Księga Urantii nie jest typowym dziełem religijnym. U swoich źródeł ma wprawdzie Boga, przebudowuje jednak fundamenty tego, co nazywamy religią, burząc przy okazji skostniałe dogmaty. Te różnice ujawniają się również, kiedy dotyka historii czy nauki. W przeciwieństwie do wielu religijnych wieszczy, autorzy Przekazów nie przeczą faktom naukowym. Nie negują teorii ewolucji, nie rozgłaszają cudów ani nie nadają ziemskiemu życiu (także ludzkiemu) pompatycznej wyjątkowości. I choć Księga Urantii nie aspiruje do miana pracy naukowej, łata dziury w powszechnej wiedzy.
Opisuje np. nieznane nam szczegóły historii Ziemi. Od samego zarania, gdy wyłoniła się jako część Układu Słonecznego, przez początki życia, jego ewolucję, by przedstawić w końcu genezę i przeznaczenie gatunku ludzkiego.
Jest w tym wszystkim jeden wyjątkowo ciekawy fragment przedludzkiej historii. Chociaż leży przede wszystkim w polu zainteresowania dzieci (i studentów paleontologii), a media mielą i zniekształcają go dla ogólnej rozrywki, jestem przekonany, że ty też zadawałeś sobie pytanie: „Czemu wyginęły dinozaury?”. Księga Urantii przedstawia swoją wersję wydarzeń.
Przed
Zanim poszukam odpowiedzi na to frapujące wielu pytanie, cofnę się w jeszcze dalej w czasie i opowiem pokrótce o przedstawionych w Księdze Urantii początkach tych fascynujących gadów. Odnośniki do bardziej szczegółowych opisów historii naszej planety znajdziesz w materiałach powiązanych.
Przez miliardy lat stygnięcie skorupy nowo powstałej planety, wyniesienia lądu oraz ochładzanie oceanów stopniowo zmieniały ziemski klimat. Życie pojawiło się w wodach i stamtąd cierpliwie ewoluowało. To skomplikowany i bardzo, ale to bardzo długi proces. W końcu, około 150 milionów lat temu wypełzło na ląd. Gady, bo o nich będzie mowa, pojawiły się na Ziemi jakieś 10 milionów lat później. Nagle i w formie całkowicie ukształtowanej; mają jedynie dwóch przodków. Gromada gadów dynamicznie się rozwijała, szybko ewoluując w krokodyle, gady łuskowe. Później również w gady latające i węże morskie. Ci przodkowie dinozaurów szybko wyginęli.
Gwałtownie ewoluujące gadzie dinozaury zaczynały dominować na Ziemi w tej samej epoce. Co okaże się kluczowe dla ich przetrwania, od innych ówczesnych zwierząt odróżniał je słabo rozwinięty układ nerwowy. Niewielki, ważący mniej niż pół kilograma mózg, będzie musiał kontrolować ciała ważące nawet 400 ton! Zanim jednak gady przekształciły się w tak gigantyczne potwory, z jakimi najczęściej kojarzymy dinozaury, były zdecydowanie mniejsze. Na początku wyłącznie mięsożerne, poruszały się na tylnych nogach, podobnie jak kangury. Miały puste, ptasie kości. Później rozwinęły trzy palce u tylnych nóg (wiele odcisków ich stóp mylimy z podobnymi śladami wielkich ptaków). Dinozaury roślinożerne rozwinęły się później. Te poruszały się na wszystkich czterech nogach.
W ramach ciekawostki dopowiem, że zaledwie kilka milionów lat po wyewoluowaniu pierwszych gadów, pojawiły się na Ziemi również ssaki bezłożyskowe. Żaden z nich jednak nie przetrwał. Była to eksperymentalna próba doskonalenia gatunków ssaków, ale się tu nie powiodła.
Ten początkowy gadzi okres trwał ponad 25 milionów lat. My nazywamy go triasem.
Park Jurajski
Nowe stadium epoki gadów rozpoczęło się 120 milionów lat temu. To w tamtym okresie dinozaury, gdy mowa o ich gabarytach, rozwinęły się, osiągając swój szczyt; następnie praktycznie wyginęły.
