Małżeństwo

M

Relacje społeczne to jeden z najwyraźniej zarysowanych wątków Księgi Urantii. Bez wątpienia to publikacja przede wszystkim religijna, ale przecież to z tej właśnie perspektywy wszyscy jesteśmy dziećmi Boga; a w konsekwencji rodzeństwem. Dlatego też, jeżeli zerknąć na praktyczny aspekt Przekazów, stosunki międzyludzkie wydają się wybijać na pierwszy plan.

Księga Urantii dotyka tematu małżeństwa wielokrotnie. I robi to szczegółowo. Dowiesz się stamtąd zarówno o mechanizmach, które doprowadziły do powstania małżeństwa, o jego stopniowej ewolucji, zmianach regulacji, jak i znanych do dzisiaj tradycjach czy obrzędach; szczególną uwagę zwraca na nadrzędny cel takich związków — rodzinę.

Z drugiej strony jednak w gąszczu tego ogromu materiału trudno doszukać się jednoznacznych pouczeń. Jeżeli jesteś już choć trochę zaznajomiony z Księgą Urantii, nie będzie dla ciebie zaskoczeniem, że nie ma tam przykazań ani autorytatywnych zaleceń. Nie wyczytasz, jak ziemskie małżeństwo musi wyglądać, aby było błogosławione; brak tam też nakazów czy zakazów dotyczących rozwodów. Autorzy Przekazów nakreślają idee czy cele omawianych zagadnień, aczkolwiek wypracowanie wszelkich zasad jak zawsze pozostawiają nam.

W tym wypadku jest o tyle dobrze, że dosyć często pojawiają się przykłady. Dowiesz się więc, jak wyglądało dobieranie się w pary w czasach Edenu Adama i Ewy oraz na długo przed; również o obyczajach małżeńskich obowiązujących na pobliskiej, acz lepiej rozwiniętej planecie podobnej do Ziemi. Co nieco powiedziano także o związkach istot duchowych. Nauki Michała z Nebadonu, z czasów, kiedy przebywał na Urantii jako Jezus z Nazaretu, też mogą w pewien sposób obrazować jak właściwie traktować małżeństwo. Przy tym wszystkim przy okazji rozpada się kolejny zagrabiony przyczółek organizacji religijnych.

Niniejszym wpisem postaram się streścić opisaną w Księdze Urantii genezę instytucji małżeństwa; posłużę się wspomnianymi przykładami, aby podsumować związane z tematem Przekazy. Dotknę też kwestii ceremonii i zwyczajów. Zawsze jednak zachęcam, aby sięgać do źródła.

Definicja

Przekazy Urantii nie definiują małżeństwa wprost. Samo słowo traktują jako coś w rodzaju synonimu w miarę stałego związku mężczyzny i kobiety. Wyraz “małżeństwo” wskazuje więc na relację, w której przyszło im się wspólnie odnaleźć. Nie jest istotne, jak bardzo cywilizowana jest taka para, ani to czy i kto ich pobłogosławił; obojętnie jak się zeszli. Jeżeli powstaje związek, który może stać się rodziną, automatycznie mowa jest o małżeństwie. Czy człowiek jak dzikus porwał i bezdusznie niewolił swoją kobietę, czy jak dzisiaj po owocnych zalotach oświadczył się, aby przed rodziną (i Bogiem) składać przysięgi, w obu przypadkach będzie to małżeństwo. Należy zatem mieć na uwadze, że to, co współcześnie mamy za małżeństwo — religijnie usystematyzowany i prawnie usankcjonowany związek — nie jest małżeństwem w rozumieniu Księgi Urantii. Takie małżeństwo oczywiście wciąż jest małżeństwem, ale w tak szerokiej definicji mieści się również np. konkubinat. Tabu, zwyczaje czy prawa, służące regulacji związków po prostu . Księga przytacza je raczej z kronikarskiego obowiązku. Ewentualnie, żeby uwypuklić ich wpływy czy nasze błędy; żebyśmy przy okazji ujrzeli, jakie robimy postępy. Nigdy jako wzór czy przykazaną konieczność.

Nie tylko na zdjęciach

Może nie samo małżeństwo, ale jego bezpośrednie następstwo — rodzina, jest w Księdze Urantii przedstawiana jako jeden z najważniejszych przejawów człowieczeństwa. Dobra rodzina objawia rodzicom postawę Stwórcy wobec jego dzieci; prawdziwi rodzice ukazują potomstwu „pierwsze z długiego szeregu stopniowych objawień miłości rajskiego rodzica wszystkich wszechświatowych dzieci”. Rodzina stanowi strukturalną podstawę społeczeństwa. W Przekazach nazywana jest osiągnięciem, które spaja ewolucję biologicznych związków mężczyzny i kobiety ze społecznymi powiązaniami męża i żony; małżeństwo zaś, jako że prowadzi do założenia rodziny, „matką wszelkiego rodzaju ludzkich instytucji”.
Małżeństwo, choć samo w sobie nie ma związku z ewolucją biologiczną, jest bezpośrednim następstwem dwupłciowości. Stanowi podstawę ewolucji społecznej, a jako instytucja, jest jej obrazem widzianym przez pryzmat biologicznego instynktu zachowania gatunku. Życie rodzinne jest sumą tego typu ewolucyjnych dostosowań, a jakość rodziny warunkuje jakość całego społeczeństwa. W błędzie są więc ci, którzy twierdzą, że to społeczeństwo kształtuje rodzinę. Bo to właśnie rodzina kształtuje całość społeczeństwa.

Małżeństwo, razem z dziećmi i późniejszym życiem rodzinnym, stymuluje najwyższe potencjały natury ludzkiej a równocześnie dostarcza idealnej drogi ekspresji tych, ożywionych atrybutów osobowości śmiertelnika. Rodzina przyczynia się do biologicznego zachowania gatunku ludzkiego. Dom jest tą naturalną areną społeczną, na której dorastające dzieci mogą zrozumieć etykę braterstwa krwi. Rodzina jest fundamentalną jednostką braterstwa, w której rodzice i dzieci pobierają te lekcje cierpliwości, altruizmu, tolerancji i wyrozumiałości, które są tak ważne dla realizacji braterstwa pośród wszystkich ludzi.

84:7.28 (941.9)

Co Bóg złączył…

Czynnik losowy, to, że pomimo wszelkich prób przedmałżeńskich pewne małżeństwa się nie udawały, skłaniał człowieka pierwotnego do szukania zabezpieczenia przed niepowodzeniem małżeńskim; pomocy szukał on u kapłanów i w magii. Tendencja ta osiąga swą kulminację właśnie we współczesnych ślubach kościelnych. Jednak przez długi czas uznawano, że małżeństwo opiera się na decyzjach umawiających się rodziców – później pary małżeńskiej – podczas gdy przez ostatnie pięćset lat Kościół i państwo przejęły nad nim jurysdykcję i one teraz orzekają o ważności małżeństwa.

83:4.9 (925.5)

Mimo zdecydowanego wywyższania rodziny, Przekazy Urantii jednoznacznie wskazują, że jest instytucją wyłącznie społeczną. Małżeństwo zaś, chociaż nazywane najwznioślejszą instytucją ludzką, nigdy nie powinno być nazywane sakramentem. Wprawdzie istnieje wzór małżeństwa — w stolicach systemów Materialni Synowie i Córki żyją w takich idealnych związkach — jednak nawet najlepsze małżeństwo śmiertelników jest zwyczajnie i wyłącznie ludzkie. Księga Urantii wytrąca kapłanom z rąk zawłaszczoną moc nadawania związkom ludzkim boskiego majestatu.

Bo to rodzina i tylko ona, sama w sobie jest gwarantem stabilności małżeństwa. Nie czyjaś pieczątka ani kropidło. I choć małżeństwa mogą być popierane (bądź nie) na wysokościach, to jakiekolwiek by nie były, nie otrzymują bożego błogosławieństwa. Religia oczywiście będzie wywierać wpływ zarówno na małżeństwo, jak i na rodzinę, nigdy jednak nie powinna mieć na nie monopolu. A Kościół wciąż rości sobie takie prawa. Rodzina jest wytworem ewolucji. Małżeństwo instytucją społeczną; nigdy nie będzie świętością. A już na pewno nie dlatego, że ktoś z nas przyznał sobie prawo takim je czynić i zwać.

Godnym pożałowania jest również to, kiedy pewne grupy śmiertelników wyobrażają sobie, że małżeństwo jest dopełniane działaniem boskim. Wierzenia takie prowadzą wprost do idei nierozerwalności związku małżeńskiego, niezależnie od okoliczności czy chęci umawiających się stron. Ale właśnie sam fakt rozpadu małżeństwa wskazuje na to, że Bóstwo nie jest stroną uczestniczącą w takich związkach. Gdyby Bóg raz złączył jakiekolwiek dwie rzeczy czy osoby, pozostaną złączone do tego czasu, kiedy Boska wola zarządzi ich rozdzielenie. Jednak odnośnie małżeństwa, które jest instytucją ludzką, któż może sobie pozwolić osądzić i powiedzieć, które małżeństwa są związkami mającymi ewentualnie aprobatę władców wszechświata, w przeciwieństwie do tych, czysto ludzkich w swej naturze i pochodzeniu?

83:8.4 (929.7)

I że raczej cię nie opuszczę

Chociaż narzeczeńskie fantazje rzadko się spełniają, małżeństwo od zawsze jest „najwyższym dążeniem idealizmu”. Tego typu idealistyczne podejście, według autorów Przekazów jest jak najbardziej wskazane. Oczekiwania zawsze stymulują do poszukiwania szczęścia; nawet jeśli te niespełnione zabolą.

Problem rozwodów w największej mierze wynika z naiwności i bezmyślności młodych. A tak ich wychowujemy. Zamiast dowiadywać się o rzeczywistości, w jakiej po zawarciu małżeństwa bez wątpienia się znajdą, słyszą o boskim przeznaczeniu, książętach na białych rumakach i innych brakujących połówkach. Gdy Przekazy mówią, żeby „młodzieńczy idealizm łagodzić dozą przedmałżeńskiego otrzeźwienia”, my już młodzieży narzucamy małżeńską presję; gdy, o tym, że „największą odpowiedzialność za wzrostową tendencję rozwodów ludzi Zachodu ponoszą rozdmuchane wyobrażenia i fantastyczne romanse zalotów”, my trujemy ich pornosami i romantycznymi komediami. Jak ktoś, kto dorastał w bezpiecznej, egocentrycznej bańce ma porozumieć się kimś równie rozpieszczonym? A co dopiero z nim żyć? Wątpię, by kościelne nauki przedmałżeńskie wnosiły do tego cokolwiek mądrzejszego.

