Ewolucja

E

Szafowanie słowem „ewolucja” w towarzystwie nazbyt religijnych osób bywa jak przechadzka po śląskich osiedlach w szaliku Legii Warszawa. Może uda się jakoś dogadać, ale raczej nie skończy się to miło. Z drugiej strony barykady nie wygląda to jakoś bardzo inaczej. Łasi łechczącej ego wygranej ateiści mają ewolucję za słowo-wytrych. „Wierzysz w Boga? Ha, ha. Ewolucja głupcze!”.

Jak się za moment okaże, Księga Urantii także w tym obszarze odbiega od reszty religijnych podań. W ewolucji sieje jednak ferment. Nie aż tak mocny, żeby znaleźć zwolenników wśród religijnych ortodoksów — sprzyja nauce, zatem i ewolucji. Ateiści wyśmieją jednak nie tylko źródło tak definiowanej ewolucji, ale też jej domniemany cel.

Niniejsze opracowanie traktuj jak pewnego rodzaju wstęp do ewolucji w rozumieniu Księgi Urantii. Opowiem o ogólnych założeniach tego procesu, jak dalece sam go zrozumiałem; dla wsparcia zahaczę o tematy poboczne. W przyszłości pojawi się tu więcej powiązanych materiałów, jednak jeżeli jest to dla ciebie temat nowy, to najlepsze miejsce, aby zacząć.

To tylko teoria

Wyraz „ewolucja” w obiegowym języku funkcjonuje jako synonim teorii Darwina. W istocie dotyczy jednak wielu aspektów rzeczywistości; być może wszystkich. Bo ewolucja oznacza nie mniej niż „zmiany zachodzące w czasie”.

Ewoluuje język, ewoluują obyczaje. Ewoluuje rodzina. Ewoluuje kosmos, ewoluuje nauka. Ewoluuje religia. Dobór naturalny stanowi ułamek sumy nieustannych zmian. Gdy zerkniemy na wszystko z dalszej perspektywy, może okazać się, że wszystko ewoluuje.

Tu konieczna jest dygresja. Teoria Darwina ma miano teorii nie ze względu na swój niepotwierdzony, teoretyczny charakter. Wręcz przeciwnie. Teoria ewolucji biologicznej jest teorią naukową. Oznacza to, że wypływające z niej wnioski oparte są na faktach potwierdzonych zweryfikowanymi badaniami. Teoria naukowa jest w tej chwili najbardziej rzetelną i kompletną formą wiedzy naukowej. To nie teoria mowy potocznej, rozumiana jako niezgłębione jeszcze przypuszczenia. W ramach dzisiejszej wiedzy ewolucja biologiczna jest faktem, nie hipotezą. I nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie miały nastąpić poważne zmiany w fundamentach opisującej ją teorii. Wszelakie próby zdyskredytowania teorii Darwina uwagą, że „przecież to tylko teoria” świadczą wyłącznie o ignorancji.

Makro i mikro

Natura jest doskonałością Raju, podzieloną przez niekompletność, zło i grzech nieukończonych wszechświatów. Iloraz ten zatem wyraża zarówno to, co doskonałe jak i to, co częściowe, zarówno to, co wieczne jak i to, co czasowe. Ciągła ewolucja przekształca naturę, przysparzając jej zawartości rajskiej doskonałości a zmniejszając zawartość zła, błędu i dysharmonii względnej rzeczywistości.

4:2.4 (57.1)

Wszystkie materialne wszechświaty mają ewolucyjne pochodzenie. Tak wynika z Księgi Urantii. Jedyną niezmienną kreacją czasu i przestrzeni jest centralny wszechświat Havona, stworzony jako doskonały bezpośrednio myślą Wszechświatowego Ojca i słowem Wiecznego Syna; centrum wszystkiego, co istnieje i przedsionek Raju. Na zewnątrz od Havony wszystko doskonali się w czasie, a tym samym zbliża statusem do centrum. Stwórczy plan Michałów, nomen omen Synów Stwórców, zawsze realizuje się przez stopniowy rozwój; tak materialny czy intelektualny, jak i duchowy. Ewolucja leży w naturze każdego elementu wielkiego wszechświata.

