10 przykazań

1

Wszystkie oświecone światy uznają i czczą Ojca Wszechświatowego, wiecznego Stwórcę i nieskończonego podtrzymywacza całego stworzenia. Obdarzone wolą istoty, wszechświat za wszechświatem, zaczynają bardzo długą podróż do Raju, fascynujące zmagania wiecznej epopei docierania do Boga Ojca. Najwyższym celem dzieci czasu jest znalezienie wiecznego Boga, zrozumienie Boskiej natury, poznanie Ojca Wszechświatowego. Rozpoznające Boga istoty, kiedy przebywają na swych planetach, mają jedną tylko najwyższą ambicję, jedno trawi je pragnienie – ażeby stać się podobnym jemu, jakim jest on w rajskiej doskonałości swej osobowości i na swojej wszechświatowej sferze prawej wszechwładzy. Od zamieszkującego w wieczności Ojca Wszechświatowego wyszło najwyższe zalecenie: „Bądźcie doskonali, nawet tak, jak ja doskonały jestem”. W miłości i miłosierdziu rajscy posłańcy ponieśli to Boskie wezwanie, poprzez epoki i poprzez wszechświaty, nawet do takich skromnych istot, zwierzęcego pochodzenia, jak rodzaj ludzki na Urantii.

1:0.3 (21.3)

To wspaniałe i powszechne przykazanie, ażeby dążyć do osiągnięcia Boskiej doskonałości, jest pierwszym obowiązkiem i powinno być najwyższą ambicją wszystkich trudzących się życiem istot, stworzonych przez Boga doskonałości. Taka możliwość osiągnięcia Boskiej doskonałości jest ostatecznym i pewnym przeznaczeniem całego człowieczego, wiecznego postępu duchowego.

1:0.4 (22.1)

Dekalog stanowi fundament wiary chrześcijańskiej i zarazem nauk Kościoła katolickiego. Nie trzeba zresztą specjalnie dociekać, by zauważyć, że jakąś formę życiowych wskazówek głoszą praktycznie wszystkie wyznania. Jako dzieło religijne Księga Urantii nie jest pod tym względem wyjątkiem. Przekazy dotykają jednak boskich przykazań z nieco innej perspektywy. To clou niniejszego materiału. Zanim opowiem o dekalogu widzianym przez pryzmat Księgi, podzielę się własnymi wnioskami z rozważań nad dziesięcioma przykazaniami, w kontekście najpopularniejszego w Polsce nurtu chrześcijańskiego — katolicyzmu.

Jak zawsze

Kościół katolicki wie najlepiej. W żadnym wypadku nie mam zamiaru negować uniwersalnego wydźwięku dziesięciu przykazań, chcę raczej uwypuklić arogancką postawę instytucji. Nie mogę nazwać tego inaczej — przedstawiciele Kościoła z wyjątkową lekkością stawiają siebie w roli nie tylko jedynych upoważnionych, ale zarazem nieomylnych interpretatorów Biblii; zatem i dekalogu. Misja ewangelizacyjna Kościoła (tak jak i innych sekt) opiera się na strachu, więc leży na podwalinach grzechu. A w rzeczywistości kar za nieposłuszeństwo.

By wyjść od źródła problemu, przypomnę, że Kościół katolicki nieustannie wtłacza w umysły wiernych przeświadczenie, że sam jest Bogiem. Proces ten rozpoczyna się już od dziecka. Jednym z pierwszych musów, jakie pamiętam z lekcji religii, było wykucie na blachę dziesięciu przykazań. Niekonieczne refleksja nad ich przesłaniem — przestrzeganie przykazań odbywa się przecież pod dyktando księdza. O znaku równości pomiędzy instytucją Kościoła z Bogiem mówiłem już tutaj kilkukrotnie. Przy tej okazji widać to nader wyraźnie.