Tak długo, jak społeczeństwo nie dba o właściwą edukację dzieci i młodzieży, tak długo, jak porządek społeczny nie zabezpiecza odpowiedniego nauczania przedmałżeńskiego i tak długo, jak niemądry i niedojrzały idealizm młodzieńczy pozostaje arbitrem przy zawieraniu małżeństwa, tak długo rozwody będą powszechne. I w takim stopniu, w jakim grupa społeczna nie zapewnia odpowiedniego przygotowania małżeńskiego, rozwód musi działać jako społeczny zawór bezpieczeństwa, który zapobiega jeszcze gorszym sytuacjom, występującym w epokach gwałtownego rozwoju i ewoluujących obyczajów.

83:7.8 (929.2)

Nie uświadczyłem w Przekazach Urantii krytyki rozwodów. A już na pewno nie z boskiej perspektywy. W żadnym wypadku nie znalazłem też niczego, co można wziąć za aprobatę; rozwody motywowane widzimisię mają wręcz cofać naszą ewolucję społeczną. W rozumieniu Księgi rozwód jednak nie jest niczym więcej niż naturalnym i nieuniknionym narzędziem regulacji relacji międzyludzkich w niedojrzałym społeczeństwie. Mimo iż autorzy Księgi przyznają, że ziemskie małżeństwo stoi na „wysokim poziomie”, pośpieszny, motywowany motylami ślub nie jest wcale lepszym sposobem na utworzenie rodziny, niż barbarzyńskie praktyki zachęcające do kojarzenia się naszych dawnych przodków. Ba, niektóre ówczesne małżeństwa były trwalsze niż te obecne!

Księga Urantii rzuca również nieco światła na obecnie obowiązujące kościelne restrykcje małżeńskie. Jezusa wielokrotnie pytano o zdanie na temat rozwodów. A któż jak nie on powinien być tu autorytetem? Dociekliwi uczniowie chcieli wiedzieć jakie prawo byłoby według niego najlepsze; prowokujący przeciwnicy usiłowali wplątać go w konflikt z już funkcjonującym prawem rozwodowym. I choć Mistrz uważał, że to małżeństwu, ze wszystkich ludzkich związków, najbliżej do doskonałości i otwarcie głosił prawdę o jego najwyższych ideałach, choć życie rodzinne podnosił do najwznioślejszego ludzkiego obowiązku, nigdy nie wyraził jednoznacznego stanowiska w sprawie rozwodów.

Apostołom powiedział: „Nie przyszedłem, by tworzyć prawa, ale żeby oświecać. Nie przyszedłem reformować królestw tego świata, ale żeby ustanowić królestwo nieba. Nie jest wolą Ojca, abym ulegał pokusie uczenia was zarządzania, handlu czy zasad społecznych, które, choć dobre dzisiaj, będą nieodpowiednie dla społeczeństwa innej epoki. Jestem na Ziemi wyłącznie po to, aby pocieszać umysły, wyzwalać ducha i zbawiać ludzkie dusze. Mając jednak na uwadze tamto pytanie o rozwód, powiem, że choć Mojżesz te rzeczy taktował przychylnie, nie było tak w czasach Adama ani w Ogrodzie”.

Z najszerszej perspektywy Jezus popierał wyłącznie te nauki, które przyznawały kobietom takie same prawa jak mężczyznom. W kontekście rozwodu nie aprobował zatem jedynie tego, co mogło dawać mężczyźnie jakąkolwiek przewagę. Dlatego jego przesłania są aktualne do dzisiaj. (W tamtych czasach żydowskie obyczaje pozwalały mężczyźnie na rozwód z zupełnie trywialnych powodów: Bo żona była marną kucharką albo słabą gospodynią; nawet dlatego, że zakochał się w innej kobiecie. Faryzeusze nauczali, że tak dogodna forma rozwodu jest specjalną dyspensą przyznaną narodowi żydowskiemu; w szczególności im…).

Powiedział: „Mój bracie, zawsze pamiętaj, że mężczyzna nie ma prawnej władzy nad kobietą, chyba że kobieta chętnie i dobrowolnie mu taką władzę przyzna. Twoja żona zobowiązała się iść z tobą przez życie, pomagać ci w zmaganiach z jego przeciwnościami i przyjąć na siebie większość ciężaru związanego z rodzeniem i wychowywaniem twoich dzieci; i w zamian za ten szczególny rodzaj służby, sprawiedliwie jest, kiedy otrzymuje od ciebie tę wyjątkową opiekę, jaką mężczyzna może zaoferować kobiecie jako partnerce, która musi nosić, rodzić i wychować dzieci. Pełna miłości opieka i wyrozumiałość, jakimi mężczyzna jest gotów obdarzyć żonę i dzieci, są miarą jego osiągnięć wyższych poziomów twórczej i duchowej samoświadomości. Czy nie wiesz o tym, że mężczyzna i kobieta, jako że współpracują z nim w stwarzaniu istot, które dorastają, by posiąść potencjał nieśmiertelnych dusz, są partnerami Boga? Ojciec w niebie traktuje Duchową Matkę dzieci wszechświata jak sobie równą. Podobne Bogu jest dzielenie życia i wszystkiego, co z nim związane na równych warunkach z partnerką, matką, która w pełni z tobą podziela to boskie doświadczenie powielania was samych w życiach waszych dzieci. Jeżeli będziesz umiał kochać swe dzieci, tak jak Bóg kocha ciebie, będziesz kochał i troszczył się o swoją żonę, tak jak Ojciec niebie szanuje i sławi Nieskończonego Ducha, matkę wszystkich duchowych dzieci rozległego wszechświata”.

Jezus był konsekwentny w swych postanowieniach. Ne chciał w żaden sposób zmieniać małżeńskich obyczajów ani praw; nigdy też nie zamierzał ustanawiać nowych. Jednak niektórzy jego wyznawcy mieli własne poglądy na te tematy. I choć Mistrz wcale ich nie podzielał, po jego śmierci chętnie przypisywali je również jemu. Stąd też wiele błędnych twierdzeń obecnie głoszonych przez organizacje religijne; nie tylko tych dotyczących małżeństwa.

Nie powinno nam przy tym wszystkim umknąć, że mimo iż Jezus rzeczywiście nadawał rodzinie ogromnego znaczenia, zwracał również uwagę na to, że ta biologiczna jest tymczasowa — nie przetrwa materialnej śmierci jej członków. Sam zresztą nie zawahał się odwrócić od swojej rodziny, kiedy ta sprzeciwiła się woli jego Ojca w niebie.

Kontynuując wątek rozwodów, wspomnę o regulacjach, jakie obowiązują na wspomnianej we wstępie zamieszkałej planecie podobnej do Ziemi. Wprawdzie Księga Urantii nie udziela wielu informacji na ten temat, możemy dowiedzieć się, że są one stosunkowo łagodne; i dla wszystkich jednakowe. O tamtejszych rozwodach, o co wnioskują zainteresowani, decydują sądy. Pomimo prostoty rozwiązania, faktyczny rozwód można uzyskać nie wcześniej niż po roku od wpływu takiego wniosku; a rok na tej planecie trwa znacznie dłużej niż u nas. Mimo iż stosunkowo łatwo się rozstać, to dzięki właściwej edukacji przedmałżeńskiej oraz dojrzalszym niż nasze zasadom zawierania małżeństw (o czym później), liczba orzekanych rozwodów jest tam proporcjonalnie dziesięciokrotnie niższa niż u nas.

Z Księgi Urantii, między wierszami analiz końca czegoś, co miało przecież nigdy się nie skończyć, wybrzmiewa pewna subtelna zachęta. Nadzieja, że zechcemy zrozumieć, że to nie rozwody niszczą rodziny, ale kłamstwa i bajki, w które wciąż pozwalamy młodym naiwnie wierzyć. Sławimy miłość, gloryfikujemy małżeństwo, ale nie próbujemy szczerze rozmawiać ani o jednym, ani o drugim.

Od początku

PRZYCZYNĄ powstania małżeństwa były potrzeby materialne, popęd seksualny je uatrakcyjnił, religia je usankcjonowała i wywyższyła, państwo go potrzebowało i regulowało, podczas gdy rozwijająca się w czasach późniejszych miłość zaczyna uzasadniać i gloryfikować małżeństwo, jako protoplastę i twórcę najbardziej użytecznej i wzniosłej instytucji cywilizacji – rodziny. Zakładanie ogniska domowego powinno być punktem centralnym i esencją wszelkich wysiłków edukacyjnych.

84:0.1 (931.1)

Wbrew temu, co może się zdawać, małżeństwo nie powstało bezpośrednio na fundamencie związków seksualnych. Pierwsi ludzie byli ludźmi dopiero co. Nie różnili się bardzo od zwierząt. Małżeństwo, choćby w najprostszym tego słowo rozumieniu, nie było im do niczego potrzebne — napięcie seksualne po prostu rozładowywali.

Tym bardziej że nie byli też najbystrzejsi. Długo nie zauważali zależności pomiędzy seksem a ciążą. Dziki człowiek wierzył, że ciąża jest następstwem wejścia w kobietę rozwijającego się ducha. Seks zatem w żadnym stopniu nie wiązał się odpowiedzialnością za potomstwo czy za partnera. A że z duchami często kojarzono np. morze, kobiety bardziej niż seksu bały się kąpieli. Zdeformowane czy przedwcześnie urodzone dzieci uznawano za młode zwierzęta, które wniknęły w ciało kobiety podczas tak niebezpiecznych morskich kąpieli; albo na skutek innej wrogiej działalności duchów. Oczywiście dzicy nie mieli oporów przed zabijaniem takiego potomstwo zaraz po narodzinach. Ciąża mogła być też wynikiem rzuconego uroku, a nawet diety; początek życia wiązano czasem ze światłem słonecznym lub z oddechem.

W praktyce rozmnażanie się było zwyczajnie zwierzęce. Zupełnie pozbawione głębszych idei i kolorowych upiększeń, jakie dzisiaj znamy. Pragnienia seksualne nie były zresztą czymś, czym prymitywni ludzie jakoś specjalnie zawracali sobie głowy. Po prostu je mieli. Dla dzikiego podstawowym bodźcem motywującym do działania był głód.

Z czasem jednak, kiedy postęp cywilizacyjny gwarantuje łatwiejszy dostęp do żywności, popęd seksualny zaczyna coraz mocniej dawać o sobie znać. Dlatego pojawia się potrzeba społecznej jego regulacji. Bo natura nie bierze pod uwagę jednostek; ani tego, co my nazywamy moralnością. Upiera się przy rozmnażaniu. Wręcz zmusza do przetrwania. Popęd robi więc swoje, ale wynikłe przy okazji problemy musimy rozwiązywać sami. Rozmnażaniem się zwierząt kieruje instynktowna cykliczność. Nasze popędy w toku ewolucji przestają być okresowe, więc narzucenie jednostce jakiejś formy samokontroli w pewnej chwili staje się społeczną koniecznością.