Rozwijają się mgławice, a z nich powstaną ewoluujące planety. Rozwijają się planety. Najpierw, żeby mogło pojawić się na nich życie, potem by zapewnić mu jak najlepsze warunku do dalszego rozwoju. Bo i samo życie się rozwija. Od tego najprostszego — zupełnie mechanicznego, które po niezliczonych ewolucyjnych przeobrażeniach w końcu wykształci umysł zdolny przyjąć i czcić Boga. Wraz z postępem biologicznym istot obdarzonych wolą, rozwijają się obyczaje, rodzina, język, kultura; umysł, nauka i religia. Z ewoluującym na tych planetach duchem rozwija się nadludzka administracja; a z nią systemy, wszechświaty, konstelacje, sektory i superwszechświaty.

Ewolucja jest podstępna, a przez to bywa niedoceniana. Jej wpływy są tak rozwleczone w czasie, że wręcz niezauważalne dla całych pokoleń. Bo skoro mój dziadek i tata byli jak ja, mieszkali w tym samym domu co ja, wierzyli w to samo, w co wierzy się dzisiaj, to gdzie te zmiany? Nasza wyobraźnia nie sięga dalej niż te dwa pokolenia wstecz; ego ma jeszcze mniejszy zasięg. Dlatego tak łatwo o kreacjonistów. Dlatego też ateiści nie chcą zauważyć zacieśniającego się monoteizmu.

Ewolucja jest też cierpliwa. I dąży do boskiego celu. Nieprzerwane współdziałanie na wszelkie sposoby sprzężonych ze sobą elementów materialnej rzeczywistości owocuje narodzinami, a potem też i wzrostem nadmaterialnej duszy. Ewolucja, tak jak ją widzi Księga Urantii, na każdym poziomie wspiera ludzi, a człowieka w realizacji najważniejszego boskiego przykazania: „Bądź doskonały, nawet tak, jak ja jestem doskonały”.

Z Bogiem

Ewolucja wszechświatów rozprzestrzenia objawienie Bóstwa żyjącym w nich istotom. Składowe wszechświata świętują punkty kulminacyjne — zapowiedzi kolejnych epok życia — a te niosą im wyraźniejszy i szerszy obraz Boga. Im więcej Boga w nas, tym więcej na całym świecie. A kiedy mocniej urzeczywistniają się jego lokalne działania, łatwiej dostrzec go w pozostałych rejonach wszechświata. Tak jak ludzkość, kosmos zmierza do doskonałości; my na podobieństwo Boga, materialny wszechświat na podobieństwo Raju.

Zanim zapytasz, gdzie niby tego Boga można u nas spotkać, przypomnę ci o ewolucji. Materialną najlepiej widać, ok, pamiętaj jednak, że duchowy postęp nie odnosi się do materii; nawet kiedy na rzeczach materialnych się wspiera. Bóg jest duchem. I tylko tak się objawia; sam najlepiej wiesz, czy kiedyś go poczułeś. Obecność Boga nie rezonuje fizycznym cudem. Prawdziwa religia nie szuka dowodu; a już na pewno nie obnosi się z nadprzyrodzoną mocą. Duch jest jeden, ale ludzkie religie oryginalne, więc jeżeli kiedyś to poczułeś, to inaczej niż ja. Prawdziwa religia ewoluuje miłością, dobrem, pięknem i osobistym spokojem ducha (czyż nie właśnie tym jest Bóg?).

U nas nie jest najlepiej z miłością i resztą, wiadomo, ale podobno dopiero się rozkręcamy. A ledwo zaczęliśmy, dopadły nas perturbacje. Ewolucja oczywiście postępuje, rozwijamy się, ale nierówno i niepowtarzalnie. Witaj na Urantii. W pewnych aspektach ziemska ewolucja (w tym przykładzie społeczna) utknęła w „stadium barbarzyństwa”. Nazwa przemawia za siebie.

