Brakujące ogniwa ludzkiej ewolucji elektryzują zainteresowanych teorią powstawania gatunków. Tak jej zwolenników, jak i przeciwników. Według tych pierwszych odkrycie brakujących form przejściowych jest wyłącznie kwestią czasu; same braki nie są zresztą jakimś wielkim problemem — teoria ewolucji broni się i bez nich. Nawet jeśli odnajdywane skamieniałości to potwierdzają, dziury w ewolucyjnych łańcuchach wciąż pozostają bezpiecznym usprawiedliwianiem ignorancji tych drugich. Bez kluczowych ogniw — czyt. ludzkich — ewolucja nie ma dla nich racji bytu. Ba, dla wielu jest wręcz obraźliwa. No bo jak to tak od małpy?
Chociaż Księga Urantii nie aspiruje do miana publikacji naukowej, może zainspirować naukowców. Szczególnie kiedy mowa o ewolucji. W Przekazach znajdujemy nie tylko odświeżoną ideę samego procesu powstawania gatunków na Ziemi, ale i chronologiczną relację z jego przebiegu. Od najwcześniejszych makrokosmicznych przekształceń, przez pojawienie się pierwszych przejawów życia i jego burzliwe przemiany, aż do powstania gatunku ludzkiego. Odpowiada przy okazji na to nurtujące wielu pytanie: Jakie były brakujące ogniwa ewolucji człowieka?
Od początku
Życie wywodzi się z wody. Przekazy Urantii to potwierdzają. Nauka wprawdzie wyklucza w tym procesie boską ingerencję, najpoważniejsze hipotezy wskazują jednak na nasze mokre pochodzenie. Księga Urantii ze szczegółami opisuje przebieg samego zaszczepienia życia w wodach naszej planety, a potem kolejne kroki jego ewolucji. W powiązanych materiałach znajdziesz odnośniki do opracowań poruszających te tematy.
Jako że Księga Urantii dotyka przede wszystkim religii, nie będzie zaskoczeniem, że naucza, iż wszelkie życie jest sprawką Boga. To materialne, w jego imieniu i adekwatnie do swego imienia, z niebios przynoszą Nosiciele Życia, którzy zaszczepiają na wyselekcjonowanych planetach jego zalążek. Ewolucja zajmie się resztą.
550 milionów lat temu Nosiciele Życia przybyli na Ziemię i uruchomili procesy biologicznej ewolucji w trzech lokalizacjach. Jedno zaszczepienie nazywano „centralnym” lub „eurazjatycko-afrykańskim”, drugie „wschodnim” lub „austalazjatyckim”, trzecie, „zachodnie”, objęło Grenlandię i obie Ameryki. Całe ziemskie życie (do czasów Księcia Planetarnego) pochodzi z tych trzech pierwotnych, identycznych i równoczesnych zaszczepień życia wodnego. Warto zaznaczyć, że najdawniejszym przetrwałym bezpośrednim ludzkim przodkiem z okresu wychodzenia organizmów żywych na ląd pozostaje żaba. U autorów Księgi Urantii zasługująca tym samym na miano „czcigodnej”.
Pierwszy człowiek
Po wieluset milionach lat biologicznych (ale też geologiczno-klimatycznych) przemian ewolucja wyodrębniła na naszej planecie rodzinę ssaków. A później jej najinteligentniejszych przedstawicieli — i najważniejszy jak do tej pory kamień milowy tego procesu — gatunek ludzki.
Z punktu widzenia biologii człowiek jest zwierzęciem, a cały gatunek ludzki pochodzi bezpośrednio do zwierząt. Od zwierząt jednak, jak przedstawia to Księga Urantii, jednoznacznie odróżnia nas zdolność do czczenia Stwórcy oraz możność podejmowania osobistych moralnych decyzji. To właśnie pierwsze tego typu decyzje naszych przodków stały na granicy zwierzę — człowiek. Dlatego należy przyjąć, że wszystkie przedludzkie gatunki i ogniwa były zwierzętami; nawet jeżeli intuicyjnie może wydawać się inaczej.
Małpy razem silne
W kręgach pozanaukowych, także religijnych, panuje przekonanie, że współczesna nauka wskazuje małpę (konkretnie szympansa) jako bezpośredniego ludzkiego przodka. Nie jest to prawda. Ewolucjoniści nie twierdzą, że człowiek pochodzi od małpy. Zakładają jednak, że ludzie i szympansy wywodzą się z tej samej, dawno rozgałęzionej, linii genealogicznej. Jesteśmy podobni, ale szympans nie jest naszym praojcem; raczej prakuzynem. I tego samego naucza Księga Urantii.