Gady jako takie występowały wtedy we wszystkich możliwych rozmiarach. Od mniejszych półmetrowych gatunków po ogromne, roślinożerne odmiany o długości dochodzącej nawet do dwudziestu trzech metrów. Jak dotąd masą nie dorównało im żadne ziemskie stworzenie.
Największe dinozaury pochodziły z zachodniej części Ameryki Północnej. Te monstrualne gady są pogrzebane w całym rejonie Gór Skalistych, wzdłuż całego atlantyckiego wybrzeża Ameryki Północnej, w całej Europie zachodniej, Afryce Południowej i Indiach, ale nie ma ich w Australii.
60:2.2 (687.3)
Dinozaury królowały na Ziemi. Co do tego nie ma wątpliwości. Opanowały ląd do tego stopnia, że w trakcie okresu wylewania mórz dwa gatunki wróciły do wody. Ewolucja działa czasem i w ten sposób. Pojawiały się nowe, inne gatunki pozostawały bez zmian, podczas gdy pewne odgałęzienia wracały do stadium poprzedzającego. Ewolucyjnym krokiem wstecz były np. węże morskie. Te również nie były zbyt bystre. Długość tych ichtiozaurów dochodziła do piętnastu metrów (większość przekraczała 10 metrów), ale ich mózgi nie ważyły nawet 60 gramów.
Walka o przetrwanie dwa inne gatunki wyniosła w powietrze. Latające dinozaury nie były jednak bezpośrednimi przodkami ptaków. Wyewoluowały z gadów skaczących, a ich skrzydła, o rozpiętości od sześciu do siedmiu i pół metra, były nieopierzone. Podobnie jak węże, miały rozdzielające się szczęki. Reprezentują one wymarłe odgałęzienia przodków ptaków.
Okres obejmujący szczyt rozwoju i początki wymierania dinozaurów, nazywamy jurajskim; trwał prawie 25 milionów lat.
Apokalipsa
Dinozaury wyginęły. To również niepodważalny fakt. Księga Urantii nie potwierdza jednak naszych apokaliptycznych przypuszczeń, jakoby przyczyną wymarcia tych olbrzymich stworzeń były następstwa uderzenia asteroidy. Odpowiedź na główne pytanie niniejszego opracowania jest prozaiczna i niezbyt ekscytująca: Dinozaury wymarły, bo były zbyt głupie i zbyt duże. Należy także mieć na uwadze, że trwało to dziesiątki milionów lat. Wprawdzie część materiału archeologicznego, jakim dysponujemy, może sugerować, iż schyłek tych wielkich gadów nastąpił nagle, ale nie tak było.
Dinozaury, w miarę jak rosły coraz większe, stawały się coraz powolniejsze i coraz słabsze. Z racji swoich gabarytów potrzebowały ogromnej ilości pożywienia, a Ziemia była tak nimi tak zatłoczona, że dosłownie zagłodziły się na śmierć. Węże morskie stały się tak ślamazarne, że nie były w stanie obronić swych wielkich ciał. Dinozaurom brakowało inteligencji i nie były w stanie zapewnić sobie odpowiedniej ilości pokarmu. Sama fizyczność nie wystarczyła. Ginęły systematycznie i w coraz większych ilościach. 100 milionów lat temu epoka dinozaurów zbliżała się ku końcowi.
60 milionów lat temu, a więc już po upływie sześćdziesięciu milionów lat od początków ich wymierania, wielkie dinozaury nadal panowały na lądzie. Ale ich rządy chyliły się ku końcowi. Władzę zaczęły przejmować bardziej zwinne i ruchliwe gatunki mniejszych, skaczących, kangurowatych odmian mięsożernych dinozaurów. Miały one stosunkowo duże mózgi i to właśnie z nich, później, 50 milionów lat temu wykształciły się ssaki łożyskowe. Te dalej rozwijały się i to w wielu różnych kierunkach. Dały początek nie tylko współczesnym odmianom ssaków, ale wyewoluowały także w gatunki morskie (np. wieloryby) oraz latające (np. nietoperze). Dinozaury wymarły ostatecznie około 35 milionów lat temu. Po cichu i bez fajerwerków.