Punkty kulminacyjne dzieli tysiące lat płynnego postępu. Na pewno słyszałeś o Jezusie Chrystusie. Zauważ, jak niepozorny cieśla z Nazaretu zmienia świat na lepsze; nawet kiedy jego biografia jest wypaczana. Autorzy Księgi Urantii wskazują wcielenie Michała, jako taki właśnie kluczowy punkt w rozwoju naszej planety (a nawet całego wszechświata). Wcześniejszą historię Adama i Ewy w przeciągu 40 000 lat tak zmitologizowaliśmy, że nikt już jej nie traktuje serio. O poprzedzającym Eden punkcie dawno nie pamiętamy. Jak mielibyśmy rzetelnie badać zmiany trwające dziesiątki i setki tysięcy lat? Na innych światach to widzą. Znają Księcia Planetarnego, Adama i Ewę i Synów obdarzających. Oni im świadczą o Bogu, w ich osobach mają dowody. My jesteśmy agondonterami. Dla nas przyjęcie tych prawd to kwestia wiary.

Kiedy elementy składowe wszechświata lokalnego ustanawiane są kolejno w światłości i życiu, Bóg Siedmioraki objawia się coraz intensywniej. Na planecie, ewolucja czasowo-przestrzenna zaczyna się wraz z pierwszą ekspresją Boga Siedmiorakiego – władającego związku Syna Stwórcy i Stwórczego Ducha. Wraz z ustanowieniem systemu w światłości, połączenie Syn-Duch osiąga pełnię swego funkcjonowania; a kiedy cała konstelacja zostaje tak ustanowiona, drugie stadium Boga Siedmiorakiego intensywniej uaktywnia się w takiej domenie. Z ukończeniem ewolucji administracyjnej wszechświata lokalnego związane są nowe i bardziej bezpośrednie posługi Duchów Nadrzędnych superwszechświata; i w tym punkcie zaczyna się również wciąż poszerzające się objawienie oraz uświadamianie sobie Boga Najwyższego, które osiąga punkt kulminacyjny w zrozumieniu Istoty Najwyższej przez wznoszącą się istotę, kiedy przechodzi ona światy szóstej orbity Havony.

56:7.2 (642.2)

Ucz się, ucz…

Zapis w Biblii, jakoby Bóg stworzył człowieka na swój obraz, stał się źródłem niesnasek. U niektórych wierzących fakt ów włącza tryb „religijnego lenia”. Stwórca powołał ich do życia na swoje podobieństwo, a go przecież nie trzeba ulepszać. Na co więc Bogu ewolucja? Oni, tak jak i Bóg, są, jacy są. Ateiści dostali (kolejny) dowód na to, że religijne nauki to bzdury; kto o zdrowych zmysłach przyzna, że w ludziach jest cokolwiek z doskonałości? Księga Urantii, w pewnym sensie, potwierdza obie wersje.

Ojciec Wszechświatowy z łatwością mógłby uczynić i ciebie i mnie doskonałymi. Jednym słowem. Powołuje zresztą do życia istoty, którym daje doskonałość. Te jednak takie po prostu są. Nam dał możliwość uczenia się i gromadzenia doświadczeń, żebyśmy doskonali się stali. Na jego obraz; i zawsze zgodnie z własną wolą. W tej chwili może być trudno taki przywilej docenić, ba, wielu dopatrzy się w tym raczej napiętnowania lub kary. W przyszłości będziemy jednak za to wdzięczni. Przynajmniej tak obiecuje Księga Urantii. Tylko człowiek wie, jak to jest dotrzeć na szczyt z samego dna; a zrobisz to tak, jak nikt inny. Tylko my zapracujemy na to własną determinacją; tym ciężej, im los nam mniej sprzyja. Rozwój jest następstwem zmian; „Na ziemi jako i w niebie”. Jak kosmosem targają eksplozje, a planetami kataklizmy, tak i człowiek wzrasta w cielesnych i duchowych zawieruchach. Nikt nie będzie zahartowany jak my.