Pierwotną funkcją małżeństwa jest zapewnienie przetrwania; prawdziwym celem rodziny — zachowanie gatunku. I to tu znajdujemy genezę instytucji małżeństwa. Małżeństwa jako reakcji organizmu społecznego na napięcie biologiczne jednostek. Popęd jest mechanizmem biologicznym, kojarzenie się jest instynktowne. Rozwijającym się społeczeństwom zawsze towarzyszy ewolucja obyczajów. A te w pierwszej kolejności dotyczą relacji międzyludzkich. Dlatego historię ewolucji małżeństwa można nazwać historią kontroli seksualnej. Nie ważne jak bardzo byśmy tego chcieli, nie ma tu krzty świętości ani romantyzmu.

Instynkt kojarzenia się jest jedną z dominujących, fizycznych sił napędowych gatunku ludzkiego; jest jednym z tych uczuć, które pod pozorem indywidualnego zaspokojenia, sprytnie ukierunkowują samolubnego człowieka na stawianie dobra i przetrwania gatunku dalece ponad indywidualną wygodę i osobistą wolność od odpowiedzialności.

82:1.7 (914.3)

Księga Urantii, publikacja niemal zupełnie religijna, stawia jeszcze więcej tak kontrowersyjnych tez. Zgodnie z jej zapisami grzeszny popęd płciowy zmienia samolubnego człowieka na lepsze. Związki seksualne oczywiście przynoszą zadowolenie i zaspokajają samolubstwo, ale przy okazji sprawiają, że dziki po raz pierwszy sam z siebie chce robić coś dla kogoś. A to wymaga samozaparcia i altruizmu. Żeby odnaleźć się w obowiązkach rodzinnych, musimy stawać się coraz bardziej bezinteresowni. Napięcie seksualne zostaje więc niespodziewanym i nierozpoznanym czynnikiem cywilizującym ludzkość. Popęd automatycznie i niezawodnie zmusza do myślenia; i w końcu prowadzi do miłości. Oczywiście sam w sobie nie gwarantuje współpracy przy zakładaniu rodziny; ale to dobry początek.

Pociąg seksualny był (jest!) więc motorem napędowym instytucji małżeństwa, aczkolwiek stworzyły i kształtują ją obyczaje. Nie jest to jednak aż takie proste. Bo relacje międzyludzkie to system naczyń powiązanych. Nie można zapomnieć o majątku, a religia też chciałaby uszczknąć kawałek tego tortu. Według Przekazów Urantii mienie było (i jest!) stabilizatorem małżeństwa, religia jego moralizatorem.

Pomimo znacznej różnicy w osobowości pomiędzy mężczyzną i kobietą, popęd seksualny wystarcza, żeby zbliżyć ich do siebie w celu zachowania gatunku. Instynkt ten skutecznie funkcjonował na długo przedtem, zanim ludzie zaczęli przeżywać więcej tego, co później zwane było miłością, oddaniem i lojalnością małżeńską. Kojarzenie się jest skłonnością wrodzoną a małżeństwo jego ewolucyjnym następstwem społecznym.

82:1.1 (913.4)

Liczy się wnętrze

U świtu małżeństwa dobór i romantyczna miłość były bez znaczenia. Pierwsi małżonkowie zresztą zbyt wiele ze sobą nie przebywali. Bywało, że nawet nie jadali wspólnie. Wbrew pozorom ich ewentualne przywiązanie nie wynikało z intymności, jaką dzielili poprzez seks. Stawali się dla siebie mili głównie dlatego, że na co dzień żyli i pracowali razem.

Dla prymitywnego mężczyzny kobieta nie była ukochaną, partnerką, przyjaciółką ani nawet kochanką; raczej częścią jego własności — niewolnicą albo służącą. W świecie zwierząt główną rolę odgrywa siła fizyczna, a kobiety z natury są przecież słabsze. Aby łagodzić swoją niewolę, musiały więc wykazywać się sprytem.

Echa tej przebiegłości rozbrzmiewają do teraz. Tak, wciąż mowa o seksie. Kobiety bardzo wcześnie nauczyły się mocy swych wdzięków. Seks wymaga współpracy, zatem dawał i wciąż daje im pole manewru, gdzie mogą wpływać na swoją pozycję. Wychodzi więc na to, że seks od zawsze jest najskuteczniejszą kobiecą metodą na uzyskanie korzyści. Dziś świadczy to o wyrachowaniu, wtedy jednak była to jedyna droga, żeby mężczyźni zobaczyli w kobietach coś więcej niż usługowe zwierzęta. To oni dominowali na polowaniach i podczas bitew; w domowym zaciszu jednak to kobiety manipulowały (manipulują?) nawet tymi najbardziej nieokrzesanymi. Kobiety, dyskretnie kupcząc swoimi wdziękami, były w stanie kontrolować silniejszych od siebie mężczyzn; nawet kiedy ci trzymali je w skrajnej niewoli.

Jednak wszelkie tego typu sztuczki musiały budzić u prymitywnych mężczyzn nieufność. Nie mogli kobiet zrozumieć. Z jednej strony traktowali je z bojaźliwą fascynacją, z drugiej zaś z podejrzliwością i pogardą. Długo przez to wierzyli, że kobieta nie ma duszy; więc nie nadawano im imion. Czasami nawet kobiecy cień uważano za niebezpieczny. Różnice osobowościowe ze względu na płeć tylko temu sprzyjały. Co tu zresztą dużo mówić — czy to wszystko jest aż tak bardzo odległe od aktualnej rzeczywistości?

My

Praktycznie biorąc, mężczyzna i kobieta są dwoma oddzielnymi odmianami tego samego gatunku, żyjącymi w bliskim i intymnym związku. Ich punkty widzenia i całość reakcji życiowych są zasadniczo odmienne; są zupełnie niezdolni do pełnego i prawdziwego, wzajemnego zrozumienia. Całkowite zrozumienie pomiędzy płciami jest nieosiągalne.

84:6.3 (938.7)

Kojarzenie się jest naturalne. Namiętność jest biologicznym impulsem, który zbliża mężczyzn i kobiet do siebie, małżeństwo jest jednak wyłącznie socjologiczne. By zostali ze sobą na dłużej, trzeba czegoś więcej — obowiązujących w społeczeństwie obyczajów. Różnice płci, niezależnie jak bardzo kołujące, są w tym wszystkim niezbędne. Małżeństwo, w definicji Księgi Urantii, jest efektem współpracy przeciwieństw. Nie musimy się zastępować, ale powinniśmy się uzupełniać. Mężczyzna i kobieta, gdy współpracują ze sobą, nawet w oderwaniu od rodziny, będą mieć przewagę w większości dziedzin życiowych; zarówno nad dwoma mężczyznami, jak i nad dwiema kobietami.

Jeżeli na moment oderwiemy się od Ziemi, z Przekazów dowiemy się, że wiele nadludzkich klas istot wielkiego wszechświata również stwarzanych jest i działa w dwóch stadiach przejawiania się osobowości. U Synów Materialnych i midsonitów, różnice te tak jak u ludzi określa się mianem mężczyzn i kobiet; u Morontiańskich Towarzyszy, serafinów i cherubinów nazywa się je „pozytywnymi” albo „ofensywnymi” oraz „negatywnymi” albo „ustępliwymi”. Tego typu podwójne związki nie tylko u nas pomagają pokonywać ograniczenia i zwiększają wszechstronność współpracy.

Potrzebujemy siebie. Zarówno teraz, jak i potem kiedy biologicznie płcie przestają istnieć. I to się nie zmieni. Te dwie „podstawowe odmiany ludzkie” już nigdy nie przestaną się sobą interesować. Będziemy się pobudzać, motywować i pomagać sobie nawzajem. Płcie pozostaną od siebie zależne i zawsze będą efektywnie współpracować właśnie dzięki dzielących je różnicom.

Oni

Współczesna idea równości płci jest piękna i godna rozwijającej się cywilizacji, ale nie można jej znaleźć w naturze. Kiedy siła jest prawem, mężczyzna rządzi kobietą; kiedy panuje więcej sprawiedliwości, pokoju i rzetelności, stopniowo kobieta wyłania się z okresu niewolnictwa i zaniedbania. Generalnie, społeczna pozycja kobiety zmienia się odwrotnie proporcjonalnie do stopnia militaryzmu w jakimkolwiek narodzie czy epoce.

84:5.3 (936.7)

Wbrew wszelkim tarciom u dawnych par ludzkich, pomimo zupełnie luźnych relacji, jakie ich łączyły, a dzięki choćby minimalnemu partnerstwu, ich szanse na przeżycie znacznie się zwiększały. Nie zapominajmy, że mowa o początkach społeczeństwa. Kreujący się przy tym podział pracy ze względu na płeć, przyczyniał się do zwiększenia komfortu życia i szczęścia. Instytucja małżeństwa gwarantuje zachowanie gatunku, ale też łagodzi różnice.

Nie ma bodźców biologicznych zachęcających mężczyznę do małżeństwa; tym bardziej takich, które miałyby go w nim zatrzymać. Prymitywny mężczyzna nie znał miłości. Seks nie narzucał mu żadnych biologicznych konsekwencji. Do kobiety na dłużej zbliżał go głód i schronienie, które przygotowywała dla siebie i dzieci. Z kolei kobieta, ze względu na fizyczny i emocjonalny związek z potomstwem, była całkowicie zależna od silniejszego mężczyzny. Do małżeństwa popychała ją zatem potrzeba bezpiecznego schronienia; siła fizyczna mężczyzny i presja późniejszych obyczajów zmuszały, aby w nim pozostała.

Oczywiście z biegiem czasu status kobiet stawał się coraz lepszy. Zgodnie z zapisami Księgi Urantii pozycja kobiety w społeczeństwie jest dobrym kryterium oceny rozwoju instytucji małżeństwa; sama ewolucja małżeństwa jest niezłą miarą zaawansowania cywilizacji ludzkiej. Nie przetrwały plemiona, które niezmiennie traktowały kobietę jak podgatunek, choć do dzisiaj w wielu miejscach wciąż nie wyzwoliła się z kontroli mężczyzny. Nawet w krajach wysoko rozwiniętych, ruchy mające na celu ochronę kobiet są i tak cichym potwierdzeniem męskiej wyższości. Mówi się, że kobieta wywalczyła swoje prawa. A nie jest czasem tak, że to mężczyzna po prostu pozwala jej je mieć?

W tym miejscu Księga przedstawia kolejne ciekawe wnioski. Dawniej, podstawowa wartość kobiety, oprócz rodzenia dzieci, opierała się na produkcji i obróbce żywności. Ewoluująca nauka — wynalazki oraz przemysł, czy raczej wynikający z nich dobrobyt, umożliwiły kobiecie swobodne działanie w przestrzeni, w której chyba najlepiej się odnajduje. W rodzinie. I nawet jeśli część wyemancypowanych kobiet się z tym nie zgodzi, trudno zaprzeczać, że to technologia jest ich prawdziwym wyzwolicielem.