Nagle
Istoty pośrednie z Urantii instruują: „Pamiętajcie, że przebieg postępującej ewolucji podlega nagłym i niespodziewanym okresowym zmianom, tak na materialnych, jak i na duchowych światach”. Nosiciele Życia mówią, że „kiedy dojrzeją warunki materialne, mogą nastąpić nagłe przeobrażenia psychiczne; kiedy sprzyjający jest stan umysłu, mogą pojawiać się nagłe przemiany duchowe”; w innym miejscu, że „nagłe pojawianie się nowych gatunków i zróżnicowanych klas organizmów żywych jest całkowicie biologiczne, zupełnie naturalne. W tych mutacjach genetycznych nie ma nic nadnaturalnego”.
Przez Przekazy mówiące o ewolucji często przewija się wyraz „nagle”. Powyższe to tylko przykłady, niemniej Księga Urantii wielokrotnie wspomina o nagłych przemianach (żeby nie powiedzieć przeskokach) ewolucyjnych. Także biologicznych. Bo o ile przeobrażenia umysłu czy ducha są nieuchwytne, to naturę przecież obserwujemy. Ślady życia roślinnego znajdujemy w życiu zwierzęcym; badamy organizmy, które rozwinęły się od najprostszych do bardzo złożonych. Ale to właśnie te nagłe zmiany uniemożliwiają nam załatanie wszystkich ewolucyjnych luk. Zakładamy, że przejścia między gatunkami są płynne, jednak pewnych ogniw będzie brakować zawsze. Nie dlatego, że nie potrafimy ich znaleźć, ale dlatego, że nigdy nie istniały. Jaki kierunek nadałoby nauce udowodnienie takiej tezy (od jakiegoś czasu mowa o eksplozji kambryjskiej)? Tym bardziej że sami autorzy Księgi zaprzeczają, by w tych nagłych zmianach było coś nadnaturalnego; nie są też dziełem przypadku. To nie „ręka Boga” ni meteoryt. To ewolucja.
Lemur
Pierwszym znaczącym, a nieznanym ogniwem ludzkiej ewolucji jest lemur. Powinniśmy jednak nazwać go raczej wczesnym lemurem, czy pralemurem, bo ten wymarły już gatunek ssaka, nie jest bezpośrednim krewnym współczesnych lemurów (mają jednak wspólnego przodka). Pralemury nie były też w prostej linii spokrewnione z istniejącymi już wtedy plemionami gibbonów i małp człekokształtnych.
Gdybyśmy zechcieli sięgnąć do samych początków, z Księgi Urantii dowiemy się, że dominujące cechy pralemurów, zatem i w pewnym sensie nasze, wywodzą się z zachodniego zaszczepienia Nosicieli Życia. Wcześniej jednak, zanim linia ludzkich przodków została w ogóle zapoczątkowana, gałąź ta została wzmocniona zaszczepieniem centralnym. Wschodnie zaszczepienie nie miało wielkiego wpływu na powstanie gatunku ludzkiego. Ustanawiający ród przodkowie, z którego później wyodrębniły się pralemury, pojawili się na Ziemi około 30 milionów lat temu.
Wczesne lemury wyewoluowały na zachodniej półkuli naszej planety. Jako plemiona wędrujące, kilka milionów lat temu wyruszyły z terenów Ameryki Północnej na zachód. Nas najbardziej zainteresuje grupa, która w końcu dotarła do południowo-zachodniej Azji.
Prawie człowiek
Trochę ponad milion lat temu, na terenach położonych na zachód od Indii (obecnie znajdujących się pod wodą), pośród potomstwa północnoamerykańskich pralemurów nagle pojawił się nowy typ zwierzęcia. Wciąż nie człowiek, ale już nie lemur. Księga Urantii nazywa go ssakiem wczesnym.
Przedstawiciele nowego gatunku nie przekraczali metra wysokości. Byli bardzo ruchliwi i zwinni. Już wtedy zdarzało im się chodzić na dwóch nogach; z łatwością stali wyprostowani. Mieli prymitywny przeciwstawny kciuk i chwytny paluch (dalsza ewolucja rozwijała u przedludzkich gatunków przeciwstawny kciuk, stopniowo traciły jednak umiejętność chwytania paluchem). Ssaki wczesne gaworzyły na małpi sposób, wciąż były owłosione, ale w odróżnieniu od plemion małpich żywiły się mięsem. Już wtedy młode tego przedludzkiego gatunku najczęściej rodziły się pojedynczo. Dorosłość osiągały w wieku trzech, czterech lat, a mogły dożyć nawet dwudziestu lat (co raczej się nie zdarzało…).