Jakże to przemyślany akt twórczy. Bóg potrafi sam tworzyć rzeczy doskonałe ot tak. To jasne. Nas jednak wybrał na swoich partnerów — tworzymy doskonałość razem z nim i w jego imieniu. Brzmi to zuchwale, ale bez nas ten rodzaj doskonałości byłby dla Boga niewykonalny! Istota doskonała nie wie, jak to jest nie być doskonałą; i ty i ja to wiemy. Nie dowie się, jak to jest doskonałą się stawać; my właśnie się dowiadujemy… Jedną z niesamowitych prawd, jakie niesie Księga Urantii, jest to partnerstwo człowieka i Boga. Ucząc się i rozwijając — ewoluując — tworzymy (oby) lepszą wersją siebie. To całkiem logiczne. Mniej intuicyjnym aspektem tego tworzenia, jest wpływ na otoczenie — przecież nasze postawy i zachowania również je kształtują. Kiedy postępujesz, jak pragnie tego Ojciec, wzrastasz i z nim, ramię w ramię, tworzysz coraz doskonalszą rzeczywistość. I tylko ty możesz to zrobić. Mało tego — nie zapominajmy, że Bóg jest w każdym z nas — wyłącznie ty możesz zapewnić mu tak unikalne doświadczenia.

Ojciec Wszechświatowy nie jest monarchą o żelaznych dłoniach. Raczej kompozytorem lub nauczycielem muzyki. Cała ta hierarchiczna struktura, rzesze niebiańskich istot i mnogość czasochłonnych mechanizmów nie służą utrzymaniu ani nawet demonstracji władzy, jak wielu to interpretuje. Wręcz przeciwnie. To sala koncertowa dla naszej i przez nas wspieranej ewolucji. Bóg przygotował akompaniament, abyśmy zechcieli nauczyć się nut swoich partii, a potem pod jego batutą i z jego orkiestrą skomponowali idealny utwór.

Tik, tak

Niedoskonałość świata, aż nadto widoczna gołym okiem, nie jest boską pomyłką. Raczej jedyną drogą do celu. A w rzeczywistości integralną składową ewolucji. Nieważne jak bardzo chcemy, żeby było inaczej, tak to właśnie działa. Ewolucja, a tak naprawdę Bóg za jej pośrednictwem, tworzy coś z niczego. Jak doskonałe rzeczy w Raju. Tutaj z niewielką różnicą, bo między niczym a docelowym czymś nastąpi ogrom zmian. A te potrzebują czasu. Mnóstwa czasu.

O ewolucji biologicznej Nosiciele Życia mówią tak: „Jeżeli zdumiewa was tak duża ilość czasu potrzebnego na ewolucyjne zmiany rozwijającego się życia, chciałbym powiedzieć, że nie możemy zaplanować procesów życiowych tak, aby rozwijały się szybciej, niż pozwalają na to fizyczne przeobrażenia planety. Musimy czekać na naturalny, fizyczny rozwój planety; nie mamy żadnego wpływu na ewolucję geologiczną. Gdyby warunki fizyczne na to pozwalały, pełną ewolucję życia zorganizowalibyśmy w mniej niż milion lat. Podlegamy jednak jurysdykcji Najwyższych Władców z Raju, a w Raju czas nie istnieje”.

Dostajemy tutaj dwie podpowiedzi o wspólnym mianowniku pt.: „Ile potrzebuję czasu?”. Rzeczom martwym czas jest obojętny. Ewoluująca planeta jest cierpliwa. Nieważne jak długo ma czekać, aż ewolucja zrobi swoje; nie zastanawia się nad tym, w co powinna się rozwinąć ani kiedy w końcu to nastąpi. Ma cały czas na świecie. Ale planeta i tak o to nie zapyta. Osobowości bezczasowe również tego nie zrobią. Nie wiem, jak to jest, kiedy „czas nie istnieje”, ale skoro w Raju go nie ma, obywatele Wyspy na pewno go nie potrzebują.