Księga Urantii mówi, że w sprawach zachowania gatunku kobieta jest równa mężczyźnie. Na co dzień funkcjonuje jednak w sytuacji zdecydowanie niekorzystnej. Ta nierówność, wynikająca z przymusowego macierzyństwa, może być łagodzona wyłącznie poprzez obyczaje oraz przez narastające poczucie sprawiedliwości u mężczyzny. To zalążki małżeństwa z naszych definicji. Standardy seksualne kobiet musiały się zmieniać, gdyż to one ponoszą najwięcej konsekwencji rozwiązłości. Standardy mężczyzn zmieniają się przede wszystkim w wyniku poczucia uczciwości.

Z najszerszej perspektywy obie płcie mają swoje indywidualne i ulubione pola manewrowe. Te pola się zazębiają, choć instynkt macierzyński zdecydowanie utrudnia, często wręcz uniemożliwia kobiecie faktyczną rywalizację, np. w biznesie. Tak czy inaczej, każda płeć na zawsze pozostanie doskonała w swoim, wyznaczonym przez mentalną odmienność i zróżnicowanie biologiczne, obszarze. Prawa kobiet nie są prawami mężczyzn. Kobieta nie rozwinie się w oparciu o prawa mężczyzny; mężczyzna nie będzie się rozwijał, jeżeli dać mu prawa kobiet. Niemniej w związkach, nasze relacje powinny opierać się na inteligentnym i dobrowolnym, a więc szczerym partnerstwie. Na bardziej rozwiniętych planetach wielkiego wszechświata równość płci jest pełna i do tego konsekwentnie zmierza ewolucja.

Z dna…

Człowiek prymitywny ochoczo ciemiężył drugiego, i to kobieta była pierwszym niewolnikiem.

Zapewnienie mięsa leżało w obowiązkach mężczyzny. Powinnością kobiety było dostarczyć żywności roślinnej. W takim najwcześniejszym, przedpasterskim społeczeństwie współpracowaliśmy ze sobą i wbrew temu, co podpowiada logika, nie wtedy mężczyzna był najbardziej okrutny w stosunku płci pięknej. Ciężkie czasy dla kobiet miały dopiero nadejść wraz z rozpowszechnieniem hodowli zwierząt.

Hodowla zwierząt sprowadziła kobietę do poziomu społecznej niewolnicy. Jej status stopniowo upadał. Trudziła się jak wcześniej uprawą roślin, podczas gdy mężczyzna, aby zapewnić obfitość mięsa, musiał tylko doglądać swoich stad. Jak mówią Przekazy, kobieta pod koniec epoki pasterskiej była w hierarchii już tylko czymś odrobinę wyższym niż ludzkie zwierzę, przeznaczone do pracy i rodzenia potomstwa. Była istotą, która uzupełniała żywność, zwierzęciem pociągowym i towarzyszem, który znosił zniewagi bez gwałtownych reakcji; była też zawsze pod ręką jako środek zaspokojenia seksualnego. Mężczyźni kochali raczej swoje bydło, nie kobiety.

To wciąż czas, kiedy człowiek w żaden sposób nie regulował związków pomiędzy płciami. Ze względu na swobodę seksualną nie istniała nawet prostytucja. Wczesne ludy wykazywały zwierzęcą namiętność, nie posiadały jednak nawet krzty wyobraźni, więc i atrakcyjność fizyczna nie miała dla nich znaczenia.

Wtedy jednak gruntowały się pierwsze przejawy rodziny, która polegała na związku matki z dzieckiem. Małżeństwo wyniknie z obyczajów, ale uczucie matki do dziecka jest naturalne i zmuszało prymitywną kobietę do znoszenia ogromnej ilości niewygód. Instynkt macierzyński niezmiennie stawia kobietę w niekorzystnej pozycji w trakcie jej społecznych zmagań z mężczyzną. Rzecz jasna związek matki i dziecka nie jest pełną rodziną, tym bardziej małżeństwem. Jest jednak zalążkiem, z którego powstaje i jedno i drugie.

Początki wyzwolenia kobiet nastąpiły później. I również z niespodziewanej strony — dzięki bardziej humanitarnemu traktowaniu jeńców. Dla całkiem prymitywnego mężczyzny praca przy uprawie ziemi była za mało awanturnicza, uwłaczała męstwu; istniał przy okazji przesąd, że to kobiety uprawiają lepsze rośliny. W pewnym momencie jednak, zamiast zabijać pojmanych, zaczęto ich niewolić i wykorzystywać do pracy na roli. Był to pierwszy krok ku temu, aby mężczyzna zgodził się robić to, co do tej pory uznawane za pracę czysto kobiecą — uprawiać ziemię. Dzięki temu kobieta mogła zacząć poświęcać więcej czasu dzieciom i zajęciom domowym.

Pierwsze małżeństwo

We wczesnych stadiach rozwoju plemiennego obyczaje i tabu ograniczające były bardzo proste, ale trzymały obie płcie rozdzielone – sprzyjało to spokojowi, porządkowi i wytwórczości – i taki był początek długiej ewolucji małżeństwa i rodziny. Obyczaje poszczególnych płci, dotyczące stroju, ozdób i praktyk religijnych, wywodzą się z tych wczesnych tabu, które określały zakres wolności seksualnych i w ten sposób w końcu tworzyły idee występku, zbrodni i grzechu. Długo jednak praktykowano zawieszanie wszystkich regulacji seksualnych w wielkie dni świąteczne, zwłaszcza w święto wiosny.

82:2.4 (915.2)

Obyczaje — zasady, które można nazwać małżeńskimi, a z nimi ograniczenia matrymonialne, pojawiły się automatycznie wraz z formowaniem się grup społecznych. Można więc rzec, że instytucja małżeństwa powstała niejako przy okazji. Pradawni pobierali się dla korzyści oraz dla dobra grupy. Pierwsze małżeństwo było przede wszystkim transakcją ekonomiczną. Dlatego ówczesne związki były planowane i aranżowane przez rodziców bądź przywódców. Niewiele było przy tym zalotów. Stąd zresztą wywodzi się również ceremonia zaślubin — małżeństwo było interesem grupy, zatem i uroczystości musiały być grupowe.

Zanim pojawił się handel wymienny, nasi przodkowie inne plemiona zwyczajnie grabili. Wspominam o tym, ponieważ w genezie małżeństwa widać wyraźną analogię: zanim stało się pokojową umową dwojga ludzi, poprzedzało je porwanie. Wbrew pozorom kobiety nie musiały wcale być temu przeciwne. Chcąc wyzwolić się z dominacji starszych własnego plemienia, często wolały wpaść w ręce rówieśnika z innego plemienia. Udawane uprowadzenie stało się z czasem elementem normalnej ceremonii ślubnej (przenoszenie panny młodej przez próg nowego domu jest pozostałością tamtych zwyczajów). Taka niby ucieczka była etapem przejściowym pomiędzy uprowadzeniem siłą a późniejszymi zalotami.

Kiedy wraz z postępem cywilizacyjnym kradzież mienia stawała się przestępstwem, wprowadzano również adekwatne regulacje małżeńskie. Kobieta niezmiennie była własnością. Najpierw ojca, a potem, gdy przekazywał prawo do posiadania — męża. Cudzołóstwo stało się więc formą kradzieży. Dzisiejsze święte księgi najpopularniejszych organizacji religijnych wciąż zawierają zapisy o niższości kobiety, jako własności mężczyzny. Małżeństwo oprócz związków czysto seksualnych pomagało też normować sprawy pochodzenia oraz dziedziczenia. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego katoliccy księża powinni żyć w celibacie?

We wczesnej historii małżeństwa kobieta niezamężna należała do mężczyzn z plemienia. Później, kobieta miała tylko jednego męża na raz. Posiadanie jednego mężczyzny na raz było pierwszym odejściem od stadnego promiskuityzmu. Kiedy kobiecie pozwolono na jednego tylko mężczyznę, jej mąż mógł zerwać taki tymczasowy związek, gdy tylko chciał. Jednak te luźno normowane związki były pierwszym krokiem w kierunku życia w parach, w odróżnieniu od życia w stadzie. W tym stadium rozwoju małżeństwa dzieci należały zazwyczaj do matki.

83:5.1 (925.6)

Choć niezbyt inteligentni, pradawni nie byli jednak naiwni. Nie ufali miłości ani obietnicom. Z czasem dostrzegli, że związek małżeński, aby mógł być trwały, musi być zabezpieczony. Żony więc kupowano, a cena, jaką płacił mąż, była czymś w rodzaju depozytu, który przepadał w przypadku porzucenia małżonki albo rozwodu. Do dzisiaj w wielu kulturach żonę białego człowieka uważa się za wręcz bezwartościową; przecież nic nie kosztuje…

Pierwsze małżeństwa były więc zupełnie interesowne. Oprócz inwestycji typowo materialnej mogły być sposobem na polepszenie pozycji społecznej — w niektórych kulturach posiadanie żony było czymś wyróżniającym; czasem traktowano je jako społeczno-polityczny obowiązek — źródło nowych członków grupy. Niektórzy dzicy dzień ślubu traktowali jak moment wkroczenia na ścieżkę dorosłości, więc od małego go wyczekiwali. Z czasem, co nie będzie zaskoczeniem, małżeństwo rozwinęło się również jako przymus religijny. Wierzono np., że samotni nie mogą wejść do świata duchów. To w następstwie tego typu lęków — aby nie grzeszyć lub żeby uniknąć hańby — aranżowano małżeństwa pomiędzy dziećmi. Już w chwili ich narodzin. Czasem jeszcze wcześniej. Nawet jeżeli miało to dotyczyć rodzeństwa (Zgodnie z Przekazami Księgi Urantii nie istnieje biologiczny instynkt, który powstrzymuje przed zawieraniem małżeństw pomiędzy bliskimi krewnymi. Zakazy dotyczące rodzinnych ślubów są wyłącznie socjologiczne). Dla dawnych, zabobonnych ludów nawet zmarły musiał być w związku. Z takiej właśnie potrzeby wyłonił się zawód swata — rodzice zmarłego, samotnego dziecka angażowali pośrednika, który negocjował małżeństwo z rodziną zmarłego dziecka z innej rodziny.

Rodzina

Małżeństwo w parach ożywia i rozwija intymne porozumienie i efektywną współpracę, która jest najlepsza dla szczęścia rodzicielskiego, dla dobra dziecka i społecznej operatywności człowieka. Małżeństwo, które zaczęło się od surowego przymusu, stopniowo się rozwija we wspaniałą instytucję kultury osobistej, samokontroli, samoekspresji i zachowania gatunku.

