Inni

I

Jestem człowiekiem. Doskonałym. Nie krzywdzę ani nie popełniam błędów. Moje intencje są krystalicznie czyste; postępowanie bezsprzecznie życzliwe i nieskazitelne szczere. Tworzę okoliczności i środowisko, w których żyje się godnie, a każdy poranek wita z uśmiechem. I wtedy pojawiają się inni…

Ty, ty i ty

Temat winy i odpowiedzialności, więc poniekąd również innych, poruszyłem w tekście o gimbodepresji — to nic nierozumiejący najbliżsi, nieczuli znajomi, podli obcy ludzie, złośliwy los, presja środowiska, niesprawiedliwy Bóg (niepotrzebne skreślić) są przyczyną złego samopoczucia oraz niskiej samooceny ludzi karmiących swoje ego udawaną depresją. Nie jest tak, jak chciałbym, więc mi smutno. Gdyby nie ci, tamci i tamto byłoby inaczej! To przez nich. No, chyba że wygrywam i mi się udaje; wtedy to moja zasługa. Schody i porażki sprowadzają inni.

Jako że tym razem mam zamiar skupić się na takich właśnie innych, należałoby najpierw doprecyzować kim oni tak naprawdę są. Nie ma problemu, gdy są to konkretni ludzie, których możemy wymienić z nazwiska; albo chociaż jakaś określona ich grupa. Ale jak się za moment przekonamy, innymi w tym kontekście może być dosłownie każdy i wszystko. Nie tylko Kowalski spod 6, masoni, złośliwy przypadek czy gluten. Ludzka wyobraźnia nie zna granic i jeżeli coś nie idzie po myśli, na pewno stoją za tym inni.

Oni

Najsłynniejszymi innymi są politycy. To oni ponoszą odpowiedzialność za to, jak się żyje w naszym kraju. Lista ich przewinień jest długa, wiadomo: nic nie dają, jedynie zabierają; kłamią i kradną; myślą tylko o swoich korzyściach; są ponad prawem; bezczelni, niedouczeni i pretensjonalni. Mogę bez problemu wskazać, kto jest winny mojej takiej, a nie innej materialnej i społecznej sytuacji. Oni. Tu oczywiście nie ma znaczenia, że od zawsze wybieram te same mordy przebrane w inne partyjne flagi. Nie jest istotne, że mam pamięć jak Dory z „Gdzie jest Nemo?” i na tydzień przed wyborami zapominam wszystkie wały, jakie dziś wyszczerzeni politycy odwalili w przeciągu ostatnich lat; że liczą się dla mnie wyłącznie kolorowe kampanie wyborcze. Tym razem te wspaniałe obietnice na pewno zostaną spełnione i będę żył jak w raju. Trzeba pozwolić im się wykazać; pięćdziesiąty ósmy raz. Obiecali, że mi dadzą i że będzie lepiej i za darmo, więc na bank się z tego wywiążą; przecież by mnie nie okłamali. Zresztą, ostatnio się nie udało, bo inni związali im ręce, to ich wina. Oni z nimi walczą, a to nie takie proste. Gdyby nie tamci drudzy to by było super, ale nie, muszą się wtrącać darmozjady. Ja nie mogę przecież pamiętać, że i ci drudzy, tak samo jak pierwsi i tamci trzeci też kiedyś już obiecywali, a potem wyszło z tego to samo śmierdzące nic; łatwo zapominam, że tak samo zwalili odpowiedzialność na innych. To nie moja wina, że wyłączam myślenie i naiwnie wierzę wciąż tym samym bajerantom; zresztą inni są na pewno jeszcze gorsi. Bo to ci inni są hamulcem rozwoju. Oni blokują reformy. Ja chcę zmian, ale wyłącznie takich, które mnie nie dotkną. Ma być, tak jak jest, ale lepiej dla mnie. Przecież inni są wszystkiemu winni, więc to im trzeba zabrać. Niech oni się poświęcają, ja nie mam zamiaru. Poza tym to wszystko przez wyborców tych drugich (innych). Gdyby nie oni, dużo łatwiej by było zaprowadzić porządek; oni są tacy głupi i zachłanni. A ci, co w ogóle do wyborów nie poszli? Mieli zagłosować, a tego nie zrobili; oni są tak samo winni — gdyby zrobili to, co jest ich zasmarkanym obowiązkiem, było całkiem inaczej.