Tego typu rozważania może snuć wyłącznie żywa, inteligentna istota, która czasem jest obarczona. Jak my. Czy ewolucja trwa długo? Czy zaczęła się dawno temu? To jak pytania retoryczne. Gdzie jednak leży granica między długo, a krótko? Między dawno temu, a niedawno? To raczej temat na (długie?) filozoficzne dysputy, bo wiele zależy od cierpliwości. Czy raczej od subiektywnych korzyści. Czy czterogodzinny seans filmowy będzie długi? To zależy, jaki to film i z kim go obejrzę, odpowiesz… Czterdziestopięciominutowa lekcja będzie krótka? Zależy, o czym i jak poradzi sobie wykładowca. Dwie godziny czekania na posiłek? Trzydzieści lat spłacania kredytu? Do pełnoletności? Do emerytury? „Zależy”. Kalkulacja celu wydaje się mieć tu największe znaczenie — ile czasu muszę poświęcić, aby zyskać to, co mam za korzyść.

Dla człowieka intuicyjną miarą czasu jest średnia, czy przewidywana długość życia. Nie wiemy, czy mamy go więcej, zatem chcemy ze wszystkim zdążyć. Dlatego też liczymy, że albo już byliśmy świadkami, albo, że wkrótce doświadczymy kluczowych, historycznych wydarzeń. Z szerszej perspektywy, „długo” wyznacza okres, który znacząco uszczupla, albo przekracza długość przeciętnego ludzkiego życia. Najbliższym (a więc i sobie) życzymy stu lat, miliardy, jakich potrzeba ewolucji są abstrakcyjne.

A gdybyśmy mieli nieskończoną ilość czasu? Potrzebowalibyśmy wtedy w ogóle słowa „długo”? Moglibyśmy czekać i czekać, potem jeszcze trochę poczekać, a i tak niczego w tym czasie by nam nie ubyło. Czy upłynęłaby minuta, rok czy bilion lat i tak przed sobą mielibyśmy tą samą, nietkniętą i nieuszczuploną wieczność. Czy z takiej perspektywy ewolucja nadal trwa długo? Wejdźmy w buty istoty, która żyje już, powiedzmy miliard lat. Czy dla takiego kogoś milion lat to długo? Nawet pomijając jego potencjalną, nieskończoną przyszłość, taki okres to zaledwie tysięczna tego, co przeżył. Włączam kalkulator. Tysiąc tygodni to nieco ponad 19 lat. Czy dziewiętnastolatek powie, że tydzień do długo? A kiedy zapytamy go o milion lat?

Prawdziwa religia pozwala nam wierzyć, że śmierć nie kończy tego, co ważne. Nigdzie się nam nie śpieszy. Szczera wiara uczy więc cierpliwości. Jeżeli jednak zbyt często zerkasz na zegarek, pamiętaj, że najważniejszą decyzję swojego istnienia możesz podjąć już (i w każdym) teraz.

Tak jak ewolucja umysłu zależna jest od powolnego kształtowania się warunków materialnych i jest przez nie opóźniana, tak i postęp duchowy zależy od rozwoju umysłowego i nieodmiennie jest odwlekany przez opóźnienia intelektualne. Nie oznacza to jednak, że ewolucja duchowa zależy od edukacji, kultury czy mądrości. Dusza może się rozwinąć niezależnie od kultury umysłowej, ale nie przy braku umysłowych zdolności i dążeń – wyboru wiecznego życia i decyzji osiągania coraz większej doskonałości – czynienia woli Ojca w niebie. Chociaż zdobycie wiecznego życia może być niezależne od posiadania wiedzy i mądrości, postęp zależy od nich z całą pewnością.

65:8.4 (739.8)

Nagle

Pośredni z Urantii instruują: „Pamiętajcie, że przebieg postępującej ewolucji podlega nagłym i niespodziewanym okresowym zmianom, tak na materialnych, jak i na duchowych światach”; z kolei Nosiciele Życia mówią, że „kiedy dojrzeją warunki materialne, mogą nastąpić nagłe przeobrażenia psychiczne; kiedy sprzyjający jest stan umysłu, mogą pojawiać się nagłe przemiany duchowe”; w innym miejscu, że „nagłe pojawianie się nowych gatunków i zróżnicowanych klas organizmów żywych jest całkowicie biologiczne, zupełnie naturalne. W tych mutacjach genetycznych nie ma nic nadnaturalnego”.