83:6.8 (928.1)

Obyczaje regulujące biologiczne popędy pierwszych ludzi rozwijają się razem z nimi, by wieki później stać się tym, co obecnie nazywamy małżeństwem. Jednak to nie małżeństwo jest w tym wszystkim nadrzędnym celem; co najwyżej środkiem do niego. Całe to zamieszanie, choć pierwotnie służące wyłącznie zachowaniu gatunku, stanowi podwaliny pod najwyższy przejaw człowieczeństwa — rodzinę.

Ideałów rodzinnych nie odkryliśmy jednak samodzielnie. Rodzinę, w rozumienia partnerstwa jednego mężczyzny i jednej kobiety przy wychowywaniu potomstwa, datuje się od czasów Dalamatii, kiedy to Syn Boży wszechświata lokalnego — Książę Planetarny zstąpił na Ziemię, aby stymulować duchowy rozwój ludzkości. Wiele lat później, edeniczny ideał rodziny rolników, jaki zaszczepiali Adam i Ewa, również wywarł na nas ogromne wrażenie. Było to czymś zupełnie niespotykanym — po raz pierwszy w historii widziano mężczyzn i kobiety pracujących wspólnie. Ponadto rasa fioletowa — potomstwo Adama i Ewy jest ludem wyłącznie monogamicznym. Jak wynika z Przekazów Urantii, przy początkach rodziny nie obyło się więc bez boskiej pomocy.

Niemniej to właśnie wtedy — w czasach Dalamatii, jakieś pół miliona lat temu, zaczęło kształtować się rozwijane do dzisiaj życie rodzinne. Zaczynaliśmy pomieszkiwać wspólnie z małżonkami i dziećmi, a że przy okazji powoli odchodziliśmy od koczowniczego trybu życia, rodziło się coś, co można nazwać domem rodzinnym. Na co Księga Urantii zwraca uwagę, rodzina, jako komórka społeczna ugruntowała się, dopiero kiedy personel Księcia nauczył ludzi kochania wnuków oraz dzieci tych wnuków. Dziki człowiek oczywiście kochał swoje dzieci, jednak dopiero człowiek cywilizowany kocha także dzieci swoich dzieci (i dalej). To jedna z tych cech, które odróżniają nas od zwierząt.

Przyszłość narodu

Powyższe rozróżnienie i w tym wypadku nie było tak wyraźne, jak może się zdawać. Dawne ludy nie dorabiały posiadaniu potomstwa wielkiej filozofii. Liczyły się wymierne korzyści. Dzieci były zwykłymi robotnikami. Córki można było sprzedać, synowie wzmacniali ochronę własności. Potomstwo łagodziło strach przed samotnością i było zabezpieczeniem na starość. Czasem religijne wierzenia wymagały płodzenia potomstwa, zatem dziecko mogło chronić przed grzechem. Dzieci miały napawać dumą i rozsławiać nazwisko. W sumie to również tutaj widać, że tak faktycznie to niewiele się zmieniliśmy przez te wszystkie lata… Niemniej wtedy odbywało się to bez współczesnego górnolotnego pudru. Dzisiejsza pozycja najmłodszych nie wynika rodzicielskiej miłości do bąbelka, a z cywilizacyjnego postępu.

Dawni ludzie bardzo bali się bezdzietności. I to nie miłość, a właśnie potomstwo było motorem napędowym małżeństwa. Nie było więc sensu trwać w związkach, w których nie pojawiały się dzieci. Bezdzietność była główną (jeżeli nie jedyną) przyczyną ówczesnych rozwodów (Jako że nie rozumieliśmy dlaczego pewne pary nie mogą mieć dzieci, uznaliśmy, że bezdzietność musi być skutkiem intryg świata duchów. Co rzecz jasna nie przeszkadzało nam posądzać o bezpłodność wyłącznie kobiet; wierzono, że bezdzietne żony stają się „wężami w świecie duchowym”. Z tego właśnie powodu zaczęliśmy łączyć śluby z obrzędami religijnymi. Czary miały zapewnić płodne, a co za tym idzie szczęśliwe małżeństwo. By udobruchać mącące małżeństwa złośliwe duchy, stosowaliśmy nawet ofiary z ludzi).

Dziki człowiek traktował swoje dzieci bardzo surowo. A te wbrew współczesnym trendom nie są wiecznie nieporadnymi łamagami. Ówczesne maluchy szybko się uczyły, że brak posłuszeństwa może wiązać się z kalectwem; a nawet ze śmiercią. Dzisiaj dziecko, nawet nastoletnie, jest pod przesadną, ciągłą ochroną, a my ubolewamy nad tym, że nie zna konsekwencji swojego, często głupiego, postępowania. Według zapisów Księgi, w tej właśnie nadopiekuńczości powinniśmy szukać źródeł braku posłuszeństwa u dzieci.

Cywilizacja uważa, że rodzice przyjmują na siebie wszelkie obowiązki a dziecko ma wszelkie prawa. Szacunek dziecka dla rodziców powstaje nie dzięki wiedzy o obowiązkach, wynikających z faktu rodzicielskiej prokreacji, ale kształtuje się naturalnie, w wyniku opieki, nauczania i uczuć miłości, które się okazuje, kiedy pomaga się dziecku w wygraniu życiowej batalii. Prawdziwy rodzic zajmuje się nieustannie pomocą-służbą, którą mądre dziecko zaczyna rozpoznawać i doceniać.

84:7.26 (941.7)

Księga Urantii w żadnym wypadku nie nakazuje traktować potomstwa według norm naszych zwierzęcych przodków. Niczego zresztą nie nakazuje. Trudno doszukać się tam bezpośrednich rodzicielskich porad. Powtórzę — wnioski zawsze musimy wyciągać samodzielnie. Możemy jednak dowiedzieć się, czego o wychowywaniu dzieci nauczał Jezus, np.:

Ponad godzinę Jezus i Jan rozmawiali na temat życia rodzinnego. Mistrz tłumaczył Janowi, że dziecko jest całkowicie zależne od rodziców i związane z życiem rodzinnym we wszystkich swoich wczesnych koncepcjach tego, co intelektualne, społeczne, moralne a nawet duchowe, gdyż rodzina stanowi dla małego dziecka wszystko to, co może ono po raz pierwszy poznać, tak z ludzkich jak i z boskich związków. Swoje pierwsze wrażenia dotyczące wszechświata dziecko musi czerpać z matczynej opieki; jego pierwsza idea niebiańskiego Ojca jest całkowicie zależna od ziemskiego ojca. Jego późniejsze życie jest szczęśliwe lub nieszczęśliwe, łatwe lub trudne, w zależności od jego wczesnego życia umysłowego i uczuciowego, uwarunkowanego przez społeczne i duchowe związki w domu. Całe późniejsze życie człowieka jest pod ogromnym wpływem tego, co się zdarzyło podczas pierwszych lat jego egzystencji.

177:2.5 (1922.3)

Wcześniej Janowi (Markowi) powiedział tak:

„Wiem, że okażesz się lojalny ewangelii królestwa, ponieważ mogę polegać na twojej obecnej wierze i miłości a te wartości opierają się na wczesnej nauce, jaką wyniosłeś z domu. Zostałeś wychowany w domu, gdzie rodzice darzą się szczerym uczuciem i dlatego też nie zostałeś przeładowany miłością w tak szkodliwy sposób, aby obudzić w tobie ideę zarozumiałości. Tak samo twoja osobowość nie została wypaczona w rezultacie posunięć wynikłych z braku miłości rodziców, zmierzających do zdobycia twojego zaufania i lojalności, jedno przeciw drugiemu. Miałeś tę rodzicielską miłość, która daje chwalebną wiarę w siebie i która sprzyja normalnemu poczuciu bezpieczeństwa. Ale miałeś również szczęście w tym, że twoi rodzice mieli zarówno mądrość jak i miłość; i ta mądrość kierowała nimi, kiedy zrezygnowali z większości form pobłażania oraz z wielu luksusów, jakie można było kupić za ich pieniądze i posłali cię do szkoły synagogi z twoimi towarzyszami zabaw z sąsiedztwa, a także zachęcali cię, abyś się uczył, jak żyć na tym świecie i pozwalali ci również na to, abyś miał autentyczne doświadczenia. Przyszedłeś nad Jordan z twoim młodym przyjacielem, Amosem, gdzie głosiliśmy kazania a uczniowie Jana chrzcili. Obydwaj chcieliście pójść z nami. Kiedy wróciłeś do Jerozolimy, twoi rodzice się zgodzili; rodzice Amosa nie pozwolili; kochali tak bardzo swego syna, że nie dali mu tego błogosławionego przeżycia, jakie ty miałeś i również tego, jakim cieszysz się dzisiaj. Uciekając z domu, Amos mógłby się do nas przyłączyć, ale gdyby to zrobił, zraniłby miłość i poświęciłby lojalność. Nawet, jeśli taki bieg wypadków byłby mądry, byłaby to straszna cena za doświadczenie, niezależność i wolność. Mądrzy rodzice, tacy jak twoi, dbają o to, aby ich dzieci nie musiały ranić miłości czy tłumić lojalności, aby mogły rozwijać niezależność i cieszyć się ożywczą wolnością, kiedy dorosną do twojego wieku.

177:2.2 (1921.6)

Miłość, Janie, kiedy nią obdarzają wszechmądre istoty, jest doskonałą rzeczywistością wszechświata, ale jest cechą niebezpieczną a czasami też częściowo samolubną, kiedy w praktyce okazywana jest przez śmiertelnych rodziców. Kiedy się ożenisz i będziesz wychowywał swoje dzieci, upewnij się, żeby twoją miłość monitowała mądrość i kierowała inteligencja.

177:2.3 (1922.1)

Twój młody przyjaciel, Amos, wierzy w ewangelię królestwa tak samo jak ty, ale nie mogę na nim w pełni polegać; nie jestem pewien, co zrobi w przyszłości. Jego wczesne życie rodzinne nie było tym życiem, które mogłoby ukształtować całkowicie godną zaufania osobę. Amos podobny jest bardzo do jednego z apostołów, który nie skorzystał z normalnego, przepełnionego miłością, mądrego nauczania w rodzinie. Całe twoje życie będzie szczęśliwsze i rzetelniejsze, ponieważ pierwsze osiem swych lat spędziłeś w normalnym i zdyscyplinowanym domu. Posiadasz silny i dobrze ukształtowany charakter, ponieważ rozwijałeś się w takim domu, gdzie dominowała miłość i panowała mądrość. Takie kształcenie w dzieciństwie tworzy ten rodzaj lojalności, która daje mi pewność, że pójdziesz w tym kierunku, w którym zacząłeś iść”.

