Czym Księga Urantii nie jest

C

Księga Urantii nie jest świętym pismem. Mówi o religii i dotyczy sfery ducha, na próżno jednak szukać w niej zakazów czy wytycznych, którędy iść po jedynej słusznej duchowej drodze. Potencjał sektogenny Księgi jest marginalny. Nie ma tam miejsca dla nieomylnych kapłanów czy namaszczonych guru, którzy w imieniu bóstwa ustalą procedury zbawienia. Przekazy Urantii rozprawiają się z mitami i zabobonami. Nie gloryfikują lęku ani nie idealizują bezsensownego cierpienia. Nie znajdziesz tam gróźb ani świętych metod rozwiązania problemów. Księga Urantii nie tworzy nowej religii ani nie dyskredytuje tych już istniejących. Nie nadaje się na broń w ideologicznej walce, bo nie przyznaje wierzącym racji ani nie wyprowadza ateistów z błędu.

Księga Urantii nie jest publikacją naukową. Odwołuje się do historii, biologii, fizyki czy chemii, lecz nie po to, by cokolwiek udowadniać. Nie konkuruje z nauką ani nie widzi w niej wroga. Przeciwnie — eksponuje ją jako podstawę rozwijającej się cywilizacji.

Księga Urantii nie jest łatwa. Nie jest tym, czym leniwie wierzący chcieliby, żeby była — nie stawia ich na piedestale i nikogo nie piętnuje. Nie jest też tym, czym wojujący ateiści chcieliby, żeby była — godzącą w zdrowy rozsądek metaforą.

Księga Urantii nie ma mocy cudownego nawracania. Nie zaprowadzi Cię za rączkę do Raju. Redefiniując religię, wolną wolę czy grzech oddaje odpowiedzialność za życie. Chwieje religijnymi fundamentami wierzących. Niewierzących prowokuje, aby odświeżyli swój stosunek do ateizmu. Lektura Przekazów nie gwarantuje szczęśliwego życia ani zbawienia. To doping, abyśmy zechcieli w końcu dojrzeć.

Możesz w Księdze Urantii szukać wiedzy. Możesz oczekiwać oświecenia albo potwierdzenia własnych przekonań. Możesz czytać ją z nadzieją albo z czystej ciekawości. Czegokolwiek byś nie szukał, Księga Urantii nie jest tym, czego się spodziewasz.