Kiedy mowa o ewolucji Przekazy Urantii lubią wyraz „nagle”. To tylko przykłady, niemniej Księga wielokrotnie wspomina o nagłych przemianach (żeby nie powiedzieć przeskokach) ewolucyjnych. Także tych biologicznych. Bo o ile przeobrażenia umysłu czy ducha są nieuchwytne, to naturę przecież obserwujemy. Ślady życia roślinnego znajdujemy w życiu zwierzęcym; badamy organizmy, które rozwinęły się od najprostszych do bardzo złożonych. Ale to właśnie te nagłe zmiany uniemożliwiają nam załatanie wszystkich ewolucyjnych luk. Zakładamy, że przejścia między gatunkami są płynne, jednak pewnych ogniw będzie brakować zawsze. Nie dlatego, że nie potrafimy ich znaleźć, ale dlatego, że nigdy nie istniały. Jaki kierunek nauce nadałoby udowodnienie takiej tezy (od jakiegoś czasu mowa o eksplozji kambryjskiej)? Tym bardziej że sami autorzy Księgi zaprzeczają, by w tych nagłych zmianach było coś nadnaturalnego; nie są też dziełem przypadku. To nie „ręka Boga” ni meteoryt. To ewolucja.

Przypadek? Nie sądzę

Bóg nie stworzył świata pojedynczym aktem, ustanawiając go takim, jakim jest. Ewolucja jest faktem i tylko wybitni ignoranci mogą twierdzić inaczej. Niemniej Księga Urantii może być wodą na młyn dla ateistów. Bo choć ewolucja nie zawsze jest zrozumiała ani tym bardziej przewidywalna, absolutnie nie jest przypadkowa. (Naukom o ewolucji, jakie daje Księga Urantii najbliżej do filozoficznej postawy zwanej ewolucjonizmem teistycznym).

Wszechświat nie był nieunikniony; nie jest samoistny ani nie powstał zrządzeniem losu. Istnieje jedna przyczyna wszelkich przyczyn. Śledztwo tropem źródeł i powodów zawsze prowadzi do niego. W tych dociekaniach błądzimy, bo obieramy niewłaściwy kierunek. Bóg nie jest wytworem, ale źródłem idealizmu. Nie my stworzyliśmy Boga, aby zogniskować koncepcje prawdy, piękna i dobroci, ale to Bóg stworzył nas, zdolnych rozumieć te pochodzące od niego, najwyższe wartości. Jest tylko jeden wieczny prawodawca. Procesy ewolucyjne wszechświatów, planet i ludzi od zawsze postępują i zawsze będą postępować zgodnie z wiecznym planem i celem Wszechświatowego Ojca. Taka bowiem jest jego wola.

Cel

Ojciec Wszechświatowy i Wieczny Syn zaplanowali, a we współpracy z Nieskończonym Duchem realizują działania prowadzące całe wszechświatowe stworzenie do wiecznej perfekcji. Trzy Osoby Bóstwa łączą się, przenikają, w sposób tak złożony i spójny, że funkcjonują jako Jeden Bóg. Nie działają jednak sami.

Wszyscy jesteśmy częścią tego projektu; czy nam się to podoba, czy nie. To o nas rzekli: „Uczyńmy istoty śmiertelne na nasz własny obraz”; to ten mityczny sens życia. Cała przeszłość i cała przyszłość, wszystko, co się stało i co się wydarzy — to wszystko, co teraz jest, dzieje się z tego powodu. Ale mówiąc wszyscy, nie mam na myśli wyłącznie ludzi. To plan, w którego realizacji bierze udział każda żywa istota. Od samego Ojca Wszechświatowego i jego wiecznych partnerów, przez wszelakie istoty duchowe i morontialne, na najniższych zwierzętach kończąc. Bóg spaja to, co doskonałe i doprowadzone do doskonałości z tym, co się doskonali. To właśnie ogrom tego przedsięwzięcia uniemożliwia dostrzeżenie jego większej części podczas jednego życia.