177:2.4 (1922.2)

Żono moja, serce moje

Instytucja rodziny jest również tą instytucją, która znacząco wpływała na społeczny status kobiet. Od pierwszych żon niezmiennie wymagano pracy i opieki nad dziećmi, jednak u niektórych ludów kobieta, która jeszcze przed zawarciem małżeństwa urodziła dziecko, mogła być warta więcej. Bywało, że plemiona praktykowały małżeństwa próbne — ceremonia odbywała się, dopiero gdy kobieta zaszła w ciążę; albo zaraz po porodzie. Bezpłodną żonę rodzice musieli odkupić, a faktyczne małżeństwo nie dochodziło wtedy do skutku. Księga Urantii, całkiem trafnie porównuje te próbne małżeństwa do wielu dzisiejszych, kiedy pary przysięgając „że nie opuszczę cię aż do śmierci”, w głowach mają raczej myśl: „Jakby coś to się rozwiedziemy”. Gdy pojawiały się dzieci, ceremonia zaślubin łączyła wczesnych ludzi w pary na zawsze.

Inaczej było u plemion, u których dominowały obyczaje własności. Tam kobieca czystość była dodatkowym atutem. Ojciec dbał o dziewictwo swoich córek, ponieważ miały wtedy większą wartość komercyjną. Opłata za pannę młodą stanowiła ekwiwalent wysiłków, jakie włożył we właściwe wychowanie cnotliwej córki. Często, aby mieć pewność co do ich czystości, ojcowie latami więzili swoje córki; nawet w klatkach. Panny uznane przez matkę pana młodego za pozbawione dziewictwa były odrzucane. To one stawały się później pierwszymi, zawodowymi prostytutkami.

…na szczyt

Kobieta nigdy nie miała łatwego życia. Księga Urantii mówi jednak, że te prymitywne nie litowały się nad sobą — akceptowały zastaną rzeczywistość. Długo odmawiano im prawa decydowania o sobie w kontekście małżeństwa, ale te bystrzejsze uczyły się takie ograniczenia obchodzić. To mężczyzna zazwyczaj inicjował zaloty, jakiekolwiek by nie były, ale kobiety, choć potajemnie, już wtedy potrafiły uzyskać to, na co miały największą ochotę. Wraz z rozwojem cywilizacji wola kobiety co do wyboru małżonka zdecydowanie się zwiększa, ale czy dzisiejsze zasady łączenia się w pary wyglądają bardzo odmiennie?

Z czasem niektóre plemiona zaczęły zapewniać kobiecie małżeńskie testy — mogły wybierać spośród kawalerów. Takie sprawdziany obejmowały umiejętności walki, myślistwa czy utrzymania rodziny, co i w obecnych czasach wcale nie jest niespotykane (choć mniej oficjalnie). Czasem wymagano, aby pan młody na pewien okres wszedł do rodziny panny młodej; pracą i charakterem musiał udowodnić, że jest wart żony, o którą się ubiega. Kobieta od zawsze pragnęła małżeństwa, (czy raczej rodziny) i w ten czy inny sposób potrafiła do niego doprowadzić.

W końcu pewne ludy zaczęły dawać kobietom prawo wymuszenia na małżonku ślubów wierności. Monogamii sprzyjał kult przodków, więc późniejsi Grecy i Rzymianie również ją popierali; sprzyja jej również chrześcijański błąd traktowania małżeństwa jak sakrament. Cywilizacja, czy raczej wciąż rosnący standard życia, współczesnemu mężczyźnie wręcz uniemożliwia utrzymanie większej ilości żon.

W ideałach pary małżeńskiej kobieta zdobyła w końcu uznanie, godność, niezależność, równość i edukację, ale czy okaże się warta wszelkich tych nowych zdobyczy bez precedensu? Czy współczesna kobieta odpowie na te wielkie osiągnięcia, na wyzwolenie społeczne, bezczynnością, obojętnością, bezdzietnością i niewiernością? Dziś, w dwudziestym wieku, kobieta przechodzi największą próbę w całej swej długiej, światowej egzystencji!

84:5.10 (937.7)

Ewolucja, głupcze!

Pierwszy stopień oświecenia przyszedł razem z wierzeniem, że stosunki seksualne otwierają drogę zapładniającemu duchowi, aby wszedł w kobietę. Potem człowiek odkrył, że ojciec i matka składają się w równym stopniu na żywe czynniki dziedziczne, które dają początek potomstwu. Ale nawet w dwudziestym wieku wielu rodziców nadal usiłuje trzymać swe dzieci w większym czy mniejszym stopniu nieświadomości odnośnie początków życia ludzkiego.

84:1.5 (932.2)

Kojarzenie się przeszło mnóstwo przemian. Od stadium praktycznie nieskrępowanej swobody seksualnej i spółkowania w stadzie, poprzez wiele adaptacji i wariantów, do dzisiejszych niemal pełnych seksualnych ograniczeń; od pojawienia się prostych, własnościowych standardów małżeńskich, do związku jednego mężczyzny i jednej kobiety, tworzącego rodzinę.

Instytucja małżeństwa również się zmienia. Małżeństwa grupowe, rodzinne, poligamia i poliandria, to etapy towarzyszące ewolucji człowieka. I chociaż pierwsze związki monogamiczne wynikały z biedy, a sama monogamia jest dla człowieka ewolucyjnego „kulturowa i społeczna, sztuczna i nienaturalna”, to właśnie związek jednego mężczyzny z jedną kobietą określany jest w Księdze Urantii „idealistycznym celem ludzkiej ewolucji seksualnej” oraz „miarą postępu cywilizacji społecznej”.

W toku ewolucji, choć wspierana majątkiem i religią, instytucja małżeństwa wielokrotnie zanikała niemal zupełnie. Jej najbardziej banalny mechanizm ochronny jest jednak niezmiennie najskuteczniejszy — mężczyzna i kobieta nie mogą żyć bez siebie. Kropka. Nieważne czy są najprymitywniejszymi dzikimi, czy najbardziej kulturalnymi istotami ludzkimi.

Współczesny trend do bycia singlem wskazuje na chwilowe załamanie małżeńskich obyczajów; albo na ich przekształcenia. Co ciekawe, autorzy Przekazów Urantii twierdzą, że obecnie funkcjonująca instytucja małżeństwa stała się niestabilna z powodu nagłego zastąpienie starych, zakorzenionych motywów własności idealizowaną, acz indywidualną miłością. Tam, gdzie indywidualny wybór odgrywa główną rolę, małżeństwo zachwiane będzie przez szerzące się niezadowolenie. Wprawdzie Księga kilkukrotnie potwierdza zaawansowanie tej ziemskiej instytucji, często jednak ostrzega przez zatraceniem się w szukaniu samozadowolenia. Głodu duszy nie zaspokoimy samolubnymi, materialnymi przyjemnościami.

Początkowo podstawą samozachowawczości była własność, podczas gdy małżeństwo funkcjonowało jako unikalna instytucja zachowania gatunku. Chociaż zaspokojenie głodu, zabawa i humor, wraz z okresowym zaspokojeniem seksualnym, były środkami zdobywania samozadowolenia, faktem pozostaje, że rozwijające się obyczaje nie wytworzyły żadnej specyficznej instytucji przynoszącej samozadowolenie. Właśnie dlatego, że nie ukształtowały się specyficzne metody korzystania z przyjemności, wszystkie instytucje ludzkie są tak dogłębnie przeniknięte poszukiwaniem przyjemności. Gromadzenie własności staje się instrumentem pomnażającym wszelkie formy samozadowolenia, podczas gdy małżeństwo często jest traktowane tylko jako metoda korzystania z przyjemności. I takie zbytnie pobłażanie sobie, szeroko rozpowszechniona mania szukania przyjemności, stanowi teraz największą ze wszystkich groźbę, spośród tych, jakie kiedykolwiek zagrażały społecznej, ewolucyjnej instytucji życia rodzinnego – ognisku domowemu.

84:8.2 (942.3)

Małżeństwo wychodząc ze stadium własnościowego, wkracza w erę osobistą. Dzieje się to na naszych oczach, gdy pogoń za przyjemnościami w parze z rozwojem nauki uruchamiają coraz to nowsze czynniki przetrwania gatunku. Dawniej dzieci pojawiały się raczej przypadkowo, a więc i gromadnie, dlatego dzicy te niechciane po prostu porzucali. Dzisiaj potrafimy nadmierny przyrost świadomie kontrolować. Równie ciekawie wygląda mechanizm ewolucyjnego umacniania instynktu macierzyńskiego — każde kolejne pokolenie eliminuje ze strumienia reprodukcyjnego te jednostki, których instynkt rodzicielski nie był dostatecznie silny. Instytucja małżeństwa rozwija się według nowych, także ekonomicznych zasad. Życie staje się coraz droższe, a dzieci, które nie tak dawno były przecież kapitałem, stają się zadłużeniem. Niemniej, co potwierdza Księga, bezpieczeństwo cywilizacji niezmiennie opiera się na inwestycji w dobro przyszłych pokoleń. Jednak wszelkie próby przeniesienia odpowiedzialności rodzicielskiej na państwo czy Kościół okażą się dla ludzkości samobójcze.

Niech człowiek korzysta z życia; niech gatunek ludzki szuka przyjemności na tysiąc i jeden sposobów; niech ewolucyjna ludzkość odkrywa wszelkie formy słusznego samozadowolenia, owoc długich, rozwojowych zmagań biologicznych. Człowiek dobrze zapracował na niektóre ze swoich obecnych radości i przyjemności. Jednak przypatrzcie się dobrze celowi waszego przeznaczenia! Przyjemności doprawdy są samobójcze, jeśli udaje im się zniszczyć te właściwości, które stały się podstawą samozachowawczości; a za samozadowolenie można doprawdy zapłacić najwyższą cenę, gdy doprowadzi ono do upadku małżeństwa, rozkładu życia rodzinnego i zniszczenia ogniska domowego – najwyższej ewolucyjnej zdobyczy człowieka i jedynej nadziei przetrwania cywilizacji.

84:8.6 (943.1)

Na wysokościach

Jezus powiedział: „[…] Wiecie, że dzieci tego świata mogą się żenić i wychodzić za mąż, ale zdaje się, że nie rozumiecie, iż ci uznani za godnych dosięgnięcia przyszłych światów, poprzez zmartwychwstanie prawych nie będą się żenić ani za mąż wychodzić”.

Małżeństwo, jakie znamy, jest typowo ludzką instytucją. Związek ten ma pełnić i pełni istotne funkcje, ale zawsze się kończy; najpóźniej śmiercią. Z Księgi Urantii dowiemy się jednak, że w sferze duchowej istnieją podobne relacje. I je możemy mieć za inspiracje.