Niemieckie obozy koncentracyjne w okupowanej Polsce

Niemieckie media, więc jak sądzę współcześni Niemieccy politycy, również znają tych bezczelnych innych. Bo to nie obywatele Niemiec wybrali Hitlera, aby rządził krajem; to nie Niemcy wywołali II wojnę światową, więc nie Niemcy byli iskrą zapalającą ówczesne zezwierzęcenie człowieka. Oni nie budowali obozów, nie kierowali nimi. Niemcy nie mają nic wspólnego z okradaniem, katowaniem, wykorzystywaniem i gazowaniem ludzi. Oni nie przeprowadzali nietycznych eksperymentów. Nie Niemcy się wtedy wzbogacali; nie Niemcy udawali, że o niczym nie wiedzą. To byli naziści.

A do nas potem przyszli komuniści. Nie byli to Polacy, którzy sprzedawali swoich sąsiadów, a potem kraj po kawałku. My tacy nie jesteśmy. A nawet jeśli miałoby się okazać, że ktoś z nas w tym uczestniczył — to tylko pozory. Ja taki nie byłem, nikt z mojej rodziny! My tylko udawaliśmy, podpisywaliśmy; trzeba było to przetrwać. To inni…

Pokaż palcem

To, co się dzieje w tym kraju to właśnie ich wina (innych). Skoro przez niesprawiedliwy los muszę zamiatać ulice, mogę sobie podebrać kilka niezużytych paczek worków na śmieci, żeby je potem opylić; nikomu to nie wadzi, a mi pomoże. Jako glazurnik mam prawo zawinąć materiałów i narzędzi; ich stać, niech płacą. Jeżdżąc na taryfie, pojadę okrężną drogą; przecież z czegoś żyć muszę…

Lekarz odhacza hurtowo pacjentów jak bydło; urzędnik petentów jak roszczeniowe karaluchy; to policjant najpierw dba o swoje interesy, a dopiero potem wykonuje obowiązki; komornik jest bezduszny i łapczywy; sędzia, prokurator i adwokat — ręką rękę myje; to górnicy są zachłanni i agresywni.

Nie ma znaczenia, że jako panisko — prezes-właściciel warzywnika płacę głodowe pensje pani Bożence; niech się cieszy baba, że daję jej pracę; Teneryfa to nie tania wycieczka. To, że pracując na kasie, kantuję klientów na promocjach i wydawanej reszcie, nie ma na nic wpływu; mam niską pensję, a szef ma i tak za dużo. To nic, że wyjadę z mordą na ekspedientkę, bo płacę — wymagam, a ona śmie nie traktować mnie jak lorda; dobrze, że zakosiłem se tego browarka, gdy nie patrzyła — się babsztyl kultury może nauczy. To inni handlują w necie uszkodzonym towarem; to inni ukrywają wady samochodów na sprzedaż i cofają liczniki przebiegu; inni doliczają przesadzoną marżę, byleby zarobić troszkę więcej; to inni sprzedają przeterminowane produkty spożywcze i ci sami inni z takich przygotowują posiłki w swoich restauracjach. Inni wykorzystują naiwność i niewiedzę klientów dla paru złotych dodatkowego zysku. Oni są krótkowzrocznymi materialistami. Inni są zawalidrogami, inni stwarzają zagrożenie w ruchu, bo oni nie znają przepisów! To oni parkują na miejscach dla niepełnosprawnych; oni zajmują po cztery i zostawiają auta gdzie popadnie, blokując przejazdy i przejścia. Oni są w stanie zamienić swą godność na kilka złotych promocji, a potem przepłacać za niepotrzebny sprzęt wyłącznie po to, żeby wzbudzić zazdrość u ludzi, których nie lubią.