Ze wszystkich żyjących wówczas na Ziemi zwierząt, osobnicy tego nowego gatunku mieli największe, proporcjonalne do swych ciał, mózgi. Z tak obranego kierunku ewolucja już nie zboczy. Ci praprzodkowie ludzi byli ciekawscy i emocjonalni. Ekscytowali się sukcesami i niemal wstydzili niepowodzeń. Intelekt pozwalał im rozumieć koncepcję niebezpieczeństwa, w konsekwencji czego wykształciło się w nich poczucie strachu. A strach skłaniał do stosowania odpowiednich środków ostrożności. Np. do budowania schronień pośród wierzchołków drzew. To właśnie po wczesnych ssakach dziedziczymy nasze skłonności lękowe.
Pierwsi prawie ludzie przejawiali również tendencje do zalotów i świadomego doboru partnerów. Tu też można zauważyć pierwsze objawy monogamii, bo pozostawali wobec nich uczuciowi i lojalni (choć gdy wymagały tego okoliczności, wybierali nowych).
Nowy gatunek wykazywał niespotykane dotąd inklinacje społeczne. Wczesne ssaki były towarzyskie, ale też wojownicze. Szybko zapanowały nad życiem mniejszych stworzeń tamtego rejonu. Zawzięcie broniły swoich krewnych i nie bały się starć ze swymi mniej rozwiniętymi sąsiadami. Zakładam, że mięsożerność mogła mieć na to spory wpływ.
Po tysiącu lat biologiczno-intelektualnego rozwoju i ekspansji, już w siedemdziesiątym pokoleniu, pośród małpich przedludzi nagle nastąpiło kolejne istotne zróżnicowanie gatunku.
Brakujące ogniwo
Tysiąc lat ewolucji to naprawdę niewiele. Tyle jednak wystarczyło, aby z lemurowatego prawie człowieka wyłonił się całkiem nowy, jeszcze lepiej rozwinięty gatunek ssaka. Księga Urantii nazywa go pośrednim. Już teraz możemy zauważyć, że nie odkryliśmy co najmniej kilku ogniw ludzkiej ewolucji. Sądzę jednak, że to właśnie tego pośredniego gatunku najintensywniej szukamy. Tym bardziej, że to jego regresyjna mutacja dała również początek współczesnym szympansom.
Jakby Adam, jakby Ewa
Pośród wczesnych ssaków nagle pojawiły się wyjątkowe bliźnięta. Samiec i samica. Miały niewiele włosów i niemal współczesne przeciwstawne kciuki. W porównaniu z innymi przedstawicielami swojej grupy miały dłuższe nogi i krótsze ramiona, a stopy prawie tak dobrze przystosowane do chodzenia, jak nasze. Uczyły się chodzić wyprostowane. Z wiekiem stopniowo przewyższały swoich rodziców pod każdym względem. Gatunek wczesnych ssaków nie przekraczał metra wzrostu; oni mierzyli ponad metr dwadzieścia. Nie będzie już zaskoczeniem, że również ich mózgi były proporcjonalnie większe.
Bliźnięta szybko zaczęły odznaczać się wyższą inteligencją i wkrótce zostały uznane za przywódców całego plemiona wczesnych ssaków. Ustanowiły prymitywną formę organizacji społecznej i prosty, ekonomiczny podział pracy. Zostali małżonkami i spłodzili dwadzieścia jeden, podobnych sobie, dzieci.
Wraz ze wzrostem populacji tej nowej, lepiej rozwiniętej grupy, narastały wewnętrzne konflikty z mniej inteligentnymi współplemieńcami. W końcu wybuchła krwawa bratobójcza wojna. Mniej liczebne, ale silniejsze i bystrzejsze ssaki pośrednie wybiły wszystkich swoich przodków. Wojny nie przetrwał nawet jeden przedstawiciel ssaków wczesnych. Ogniwo ludzkiej ewolucji stało się brakującym.
Ssaki pośrednie
Praczłowiek przez 15 000 lat (600 pokoleń) siał na Półwyspie Indyjskim postrach. Wielkie i groźne zwierzęta dawnych czasów wymarły. Te duże, rodzime dla tych obszarów były roślinożerne, a więc z natury mniej agresywne. Groźne koty — lwy czy tygrysy — jeszcze tam nie dotarły. Waleczne ssaki pośrednie podporządkowały sobie cały zakątek swego lokalnego świata. Pokój nie trwał jednak długo.