Chrystus Michał, Syn Stwórca wiąże się na wieczność z Matką Duchem Wszechświata lokalnego. „[…] Duch Nadrzędny powierza opiece Syna Stwórcy nową małżonkę-Ducha, jednocześnie nakazując małżonce-Duchowi wieczną wierność i niekończącą się lojalność wobec Syna Stwórcy”. To związek w pełni partnerski, gdyż Syn Stwórca „[…] wynosi Matkę Ducha Wszechświata do wspólnoty władzy i uznaje małżonkę-Ducha za równą sobie”. Syn Michał jest samodzielnym władcą wszechświata lokalnego, jednak we wszystkich szczegółach tej władzy Duch Wszechświata rządzi razem z nim. „Wprawdzie Duch zawsze uznaje Syna za władcę i zarządcę, Syn zawsze przyznaje Duchowi partnerską pozycję i jednakową władzę we wszystkich sprawach ich domeny. Syn Stwórca, w całej jego pełnej miłości pracy i przy obdarzaniu życiem, jest nieprzerwanie oraz doskonale wspierany i skutecznie wspomagany przez wszechmądrego i zawsze wiernego Ducha Wszechświata […]”. Nawet sam Bóg Ojciec, jak wynika z przytoczonego na początku tego materiału Przekazu „traktuje Duchową Matkę dzieci wszechświata jak sobie równą”.
Do czego powinny zmierzać ludzkie związki małżeńskie, najdobitniej jednak objawia poniższy Przekaz:

Michał z Nebadonu, po tym jak Stwórcza Matka Duch przyrzekła podporządkować się jemu, szlachetnie uznał swą wieczną zależność od towarzyszącego mu Ducha, ustanawiając Ducha wspólnym władcą swych wszechświatowych domen, żądając od wszystkich istot razem przez nich stworzonych zobowiązania lojalności wobec Ducha, takiej, jaką mają wobec Syna; i została wydana i rozpowszechniona ostateczna „Proklamacja równości”. Syn, chociaż jest władcą wszechświata lokalnego, ogłosił światom fakt równości z nim Ducha we wszystkich własnościach osobowości i atrybutach boskiego charakteru. I to stało się transcendentalnym wzorem organizacji rodziny i zarządzania, nawet dla skromnych istot ze światów w przestrzeni. To właśnie stanowi, w funkcjonowaniu i prawdzie, wzniosły ideał rodziny i ludzkiej instytucji dobrowolnego małżeństwa.

33:3.6 (369.1)

Duchowa więź

Powtarzam wielokrotnie za Księgą Urantii, rodzina — dwoje rodziców, jest najbardziej wartościową ze wszystkich ludzkich grup społecznych. Szczere, osobiste uczucia dwojga ludzi są „duchowymi więzami”, które takie materialne związki formują w jedność. Uczucia te mają ogromną wartość. I choć nie udało mi się odszukać choćby małego fragmentu bezpośrednio dotyczącego relacji homoseksualnych, to w jednym z Przekazów wprost powiedziano, że wartościowy związek jest również możliwy pomiędzy osobami tej samej płci. Mowa tam co prawda o przyjaźni, zatem są to wyłącznie moje subiektywne dywagacje, szczerze jednak wątpię, aby dobór partnera ze względu na płeć miał w tym wszystkim jakiekolwiek znaczenie. Oczywiście to rodzina, w której pojawia się potomstwo, stanowi podstawę naszego rozwoju i Księga raz po raz podkreśla wagę takich związków; jednak nie każda para ma dzieci. Nie każda para zresztą musi mieć dzieci (i nie każda powinna…). Uważam, że z duchowej perspektywy nie ma znaczenia, to z kim uprawiamy seks. Bo relacje mogą być puste niezależnie od podkołdrowej konfiguracji. Wierzę, że kiedy związek osób tej samej płci jest szczery, może w oczach Boga mieć większą wartość niż te teoretycznie błogosławione, w których małżonkowie przez lata się nienawidzą. Związki oparte na przyjaźni i wzajemnym uczuciu zawsze uspołeczniają i uszlachetniają. Niezależnie od płci. Powinniśmy je odróżnić od małżeństwa, a więc i rodziny, nikt z nas jednak nie ma kompetencji, aby oceniać, które związki są wartościowe, a które nie.

Ideałem małżeństwa, które jest fundamentem rodziny, jest związek jednego mężczyzny i jednej kobiety. Tu Księga Urantii nie daje wielkiego pola do interpretacji. Byłbym jednak daleki od wyciągania wniosków, iż relacje homoseksualne nie są aprobowane; tym bardziej że miałyby być grzeszne. A insynuacje przedstawicieli organizacji religijnych, jakoby osoby homoseksualne miałyby być kimś w rodzaju podludzi, po prostu mnie brzydzą.

To rodzina ma być następstwem małżeństwa, zatem jest ono ściśle związane z wychowywaniem dzieci. I tutaj można już posunąć się o krok dalej i uznać, że tylko mężczyzna i kobieta, żyjąc wspólnie, są w stanie zapewnić potomstwu właściwy rozwój. Wynika tak też z cytowanych wcześniej słów Jezusa. Sądzę więc, że para homoseksualna (ale też samotny rodzic czy rodzina, w której dziecko dorasta pod wyłącznym okiem matki i teściowych) nie jest komórką społeczną przeznaczoną do wychowywania dzieci. Nie chodzi tu jednak o orientację seksualną, ale o wachlarz wartości, jakie ojciec i matka, tylko wspólnie i każde z osobna, mogą i powinni przekazywać najmłodszym. Bo nie pieniądze i wygody są w tym wszystkim miarą właściwego wychowania.

Wybrakowani

Pomimo gloryfikowania rodziny, Księga Urantii w żadnym wypadku nie wskazuje na przymus rodzenia czy wychowywania potomstwa. Doświadczenie rodzicielstwa jest konieczne, ale wszystkie braki, więc również te z rodzicielstwa wynikające, będziemy mogli nadrobić na światach-mieszkania Jerusem.

W innym miejscu Księgi Urantii znalazłem wzmianki sugerujące, że na lepiej rozwiniętych planetach ewolucyjnych przyrost jest ściśle regulowany, a samo rozmnażanie się jest przywilejem obiektywnie najlepszych jednostek. Takie obostrzenia wydają się całkiem logiczne, bo nie dość, że zapobiegają przeludnieniu (więc i nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych), to zapewniają przyszłym pokoleniom najlepsze geny. My z wielu powodów na takie ograniczenia długo jeszcze nie będziemy gotowi. Potwierdza to jednak moje przypuszczenia dotyczące panującej u nas bezsensownej presji obowiązkowego płodzenia dzieci i głupoty wartościowania życia ludzkiego przez pryzmat rozmnożenia się.

Nie wszyscy musimy zostać biologicznymi rodzicami. Błędem jest utrzymywać, iż samotni czy bezdzietni są w oczach Boga gorsi. Jezus, choć przeżył tutaj swoje życie w pełni, nigdy nie zawarł ziemskiego związku małżeńskiego i nie spłodził dzieci (doświadczył jednak rodzicielstwa, zastępując zmarłego ojca swemu licznemu rodzeństwu).

Coś więcej niż nic

Więżą nas zabobonne tradycje. Społeczna presja ogranicza, a napędzana materializmem cywilizacja wypacza. I choć gloryfikujemy miłość, rodzinę i dzieci, bez wahania wykorzystujemy te piękne przejawy ludzkości dla egoistycznych korzyści. Nie ważne czy to feminizm, skrajna lewica czy bezczelny Kościół. Ponownie odnoszę smutne wrażenie, że nie istnieje obszar, nie ważne, jaki nie byłby w swych ideach czysty, którego nie spróbujemy wykoślawić. Sam pewnie w tym uczestniczę, jednak życzyłbym sobie, abyśmy częściej zechcieli być wobec siebie i swoich najbliższych szczerzy, zamiast wciąż próbować autorytatywnie ich oceniać; żebyśmy zamiast pieniędzy i gładkiej skóry zachcieli czasem poczuć ciepło bliskości; żebyśmy uwierzyli w to, co naprawdę czujemy, zamiast tym, którzy zawsze wszystko wiedzą najlepiej.

Podsumowując ten jakże istotny materiał, posłużę się słowami Rodana, greckiego filozofa i ucznia Jezusa:

„Wiele szlachetnych ludzkich impulsów umiera, bo nie ma nikogo, kto mógłby słyszeć ich przejawy. Naprawdę nie jest dobrze dla człowieka być samotnym. Jakiś stopień poznania i pewien rodzaj uznania są dla rozwoju ludzkiego charakteru niezbędne. Bez szczerej miłości w domu żadne dziecko nie może osiągnąć pełnego rozwoju normalnego charakteru. Charakter to coś więcej niż zwykła mentalność czy moralność. Spośród wszystkich społecznych relacji biorących udział w rozwijaniu charakteru, najefektywniejsza i idealna jest czuła i pełna zrozumienia przyjaźń mężczyzny i kobiety, we wzajemnym objęciu inteligentnego związku małżeńskiego. Małżeństwo, z jego wielorakimi relacjami, najlepiej się nadaje do wydobycia na światło dzienne tych drogocennych impulsów i tych wyższych motywów, które są niezbędne do rozwoju silnego charakteru. Nie waham się więc gloryfikować życia rodzinnego, skoro wasz Mistrz mądrze obrał relację ojciec-dziecko za prawdziwy kamień węgielny nowej ewangelii królestwa. I taka niezrównana wspólnota, mężczyzna i kobieta w czułym objęciu najwyższych ideałów czasu, jest tak cennym i satysfakcjonującym doświadczeniem, że warta jest każdej ceny, każdej wymaganej ofiary, aby ją posiąść. […] Współpraca z bliźnimi jest niezbędna do odnowy zapału do życia i konieczna dla zachowania odwagi, potrzebnej, by toczyć bitwy wynikłe z dotarcia na wyższe poziomy ludzkiego życia. Przyjaźń potęguje radości i gloryfikuje triumfy życia. Miłości pełne, bliskie związki ludzkie, ogołacają cierpienie z jego smutku a ubóstwo z większości jego goryczy. […] Związki osobowości i wzajemne uczucia są skutecznym zabezpieczeniem przed złem. Trudności, smutek, rozczarowanie i porażka, są bardziej bolesne i przygnębiające, kiedy dźwigane są w samotności. Partnerstwo nie przekształci zła w prawość, ale znacznie łagodzi jego ukłucie. Wasz Mistrz powiedział: «Błogosławieni, którzy się smucą» — jeśli w pobliżu jest przyjaciel, który pocieszy. W świadomości tego, że żyjecie dla dobra innych i że oni również żyją dla dobra i rozwoju waszego, jest autentyczna siła. Człowiek samotny marnieje. […] Powtarzam, tak inspirująca i uszlachetniająca wspólnota znajduje idealne możliwości w ludzkim związku małżeńskim. Naprawdę wiele można osiągać w małżeństwie, jednak wielu, wielu małżeństwom nie udaje się wydać takich moralnych i duchowych owoców. Małżeństwo zbyt często zawierają ci, którzy szukają innych wartości, niższych niż te nadrzędne, towarzyszące ludzkiej dojrzałości. Idealne małżeństwo musi być oparte na czymś trwalszym, niż wahania uczuć i zmienność zwykłego pociągu seksualnego; musi opierać się na szczerym i wzajemnym oddaniu. A zatem, jeżeli nauczycie się formować takie godne zaufania i efektywne, niewielkie zespoły ludzkie, i kiedy zbiorą się w całość, świat ujrzy wielką i chwalebną, społeczną strukturę, cywilizację ludzkiej dojrzałości. Taki gatunek ludzki mógłby zacząć uświadamiać sobie co nieco z ideałów waszego Mistrza — «pokoju na Ziemi i dobrej woli pośród ludzi». Chociaż takie społeczeństwo nie byłoby doskonałe ani zupełnie wolne od zła, mogłoby przynajmniej przybliżyć stabilizację, charakterystyczną dla dojrzałości”.