Gdyby nie oni… To oni się wywyższają; to oni myślą, że są lepsi i najmądrzejsi. Oni nie szanują starszych, oni nie pomagają biednym. Mają aż nadto, a nic mi nie dali. Nic! To przez nich wszystko.

To z ich powodu wypłaca się horrendalne honoraria wypalonym gwiazdom PRL-u i skretyniałym celebrytom. Inni promują i sponsorują kiczowatą sztukę. To oni lgną do pustej rozrywki i bezsensownego konsumpcjonizmu; to oni nie mają gustu. Inni kupują, byleby mieć i nie czuć się gorszym, więc oni też napychają kieszenie łapczywym korporacjom. To oni pozwalają sobą manipulować i na to by traktowano ich jak owce do golenia; oni są podatni na najbardziej prymitywny marketing, bo wierzą we wszystko, co im wciska telewizja. Oni też uprzedmiotowiają kobiety, to oni dopuścili tych zniewieściałych fajfusów do głosu. To oni kradną!

Za brud i choróbska toczące mój piękny kraj odpowiadają właśnie ci wszyscy inni. To inni są nieuczciwi, co ja jeden mogę? Albo się w tym odnajdę, albo zginę, a oni będą wozić się jak królowie na mój koszt. Już to robią. Gdyby mieli w sobie choć krztę przyzwoitości, ja nie musiałbym kombinować by móc godnie żyć jak człowiek! Oni kradną miliony, ja po prostu ciułam, żeby związać koniec z końcem.

Skoro inni wywalają odpady do lasów, żeby nie zapłacić za utylizację, czemu ja nie mam zaoszczędzić? To inni śmiecą na ulicach i w parkach; mój mały pet nikomu krzywdy nie uczyni; gdy inni wylewają ścieki do rzek, jeden śmieć więcej w krzakach nie robi różnicy. To inni nie sprzątają gówien po swoich psach. Inni zostawiają syf po grillowaniu i robią gnój w siłowniach, na basenach oraz w publicznych toaletach. Oni wywożą byle dalej i porzucają zwierzaki, które się znudziły rozpieszczonym gówniakom; przecież nie zabiorę tego kundla na wakacje! Zresztą samemu i tak niczego nie zmienię, ich jest tylu, więc po co nawet próbować?

Nieważne czy jestem hydraulikiem, korpoprezesem, kanarem, strażnikiem miejskim czy pracownikiem poczty — to inni robią źle. Ja jedynie to do czego zostałem przez nich zmuszony; to na co sobie sami zasłużyli. Jeżeli ja nie zarobię na nich, oni zarobią na mnie. Tu nie ma litości. Gdyby tacy nie byli, nie musiałbym wciąż knuć. Mógłbym żyć uczciwie; ale oni są wszędzie, co ja na to poradzę? Inni są bogaci, a ja co? Ja mam dzieci! One zasługują na wszystko, co najlepsze. Szczególnie jeśli mogę to wyszarpać z gardła tym złodziejskim skurwysynom! Niech maluchy biorą ze mnie przykład. Jeżeli nie nauczę swoich dzieciaków groszowego cwaniactwa, jak mają potem żyć z podniesioną głową? Moim obowiązkiem, jako rodzica, jest tak wychować dzieci, aby gdy dorosną, dawały sobie radę w świecie pełnym oszustów i naciągaczy. Bo to wszystko ich wina. Oni zawsze chcą mnie okantować; oni wszędzie widzą okazję do zysku. To oni mataczą i kłamią, żeby ukryć głupotę oraz przestępstwa członków rodzin, kolegów oraz tych, którzy mogą się jakoś za to odwdzięczyć; oni, żeby nie ponosić konsekwencji, bez mrugnięcia okiem obarczą odpowiedzialnością kogoś innego; nawet mnie! Ja tylko robię to, co sprawiedliwe, bo ja i moja rodzina jesteśmy najważniejsi. Oni i tak na bank coś mają na sumieniu; należy się im.

Jesteś u pani!