Od tego czasu ewolucja ruszyła drogą rozwoju mózgu, a nie w kierunku masy fizycznej. Kształtowanie mózgów będzie charakterystyczne dla każdej kolejnej epoki ewolucji zwierzęcej i rozwoju planetarnego. Kto wie, jak wyglądałby dzisiejszy gatunek ludzki, gdyby nie braki w inteligencji dinozaurów.
Wraz z wyginięciem dinozaurów nastąpiły pewne, znaczne przemiany w różnych odgałęzieniach rodziny jaszczurek. Przetrwali członkowie wczesnych rodzin gadzich to żółwie, węże i krokodyle, wraz z czcigodną żabą, jedyną ocalałą grupą reprezentującą wcześniejszych przodków człowieka.
61:2.6 (695.4)
PS Nadchodzi koniec
Nie mam ciągotek naukowych, zastanawia mnie jednak dlaczego w kwestii tragicznego losu dinozaurów tak bardzo się mylimy. Jak zaznacza Księga Urantii nasz materiał archeologiczny jest nie tylko niepełny, ale i może wprowadzać w błąd. Czy rzeczywiście wyłącznie w tym tkwi problem? W ramach dygresji wysnułem luźne uzupełniające teorie na ten temat.
Zamęt wprowadzać może perspektywa czasu. Zdania naukowców są podzielone, aczkolwiek szacuje się, że gatunek ludzki pojawił się na Ziemi kilkaset tysięcy lat temu. Początki ludzkiej ewolucji datuje się na okres sprzed dziesięciu miliomów lat. Księga Urantii wskazuje, iż Ziemia została zarejestrowana jako świat zamieszkały (w momencie pojawienia się istot zdolnych do kierowana się wolą) około milion lat temu. Kiedy porównamy to do życia dinozaurów, wyjdzie, że okres samego ich wymierania był kilkadziesiąt razy dłuższy niż całkowity czas istnienia naszego gatunku! Być może nasz punkt widzenia jest tak wąski, że nawet jeśli potrafimy posłużyć się ogromnymi zakresami czasowymi w obliczeniach, to i tak nie będziemy w stanie wyobrazić sobie zmian, jakie mogą wtedy zachodzić? Nagłe, a zatem zdecydowanie szybsze rozwiązanie sprawy na pewno ułatwia zrozumienie takich okoliczności.
Ego również może zwodzić nas na manowce. Dinozaury były dominującym gatunkiem na Ziemi; teraz to my nim jesteśmy. Porównania nasuwają się same. Jakże by to mogło być, że rządzący światem byli zbyt głupi i wykończyli się sami? Takie rzeczy się przecież nie dzieją… Jak zatem zniszczyć tak potężny gatunek, jak nasz? Musiała maczać w tym palce jakaś jeszcze potężniejsza siła!
Z podobnych powodów media rozrywkowe tak bardzo kochają inwazje obcych, śmiercionośne wirusy czy anomalia natury; „Armageddon” to przecież klasyka kina katastroficznego. Religie wcale nie ustępują im pomysłowością. Lubimy się bać. A potem, z łopoczącą flagą w tle, bohatersko wygrywać. I z jednej strony jesteśmy tak wielcy, że tylko większa siła mogłaby nas pokonać, z drugiej zaś są pośród nas ci jeszcze więksi. To oni ostrzegą, a potem uratują cię przed wywołującą raka dziurą ozonową, dziesiątkującą gatunek pandemią i zalewającymi kontynenty, rozmarzającymi lodowcami; opcjonalnie, przed antychrystem i jeźdźcami apokalipsy. Pędzącą w stronę Ziemi — taką samą właśnie, jaka zabiła majestatyczne dinozaury — asteroidę też na czas zauważą. Więc nawet kiedy (tego, czego bez nich nawet byś nie był świadomy) się boisz, to powinieneś tylko trochę. Bo oni czuwają. Wystarczy, że będziesz im zawsze i w każdej kwestii ufał.