PS Rodzina na pobliskiej planecie

Jeden z rozdziałów Księgi Urantii opisuje, jak ze społeczno-politycznego oraz religijnego punktu widzenia wygląda życie rozwiniętego narodu zamieszkującego wspomnianą już inną planetę systemu Satania. W przyszłości dokładniej streszczę te informacje, w tym miejscu jednak za zasadne uważam przytoczenie fragmentów dotyczących ich życia rodzinnego.

Nie będzie zaskoczeniem, że ów naród rodzinę traktuje jako podstawową instytucję cywilizacji. U nas teoretycznie też tak jest, jednak tam to podejście wydaje się bardziej świadome.

Uznaje się, że najbardziej wartościową część edukacji dziecka zapewniają rodzice; bo to oni są odpowiedzialni za kształtowanie ich młodych charakterów. Nie szkoła. Całość wiedzy o sprawach płci i rozmnażania się przekazywana jest w domu. Podobnie jak nauczanie religijne, które Księga nazywa „przywilejem rodziców”. Wiara jest tam bardzo istotnym zagadnieniem, ale religia sprawą rodzinną — nie wykształciły się organizacje religijne jak nasz Kościół katolicki; nie ma nawet publicznych miejsc przeznaczonych wyłącznie zgromadzeniom religijnym. Życie rodzinne stopniowo poprawia się dzięki obowiązkowemu uczestnictwu obojga rodziców w zajęciach prowadzonych w rodzicielskich szkołach wychowania. Rzecz jasna to nie organizacje religijne prowadzą to nauczanie.

W każdej rodzinie jest średnio pięcioro dzieci, nad którymi pieczę sprawują rodzice, lub w przypadku śmierci obojga, ale też jednego z rodziców — co nam może się wydać bestialskie — wyznaczeni przez sąd opiekunowie. Jak widać, sąsiedzi zrozumieli, to co próbuje uświadomić nam Księga Urantii: Wyłącznie dwoje rodziców może zapewnić najmłodszym właściwy rozwój. I nie więzy krwi się przy tym liczą, a wartości, które dziecko odbierze zarówno od matki, jak i od ojca. A tamtejsi ojcowie mają praktycznie taki sam wkład w wychowaniu dziecka jak matki. Dojrzałość naszych kosmicznych braci widać również przez pryzmat adopcji. Zmniejszenie egoistycznej mocy biologicznego pochodzenia sprawia, że przyznanie opieki nad sierotą jest dla każdej rodziny zaszczytem. U nas następstwem rodzicielskiej desperacji, gdy społeczeństwo pod płaszczykiem podziwu i wdzięczności, głównie co to współczuje przegranej walki z bezpłodnością. Żeby lepiej unaocznić, z jaką powagą traktuje się tam dobro dzieci, wspomnę, że rodziny walczą między sobą o przyznanie prawa do adopcji. Organizowane są konkursy, a sierota trafia do tych, którzy wykazali się najlepszymi kwalifikacjami rodzicielskimi. Zabieranie dziecka samotnym rodzicom wydaje się nieludzkie, racja. Trudno mi sobie wyobrazić jakie uczucia mogłyby się z tym wiązać, ale też dzięki temu łatwiej mi zerknąć na to na chłodno. Zadaję sobie więc pytanie: Co jest ważniejsze — zdrowy charakter dziecka czy samolubne poczucie, że jest moje? Wątpię zresztą, że biologiczny rodzic jest przy tym zupełnie odcinany. Jestem też przekonany, że takie procedury nie zostały wprowadzone nagle i siłą, gdzie przerażone dzieci są brutalnie wyrywane z rąk płaczących matek; jak wielu z nas pewnie to sobie wyobraża. Musimy pamiętać, że ci ludzie są o wiele dojrzalsi niż my.

Dzieci do piętnastego roku życia pozostają pod pełną opieką rodziców, po czym odbywa się ich pierwsze wprowadzenie w obowiązku obywatelskie. Następnie, co pięć lat, człowiek jeszcze pięciokrotnie podejmuje nowe obowiązki społeczne, obywatelskie i wobec państwa. Równolegle zmniejszają się jego zobowiązania wobec rodziców.

W związki małżeńskie wolno wchodzić dopiero po ukończeniu dwudziestego piątego roku życia; dwudziestolatkowie mogą się żenić wyłącznie za zgodą rodziców. W obu wypadkach, zezwolenie na małżeństwo udzielanie jest dopiero po rocznym okresie narzeczeństwa, uprzednim zgłoszeniu takiego zamiaru oraz po przedstawieniu zaświadczenia o ukończeniu nauczania w szkołach rodzicielskich. Takie prawo, zarówno ze względu na odgórnie ustalony minimalny wiek uprawniający do małżeństwa, jak i obowiązkowy rok oczekiwania (przypominam, że rok trwa tam zdecydowanie dłużej niż na Ziemi) znacząco zmniejsza ilość rozwodów. Dzieci muszą opuścić dom rodzinny, gdy ukończą lat trzydzieści.

Rodzinom zapewnia się samodzielność oraz niezależność, ponieważ mieszkanie dwóch rodzin pod jednym dachem jest niezgodne z prawem. Praktycznie nie ma tam już budynków typu czynszowego (zostały wyburzone), aczkolwiek niezamężni nadal żyją w różnego rodzaju zbiorowych miejscach zamieszkania. Cała ziemia i każda własność, używane do celów mieszkaniowych jest wolna od opodatkowania (chyba że działka pod dom dziesięciokrotnie przekracza minimalny rozmiar, który wynosi cztery i pół tysiąca metrów kwadratowych).

Sąsiedzi wyprzedzają nas o krok lub dwa; nie tylko, kiedy przyjrzeć się ich życiu rodzinnemu. Szybko można zauważyć, że przed nami wciąż długa droga. Celem streszczonych wyżej Przekazów na pewno nie była krytyka naszego rozwoju czy postępowania; nie zauważyłem też niczego, co mogłoby wskazywać, że mamy naszych sąsiadów ślepo naśladować. Subiektywnie jednak znaczną część obowiązujących tam zasad nazwałbym po prostu mądrymi. Widzę tu raczej wskazanie inspiracji. A dlatego, że przeszli oni równie trudną i zarazem podobną drogę do naszej, także coś w rodzaju światełka w tunelu — nieważne jak źle może być, jeżeli wspólnie się do tego przyłożymy, będzie tylko lepiej.

PPS Już jej niosą suknię z welonem

Magia, rytuał i ceremoniał otaczały całe życie dawnych ludzi a małżeństwo nie stanowiło tutaj wyjątku. W miarę rozwoju cywilizacji, kiedy małżeństwo zaczęto traktować poważniej, ceremonia ślubna stawała się coraz bardziej pretensjonalna. Wczesne małżeństwo było składnikiem interesów majątkowych, podobnie jak dzisiaj i dlatego wymagało prawnej ceremonii, podczas gdy status społeczny przyszłych dzieci wymagał możliwie najszerszej reklamy. Człowiek prymitywny nie miał zapisów, zatem ceremonię ślubną musiało oglądać wiele osób.

83:4.2 (924.5)

Kiedy małżeństwo stanowiło interes grupy, ceremonia również nim była. Uroczystość mogła pieczętować pokój skonfliktowanych plemion lub potwierdzać wewnętrzne, rodzinne interesy. Pierwsze śluby były raczej zaręczynami (wspomnianym próbnym małżeństwem) i polegały na publicznym ogłoszeniu intencji życia razem. Później dopiero pojawiły się oficjalne, wspólne posiłki; czasami polegały jedynie na wymianie prezentów. Sprowadzały się jednak przede wszystkim do klepnięcia jakiegoś interesu. To tu znajdujemy początki tak dzisiaj wzniosłych tradycji ślubnych.

Rozwój cywilizacji, a co za tym idzie rosnąca roli rodziny w społeczeństwie, z czasem tak wpłynęły na ojców, że ci nie chcieli już wyglądać jak handlarze córkami; wciąż jednak chętnie przyjmowali za nie zapłatę. Dlatego pojawił się zwyczaj dawania młodej parze cennych, materialnych (o tych niematerialnych opowiem za chwilę…) prezentów — tej samej opłaty, aczkolwiek, nomen omen, ładniej opakowanej.

Gdy żony przestano kupować, prezenty te stawały się jej posagiem. Idea posagu miała wywołać wrażenie niezależności panny młodej, jednak w rzeczywistości był to zwyczajny zastaw małżeński. W przypadku rozwodu mąż zobowiązany był taki posag zwrócić w całości. Gdy na posag zrzucali się rodzice obojga młodych, stanowił rekompensatę dla opuszczonego małżonka niezależnie od płci. Dzieci, jako że były częścią majątku, należały albo do ojca — w przypadku kiedy zapłacił za żonę, albo do rodziny żony, gdy ta nie była kupiona.

Wiele plemion zezwalało członkom grupy na stosunki seksualne z panną młodą, zanim oddano ją mężowi. To stąd pierwotnie pochodzi zwyczaj wręczania prezentów ślubnych… Każdy z mężczyzn mógł dać dziewczynie prezent. Niektóre grupy wymagały, aby panna młoda na posag zarobiła samodzielnie. Co również sprowadzało się do świadczenia usług seksualnych.

Pamiętajmy, że dawne małżeństwo nie ograniczało zbytnio wolności seksualnej mężczyzny. Tym bardziej że kobietom niezamężnym przyznawano ten sam stopień wolności seksualnej. Od żon wymagano jednak wierności. Nosiły zazwyczaj jakiś symbol, który wskazywał na ich stan cywilny (np. uczesanie, ubrania, czy ozdoby — obrączkę); czasem musiały przebywać w odosobnieniu.

Zwyczaj dokuczania młodemu państwu także pochodzi z dawnych czasów; wynikał z lęku przed duchami. Bo te były bardzo zawistne. Nie były jednak zbyt bystre, dlatego mogły dać się oszukać, widząc nieszczęśliwych nowożeńców, którym grupa utrudnia życie. Welon miał tak maskować pannę młodą, aby złe duchy nie mogły jej rozpoznać; przy okazji ukrywał jej piękno przed tymi zazdrosnymi.