Któż z nas nie pamięta wczesnoszkolnego „To on mi kazał!”? Inni już wtedy wiedzieli jak nas podstępem podejść. Dzisiaj jest tylko gorzej: z każdej strony mnie namawiają, kuszą, prowokują, wręcz zmuszają do niewłaściwego postępowania. Byleby tylko mi zaszkodzić, zniszczyć mnie, kiedy ja nie jestem niczemu winny i zawsze chcę dobrze. A przez nich nie mogę!

To nie moja wina jako rodzica, to nie efekt olewania moich dzieci i puszczania ich na samopas; to nie konsekwencja mojego pijaństwa; bezmózgiego gonienia za hajsem; to nie następstwo mojej codziennej domowej patologii. A już na pewno nie jest to wina mojego Sebastianka! To nie jego wina, że zdemolował przystanek i zakatował przypadkowego przechodnia, który mu zwrócił uwagę. To wina GTA. Gdyby nie gry komputerowe ten chłopak byłby aniołem. Wciskają dzieciaczkom na siłę te zwyrodnialstwa… Jak ja to miałam zauważyć? Myślałam, że się uczy przy komputerze! A tam takie bestialstwo. Sebastian jest niewinny! Gry komputerowe mi go zniszczyły.

Mój mały Brajanek jest geniuszem. To nie moja wina, że jest bezczelnym gnojem. Mój pseudointeligencki roszczeniowy charakter nie miał na niego wpływu. Już mówiłem — to wybitne dziecko; po tacie. Brajan jest przyszłością narodu. Musi być bezstresowo wychowywany i mieć pozbawioną wątpliwości świadomość, że wszystko mu wolno oraz że jest najważniejszy na świecie; a na pewno lepszy od innych. Po prostu źle się uczy, nie umie pisać, czytać, liczyć i zachowywać się jak człowiek. To wszystko wina dysleksji, dyskalkulii, dysortografii, dysgrafii, depresji, ADHD i szczepionek. To ci niedouczeni wychowawcy nie umieją go niczego nauczyć. On się stresuje, a oni wymagają; jakby nie mogli mu po prostu wpisać szóstek. Umie obsługiwać tablet; aż z żoną czasem się śmiejemy, że urodził się z pilotem od telewizora w ręku! Taki jest mądry.

Nie w rezultacie naszej wieloletniej diety moja Jessica wygląda jak zmutowany prosiak . To, że co najmniej pięć razy w tygodniu żremy fastfoody, w ilościach onieśmielających przeciętnego mężczyznę nie ma tutaj najmniejszego znaczenia; ja zwyczajnie nie lubię gotować, nie będę. Nie jest otyła dlatego, że wypisałam jej zwolnienie z lekcji wf-u i że nigdy nie uprawiała sportu; nie może się dziecko spocić i rozchorować. Nie dlatego, że na pierwsze, drugie, trzecie i czwarte śniadanie zjada batony, chipsy, pączki, Nutellę i zbyt wolno uciekające koleżanki zapijając dietetyczną colą; musi jeść to, co lubi, przecież jej nie zagłodzę! Nie, to nie to. Ma to samo, co mamusia — to wszystko wina złych genów.

Jestem chrześcijaninem (muzułmaninem, świadkiem Jehowy, zielonoświątkowcem, Żydem, mormonem, etc.), wierzę w Boga, więc automatycznie jestem dobrym człowiekiem. Bóg dał mi wolę, mogę więc swobodnie decydować, jak chcę się zachować, ale gdyby (w obliczu ewentualnych konsekwencji czy niedogodności) miało się okazać, że wybrałem nie tak, jak trzeba, oznacza, że zostałem opętany przez złe moce. Nie moja wina. Szatan na każdym kroku kusi i mami. Tylko czeka, by dać mi zwodnicze podpowiedzi. Jestem tylko wątłym człowiekiem; a jemu się to po prostu udaje. Nabrał mnie; to nie moja wina! Gdyby nie podstępne diabły moje ruchy byłby bosko doskonałe, więc bezbłędne (np. nie dałbym się złapać). Jak w obliczu takiego kuszenia mogę odpowiadać za swoje czyny? To Belzebub mnie omamił i sprowadził na niewłaściwą drogę. Byłem niepoczytalny, nieświadomy, opętany; ale już mi lepiej, dziękuję. To piekielne duchy kazały mi robić te wszystkie rzeczy, przecież nie może być tak, że ja jestem temu winien; jeszcze by się okazało, że mam słaby charakter i wpływ na swoje życie. Nie; to oni mnie zwiedli.