Ssaki pośrednie były pod każdym względem lepiej rozwinięte od swych przodków. Wszystkie przedludzkie tendencje, jakie wykazywały polemurowate ssaki wczesne były u nich wzmocnione. A wykształciły kolejne. Np. obrzydzenie. Posiadały mocny instynkt zbieractwa. Przechowywały pożywienie i kamienie, służące jako broń dystansowa. Mogły dłużej żyć (do około 25 lat). Były też pierwszymi budowniczymi. Wznosiły nie tylko domy na drzewach, drążyły również wielotunelowe podziemne kryjówki i spiżarnie. Był to pierwszy gatunek ssaków, który chronił się zarówno w kronach drzew, jak i pod ziemią. Ssaki pośrednie znaczną część dnia żyły już na ziemi; na wierzchołkach drzew spały.
Naturalny przyrost populacji rozbudzał w praludziach odruch współzawodnictwa. Konkurowali przy zdobywaniu pożywienia i rywalizowali o względy partnerów seksualnych. Wojowniczy temperament tych istot doprowadził nie do jednej, ale do całej serii wojen domowych, które niemal wyniszczyły cały gatunek. Jak niewiele różnimy się od swoich przodków… Walki były zaciekłe i długie. Aż przy życiu została tylko jedna grupa; mniej niż sto osobników. Ocalałe plemię odbudowało swoje mieszkania na drzewach i ponownie zaczęło żyć w (względnym) pokoju.
Z fartem
Trudno wam sobie wyobrazić, jak blisko byli od wymarcia, od czasu do czasu, wasi przedludzcy przodkowie. Gdyby żaba, ancestralna dla całej ludzkości, skoczyła w pewnych okolicznościach pięć centymetrów krócej, zmieniłby się znacznie cały kierunek ewolucji. Lemuropodobna matka, bezpośredni przodek wczesnych ssaków, o włos uniknęła śmierci nie mniej niż pięć razy, zanim urodziła ojca nowego, zaawansowanego gatunku ssaków. Jednak największe niebezpieczeństwo nastąpiło wtedy, gdy piorun uderzył w drzewo, na którym spała przyszła matka bliźniaków naczelnych. Oboje rodzice, ssaki pośrednie, zostali mocno porażeni i dotkliwie poparzeni; troje z siedmiorga ich dzieci zostało zabitych przez ten grom z nieba. Te rozwijające się zwierzęta były nieomal zabobonne. Para, której dom na drzewie został trafiony, była w istocie przywódcami bardziej postępowej grupy z gatunku ssaków pośrednich; i za ich przykładem ponad połowa plemienia, obejmująca inteligentniejsze rodziny, przeprowadziła się ponad trzy kilometry od tego miejsca i zaczęła budowę nowych mieszkań na wierzchołkach drzew i nowych schronień gruntowych, dla chwilowej ucieczki w momentach nagłego niebezpieczeństwa.
62:3.9 (705.8)
Niedługo później para z powyższego Przekazu została rodzicami wyjątkowych dzieci — również bliźniaków. To przełomowy moment ludzkiej ewolucji. Młode okazały się najwspanialszymi zwierzętami, jakie do tamtej chwili stąpały po Ziemi.
Naczelne
Bliźnięta, samiec i samica, ponownie pod każdym względem przewyższały swoich współplemieńców. Miały jeszcze mniej włosów, a chodzenie w wyproście przychodziło im naturalnie. Wyrosły na jeszcze wyższe (150 cm) i miały proporcjonalnie większe głowy (i mózgi). Rodzeństwo jako pierwsze samodzielnie wykształciło formę prymitywnego języka — porozumiewali się za pośrednictwem znaków i dźwięków. Tu uwypukla się rozwojowa przepaść oddzielająca tak bliskie przecież gatunki, bo nikomu z ich plemienia nie udało się zrozumieć tych nowych symboli.
Para, w wieku około 14 lat uciekła ze swej rodzimej grupy. Udali się na zachód, gdzie założyli rodzinę, a tym samym ustanowili nowy gatunek ssaków naczelnych. To właśnie naczelne są w prostej linii, bezpośrednimi zwierzęcymi przodkami gatunku ludzkiego.
