swych możliwości w czczenie Rajskich Bóstw. Czczenie jest najwyższą radością rajskiej egzystencji, jest odświeżającą zabawą Raju. To, co waszym zmęczonym umysłom na Ziemi daje zabawa, czczenie będzie dawać waszym doskonałym duszom w Raju. Sposób czczenia w Raju przekracza zupełnie możliwości pojmowania śmiertelnika, ale jego ducha możecie zacząć doceniać nawet tutaj, na dole, na Urantii, gdyż duchy Bogów nawet teraz zamieszkują was, unoszą się nad wami i inspirują was do prawdziwego czczenia.
27:7.5 (304.3)
Po naszemu
Co na temat czczenia jasno wynika z Księgi?
Oddanie religijnej czci należy się Bogu i wyłącznie Bogu. Jako że mieszkańcom Nebadonu, zatem i nam, zarówno Ojciec, jak i Syn objawiają się w osobie Syna Stwórcy, Chrystus Michał oprócz tego, że w imieniu Wiecznego Syna odbiera modlitwy, w imieniu Ojca Wszechświatowego odbiera także czczenie. Z najszerszej jednak perspektywy, czcić należy wyłącznie Boga samego; pośrednio lub bezpośrednio.
Błędem jest czczenie ludzi (zarówno żywych, jak i zmarłych świętych), przedmiotów, relikwii, natury czy nawet aniołów. Dlatego niepokoją mnie nasze wciąż silne, prymitywne tendencje do nadawania czci wszystkiemu, co choćby tylko w religijnych fantazjach jest nadludzkie. Tym gorzej, że Kościół katolicki jak na zawołanie, najpierw bezwstydnie fabrykuje kolejne cuda, a potem z dumą oznajmia, że ludzie, którzy niby ich dokonali w jego imieniu, są święci, a zatem godni boskiej czci; ba, potrafimy nawet czcić części garderoby czy przedmioty codziennego użytku, z których tamci mogli korzystać! Zresztą tak samo, jak w przypadku błędów modlitwy, Adam i Ewa także ten nawyk próbowali w nas wygasić; z podobnym skutkiem.
Nie powinniśmy mylić czczenia ze stanami mistycznymi ani z ekstazą religijną. Czczenie nie ma żadnego związku z wizjami, snami ani natchnieniem. To nie nawiedzenia, objawienia ani znaki od Boga. Czczenie nie spływa nagle okraszone fajerwerkami. Byłbym skłonny powiedzieć, że wręcz przeciwnie — jest osobiste, łagodne i dyskretne. W Przekazach niejednokrotnie mowa o Jezusie samotnie spędzającym czas „na pełnych czci medytacjach”.
Modlitwa jest wprawdzie częścią doświadczenia religijnego, ale współczesne religie przywiązują do niej zbyt wielką wagę, w dużej mierze zaniedbując bardziej istotną komunię czczenia. Czczenie pogłębia i poszerza refleksyjne moce umysłu. Modlitwa może wzbogacić życie, ale czczenie naświetla przeznaczenie ludzkie.
102:4.5 (1123.5)
Czczenie wydaje się czynnością, która z jednej strony przychodzi naturalnie, z drugiej zaś prawdopodobnie nawet nie wiemy, kiedy rzeczywiście Boga czcimy. Zgodnie z zapisami Księga Urantii, rozwój duszy postępuje niezależnie od samoświadomości intelektualnej, ale ograniczony materialnie umysł może nigdy nie uświadomić sobie „prawdziwej doniosłości autentycznego czczenia”.
Czczenie nie chce niczego dla czczącego ani o nic nie pyta. Pod wieloma względami jest podobne do modlitwy, która nie zawiera pragnień ani próśb. Ojciec zawsze akceptuje szczere czczenie swoich ziemskich dzieci; bez znaczenia jest jak niedojrzałe mamy o nim pojęcie, czy jakim imieniem symbolizujemy jego naturę. Jeżeli w czczeniu jednak pojawi się element korzyści, od razu przekształca się w modlitwę. Czczenie istnieje więc dla samego czczenia. Ja nazwałbym je czymś w rodzaju medytacyjnej wdzięczności — bezsłownymi podziękowaniami za nic konkretnego. Czczenie to hołd oddany Bogu wyłącznie za to, że jest taki, jakim go pojmujemy. Dla mnie to coś w rodzaju stanu lub aktywnej postawy duszy i nie wydaje mi się, aby czczenie mogło być bierne.
Gdy zerknąć na nie z innej perspektywy, czczenie okaże się również istotną manifestacją wolnej woli, ponieważ sami decydujemy czy chcemy Boga czcić. Czczenie jest więc wyborem. To również podstawowy bodziec odróżniający ludzi od zwierząt. Odruch czczenia kiełkuje jako reakcja na obecność szóstego ducha przybocznego — ducha czci. Na jego wpływy podatne są wyłącznie istoty zdolne do podjęcia decyzji moralnych, a więc z potencjałem uduchowienia. Czcić Boga potrafią tylko ci, którzy się ku niemu wznoszą. W konsekwencji ukierunkowany mądrością impuls czczenia staje się źródłem prawdziwej religii. Zwierzęta nie reagują na przybocznego czci, dlatego też nigdy nie przejawią żadnych skłonności religijnych.