Ona ukatrupiła ten związek. Nie moja wina, że zdradzałem i okłamywałem. Nie moja, że jestem sflaczałą pipką; nie moja, że zaborczym agresorem; że rozwydrzoną księżniczką. To ona nie była taka, jak po cichu sobie ustaliłem, że musi być. Zaniedbywała mnie; była za dobra. Oszukiwała i grała postać, którą wcale nie jest; to jej wina, że musiałem dla niej udawać macho z bajki, a potem mi się znudziło. To przez nią od lat się nienawidzimy. Ona miała zbyt duże oczekiwania; za słabo się angażowała. Kochała mnie za bardzo; za mało. Nieważne. Tu istotne jest, że to nie jest moja wina; ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Gdyby nie była taka, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej.

Za wypadki, za zaniedbania i za agresję odpowiada w pierwszej kolejności alkohol. Bezmyślny pijący jest tylko ofiarą jego chytrych sztuczek! Społeczna akceptacja picia na umór jest synonimem wolności. Rozum i charakter nie mają tutaj nic do gadania. To nie tak, że wóda luzuje hamulce, więc pokazuje moją prawdziwą twarz; no coś ty. Nie miałem wyboru. To alkohol robi ze mnie szmatę i bezmyślnego troglodytę; ja taki nie jestem.

Narkotyki? Tak samo. Dragi tworzą patologię; jakżeby inaczej? Odpalam lufkę, a jutro budzę się z AIDS w rynsztoku. Nie miałem na to żadnego wpływu! Przecież ja nie mogę odmówić, a co dopiero znać i kontrolować swoje dziecko! To, że mam w dupie co i z kim robi, co lubi i kim rzeczywiście jest, nie ma najmniejszego znaczenia. W życiu nie pozwolę, by w szkołach była rozsądna edukacja antynarkotykowa. Dilerzy dający uzależniające działki za darmo tylko czekają na to, żebym miał świadomość i wiedzę dotyczącą zagrożeń oraz konsekwencji związanych z zażywaniem narkotyków. To oni są winni. Ale najpierw one. Trzeba niszczyć życie korzystającym z narkotyków; wszystkie wrzucamy do jednego wora. Gdyby nie było narkotyków, nie byłoby dilerów, a więc bylibyśmy bezpieczni i zdrowi. Proste.

Ja miałem pecha; nie mam znajomości; poskąpiono mi talentu; urody; cierpliwości; taki po prostu jestem; nie wygrałem w totka; mi wszystko zabrali; nikt mi nic nie daje; nikt mi nic nie powiedział; urodziłem się w niewłaściwym miejscu na Ziemi; Bóg nie spełnia moich zachcianek, więc mnie nie kocha albo nie istnieje; tamten na pewno dał w łapę; a tamta dupy; na mnie się uwzięli; zazdroszczą mi; mnie nie rozumieją; to zaszkodzi ich interesom; nic nie mogę; przez innych wszystko muszę.

Jestem usprawiedliwiony. To dlatego nie mam, dlatego nie jestem. Dlatego nie mam wyboru.

Jak żyć?

Perfidne tamto; zasrani oni. Gdyby nie tamci inni wszystko byłoby inaczej. Gdyby się ich pozbyć byłoby tak, jak być powinno. Gdyby nie oni świat byłby o niebo lepszy! Nie wiem, czy jest jakieś miejsce, część życia, której te bydlaki jeszcze nie popsuły. Kto do tego dopuścił? Wiadomo. A ja biedny, niewinny w samym centrum; taki dobry, uczciwy. Gdybym tylko mógł coś z tym zrobić, coś zmienić; och, gdyby wszyscy byli tacy jak ja