Nie wiem, jaki jest cel ewolucji. Za każdym etapem zawsze następuje kolejny. Okazuje się więc, że banały w stylu „nie liczy się cel, ale sama droga” mają w sobie więcej prawdy, niż może się zdawać. Aktualnym celem wielkiego wszechświata jest stać się doskonałym tak jak Havona; my możemy dotrzeć do Boga i stawać się doskonałymi nawet jak on sam. Doprowadzone do doskonałości superwszechświaty, w przyszłych epokach staną się częścią szlaku wznoszenia się do Raju dla istot, które zaludnią formujące się obecnie kreacje zewnętrzne; my tym młodszym, dorastającym rodzeństwem się zaopiekujemy. Tak przynajmniej przypuszczają autorzy Księgi Urantii; ale finału tej podróży nie znają nawet oni…

Wieczny cel wiecznego Boga jest wysokim duchowym ideałem. Wydarzenia czasu oraz trudy materialnej egzystencji są zaledwie tymczasowym pomostem, łączącym z drugą stroną, z ziemią obiecaną rzeczywistości duchowych i niebiańskiej egzystencji. Jest oczywiste, że wam śmiertelnikom trudno jest zrozumieć ideę wiecznego celu; praktycznie nie potraficie zrozumieć myślenia wieczności, czegoś, co się nigdy nie zaczyna i nigdy nie kończy. Wszystko, co znacie, ma swój koniec.

32:5.2 (364.4)

Postęp

Zgodzimy się (prawie) wszyscy, że ewolucja organiczna jest faktem. Według Przekazów Księgi Urantii celowa ewolucja jest prawdą. Rozumiem, dlaczego nauka wyklucza udział celowych i inteligentnych sił w procesie ewolucji. Sam jestem przeciwnikiem stawiania najłatwiejszych odpowiedzi, a Bóg luk jest zjawiskiem wyłącznie szkodliwym.

Nie wiem, jakie zmiany powinny zajść w naszym myśleniu (oby były nagłe…), ale wciąż zadziwia mnie ludzka megalomania. Ustaliliśmy ramy długotrwałego i skomplikowanego przecież procesu, jakim jest ewolucja, by za chwilę uznać je za ostateczne. Procesu, który nie dość, że znamy od ledwo dwustu lat, to jeszcze sami w nim uczestniczymy, więc badamy wyłącznie od wewnątrz. Już tylko to powinno budzić wątpliwości. Manewrujemy w tych ramach, udając, że mamy aż nadto danych, aby nie musieć ich kwestionować. Jakbyśmy nie wiedzieli, że pochodzą z okresu, który z perspektywy wszechświata (który też przecież ewoluuje) jest rzędu błędu statystycznego. I chociaż widzimy, że postęp jest wszechogarniający i wielotorowy, pojęcie chociażby ewolucji umysłu dopiero raczkuje; o ewolucji religii czy duszy nie ma sensu nawet wspominać. A co jeżeli sama ewolucja ewoluuje? My i tak niezmiennie wiemy już wszystko.

To nie tak, że krytykuję naukę samą w sobie. Ubolewam raczej nad (także swoim) ludzkim pierwiastkiem, który ją truje. Nie tylko ateistycznym, ale zawsze egoistycznym. Nauka bywa dogmatyczna, zgoda, odnoszę jednak wrażenie, że jadowite łapy religijnych hierarchów sięgają wszędzie; i od zawsze. Dlatego ateizm musi być uparty, a nauka świecka. W innym wypadku nasz postęp mógłby być jeszcze wolniejszy.

(Prawie) wszyscy wyczekujemy zmian na lepsze i lepszych czasów; nawet jeżeli nie wiemy, co to w ogóle znaczy. Ewolucja robi swoje i duchowego zrywu na naszym świecie możemy być pewni. Może nagłego jak obdarzenie Synem Boga. Może spokojnego, gdy nauka zrozumie, że zmierza w tym samym co religia kierunku; gdy religia, zamiast w nauce mieć wroga, dostrzeże w niej sprzymierzeńca. Bo ewolucja jest religijna. Najcenniejszą w tym kontekście radą służą przytoczonym wcześniej Przekazem istoty pośrednie: „Nie popełniajcie tego kardynalnego błędu, kiedy wyczekując czasów objawienia się królestwa, nie ustanawiacie go we własnych duszach”.