Czczenie jest najwyższym przywilejem i pierwszym obowiązkiem wszystkich stworzonych istot inteligentnych. Czczenie jest świadomym, radosnym aktem rozpoznawania i uznawania prawdy oraz faktu bliskiego i osobistego związku Stwórców ze stworzonymi. Jakość czczenia zdeterminowana jest przez głębię percepcji istoty stworzonej, a w miarę postępu w poznawaniu nieskończonego charakteru Bogów, akt czczenia staje się coraz bardziej wszechogarniający, aż w końcu osiąga chwałę najwyższej, empirycznej radości i najbardziej wyszukanej przyjemności, jaką znają istoty stworzone.
27:7.1 (303.5)
Długa droga
Nie wiem, czy istnieje inny okołoreligijny obszar, w którym jesteśmy bardziej zagubieni. Pielęgnowany przez skostniałe organizacje religijne obraz Stwórcy jest karykaturalny, a jego ułomne echo odbija się wszędzie. Wciąż mamy go za materialistę, który pod wpływem prezentów będzie nam sprzyjał; za zwyrola, któremu troski potomnych sprawiają jakąś sadystyczną satysfakcję; za idiotę, którego da się zmanipulować, przegadać i przed którym można ukryć się w szafie.
Wierni modlitwą usprawiedliwiają lenistwo i bierność; za jej pośrednictwem tłumią irracjonalny religijny strach; dzięki niej czują się lepsi od reszty. Nie trzeba wyciągać pomocnej ręki. Wystarczy się modlić. Nie trzeba pracować nad sobą. Wystarczy odklepana pokuta. Mnie Bóg zawsze wspiera, ich nie będzie. Z czczeniem jest jeszcze gorzej. Choć przewyższa modlitwę, nam nawet nie trzeba definicji, więc tak po prawdzie to nie wiemy, co to słowo w ogóle oznacza. Nie przeszkadza to nam czcić wszystkiego i wszystkich, byleby wydało nam się to nadprzyrodzone.
Lista przewinień jest obszerna. Modlimy się egoistycznie; modlimy się bezrefleksyjnie, klęcząc pod ścianą, na której blaknąca farba wyłoniła obraz przypominający świętego. Ochoczo czcimy papieża, kapłanów, relikwie, kamienie, tkaniny, florę i faunę; nawet celebrytów. Tracimy głowy dla duchowych autorytetów i ezoterycznych przewodników. Stawiamy ich na piedestałach, dla wygody wyrzekając się godności. Pod wpływem prymitywnego strachu, ale przede wszystkim z religijnego lenistwa, chętnie zapominamy o szczerości wobec siebie i o tym, w co naprawdę wierzymy. Niech inni nam powiedzą co mamy robić.
Ewoluujemy. Bez wątpienia długa i wyboista droga za nami. Mając jednak na uwadze wyłącznie to, co o modlitwie i czczeniu mówi Księga Urantii, możemy nazywać siebie ludźmi cywilizowanymi? Na pewno tak bardzo, jak nam się zdaje, różnimy się od naszych, wydawałoby się dawnych, przodków? Módlmy się; czcijmy z wdzięcznością Stwórcę, ale studźmy też pychę. Bo jeszcze dłuższa droga przed nami.
PS Objawiona
Mamy słabość do obrzędów. Może to religijne lenistwo, może nadgorliwość, ale byliśmy tacy chyba od zawsze. Na pewno wieki temu, jeszcze przed wybuchem buntu Lucyfera, kiedy na Ziemi przebywał Książę Planetarny Caligastia.
Zadaniem personelu Księcia było wspierać naturalną ewolucję gatunku. Żeby jej nie zaburzać, unikano objawień. Ludność jednak nalegała i prosiła, aby wprowadzić im jakąś formę obrzędu religijnego; potrzebowali tego. Pod naciskiem pomocnicy Caligastii udostępnili więc mieszkańcom stolicy pieśni obrzędowe, zwrot pochwalny, oraz pierwszą modlitwę, którą można nazwać objawianą. Brzmiała następująco:
„Ojcze wszystkich, którego Syna poważamy, spójrz na nas łaskawie. Zbaw nas od strachu przed wszystkim, z wyjątkiem strachu przed tobą. Niech nasi niebiańscy nauczyciele będą z nas dumni i zawsze kładź prawdę w nasze usta. Zbaw nas od przemocy i gniewu, daj nam poszanowanie dla naszych starszych i tego, co należy do naszych bliźnich. Daj nam w tym roku zielonych pastwisk i płodnych stad, ku radości serc naszych. Modlimy się o szybsze przyjście obiecanego doskonalącego i czynić będziemy twą wolę na tym świecie, tak jak inni czynią ją w zaświatach”.
66:5.15 (747.5)