Naczelne zaczęły zajmować zachodnie tereny półwyspu mezopotamskiego (mniej inteligentne spokrewnione plemiona żyły w rejonach końca półwyspu i wzdłuż wschodniej linii wybrzeża). Księga Urantii zaznacza, że w porównaniu do swych przodków, naczelne były już bardziej ludzkie niż zwierzęce. W emocjonalnej naturze nie różniły się tak bardzo od ssaków pośrednich, wykazywały jednak więcej ludzkich tendencji we wszystkich swoich skłonnościach. Naczelne miały w pełni ludzkie dłonie i stopy — potrafiły nie tylko chodzić wyprostowane, ale też biegać! Proporcje ich szkieletu było już bardzo zbliżone do szkieletów prymitywnych ras ludzkich.
Naczelne prawie zupełnie porzuciły życie na drzewach (wracały tam tylko nocą). Używanie rąk stymulowało ich umysłowy rozwój, aczkolwiek nie miały jeszcze umysłów, które można nazwać ludzkimi. Naturalny czas życia naczelnych mógł dochodzić nawet do 40 lat; dojrzałość osiągały w wieku około 10 lat. I choć już tak bardzo ludzkie, naczelne wciąż były zwierzętami. Zajmowały się przede wszystkim walką o przetrwanie, więc raczej nie dożywały starości. Jednak to pośród nich, nagle urodziły się dwie pierwsze prawdziwe istoty ludzkie. Andon i Fonta.
Bracia i siostry
Od czasów lemurowatych wczesnych ssaków do pojawienia się pierwszego człowieka minęło około 21 tysięcy lat. Prawie 900 pokoleń pracowało na ten moment, chociaż pośród nich zaledwie kilka miało kluczowe znaczenie. Historia powstania gatunku ludzkiego jest równie fascynująca, co specyficznie wzruszająca. Ma też wielu bohaterów. Również tragicznych — naczelne, ostatnie, ale jakże istotne ogniwo przedludzkiej ewolucji, po wydaniu na świat ludzi, wyginęły w mniej niż 5000 lat. Jako gatunek przebyliśmy naprawdę długą drogę. Jak obrazowo ujął to Nosiciel Życia z Nebadonu, dosłownie od „szlamu i mułu oceanicznego dna” do „pana ziemskiego stworzenia”.
Praca nad tym materiałem rozbudziła we mnie poczucie osobliwej nostalgii. Ubolewam, że nie znamy naszego rodowodu. Żałuję też, że jeszcze długo go nie poznamy. Cieszę się jednak, że w przyszłości, dzięki Księdze Urantii, na pewno się to zmieni. Zaznajomienie się z tą szorstką opowieścią, urealnienie jej, przyniosło nieznane mi dotąd poczucie jedności i braterstwa. Wszyscy mamy wspólną historię. Jesteśmy rodziną nie tylko z duchowej, niewyraźnej przecież perspektywy. Niezależnie od pochodzenia, rasy, wyznania, czy poglądów jesteśmy rodziną z krwi i kości. Mamy też wspólny cel; nawet jeśli indywidualne drogi do niego. I razem, jako ludzie, budujemy przyszłość. Takimi właśnie historiami Księga Urantii zmienia truizmy w przeżywanie prawdy.
Pierwsi ludzie — Andon i Fonta — obchodzą w tym roku (2024) swoje 993 509 urodziny. Przy okazji objawień zawartych w Księdze Urantii chcieli nam posłać pozdrowienia, jednak „mądrze” im odmówiono… Nie pozostaje nic innego jak życzyć im okrągłego miliona!
PS Dalecy kuzyni
Dokładnie w tym samym czasie, kiedy rodziły się pierwsze naczelne, inna para ssaków pośrednich także została rodzicami bliźniaków. To małżeństwo było jednak zupełnym przeciwieństwem ojca i matki naczelnych: Byli najsłabiej rozwiniętymi osobnikami w grupie; tak umysłowo, jak fizycznie.
Ich młode, opóźniony samiec i samica nie były wojownicze (nie jadły mięsa, udało im się przetrwać wyłącznie dlatego, że przeczekały całą ostatnią bitwę ich plemienia ukryte w podziemnym składzie jedzenia), ani specjalnie ciekawskie. Jednak to one założyły współczesne małpie gatunki (z wyjątkiem istniejących wcześniej lemurów, gibbonów i innych małpich stworzeń). Potomstwo tej podrzędnej pary szukało cieplejszych, obfitych w tropikalne owoce terenów południowych. I tam nasi kuzyni przetrwali do dziś; niemal niezmienieni, rozróżniając się na pawiany, szympansy czy goryle (odgałęzienia, które parzyły się z wczesnymi gatunkami gibbonów i małp człekokształtnych uległy dalszemu ewolucyjnemu regresowi).