Stwórca powierzył przykazania całej ludzkości. Jednak wyłącznie hierarchom Kościoła prawo do arbitralnego decydowania o tym, jak należy je rozumieć; i co ważniejsze — monopol na wiedzę jak (inni mają) przestrzegać ich w codziennym życiu. Wszystko to aby pozwolić nam uniknąć kary. Najstraszliwszej, bo boskiej. Kary, której formę określa nie kto inny jak sam Bóg. Czyli Kościół. Taka manipulacja zdyskredytuje każdego marudę. Jeżeli ktoś wątpi, czy, o zgrozo, nie wierzy w przekaz czy intencje Kościoła, dowie się, że tym samym sprzeciwia się Stwórcy. I że poniesie za to konsekwencje.

Na wszelkie sposoby parafrazowane pierwsze przykazanie „Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”, w sercu bogobojnego katolika, nie może zabrzmieć inaczej niż „Bezwarunkowo uwierzysz we wszystko, co powie pan ksiądz”. I kiedy każde słowo Kościoła jawi się jako głos Boga, łamaniem pierwszego przykazania może okazać się nawet najmniejsza niesubordynacja. Jest tylko jeden Bóg, więc tylko jeden Kościół. Tak samo święty. Dlatego kiedy ludzie Kościoła domagają się czci i szacunku należnych Stwórcy, a potem je otrzymują, o naruszeniu pierwszego przykazania mowy być nie może. No bo jak niby Bóg miałby sam siebie za to karcić?

Zanim usiadłem nad tym materiałem, planowałem zerknąć na dekalog również przez pryzmat Katechizmu Kościoła Katolickiego — przecież to tam należy szukać źródeł stanowiska Kościoła. Jednak nie tylko postawy zrzeszonych, ale i samych kapłanów, są tak odległe od tego, co tam napisano, że uznałem to za bezcelowe.

Niech drugie przykazanie, „Nie będziesz wymieniał imienia Boga twego nadaremno”, posłuży tutaj za przykład. Także w kontekście powyższego, ale dosadniej, kiedy wyrokowanie w stylu „Bóg cię ukarze”, „obrażacie Boga”, „Bóg tak chciał”, czy inne „czemu mi to robisz Boże?” albo „Bóg mi świadkiem”, stało się codziennością przeciętnego katolika. Zenitem w tej dziedzinie jest podmianka uniwersalnego, acz grzesznego „o kurwa!”, chrześcijańskim i świętym odpowiednikiem „o mój Boże!”.

Pomimo pieczątek, w żadnym stopniu nie czuję się członkiem wspólnoty Kościoła. Nie mogę więc obiektywnie wypowiadać się na temat aktualnych, wewnętrznych kościelnych pouczeń. Przekazy medialne jednak, tak jak postawy co gorliwszych wiernych czy samych duchownych nijak nie potwierdzają frazesów, jakoby zrzeszeni zmierzali ku ideałom Katechizmu. Kiedy Katechizmowi Kościoła Katolickiego niepostrzeżenie nadano rangę górującą nad Biblią, by następnie udawać, że Kościół i jego owieczki żyją z nim zgodnie, brzmi to raczej jak niesmaczny żart.

U wyżyn bezczelności Kościoła leży odczłowieczanie osób niewierzących (w Boga, czyli rzecz jasna w Kościół i Kościołowi), jako tych pozbawionych moralności. Odrzucili przecież Boga (Kościół!), więc dekalog ich nie obowiązuje. Jakby w praktyce nie tylko nie chcieli, ale i nie byli w stanie go przestrzegać. Dotknąłem już tego tematu, kiedy pisałem o sumieniu. Wciąż nie dowierzam, że księża mogą głosić, że bez Boga (czyt. bez Kościoła) człowiek wyzbywa się ludzkich odruchów. Bo gdyby nie Kościół, nie wiedzielibyśmy, że mordowanie nie jest spoko; a rodziców wyrzucalibyśmy do zsypów, gdy tylko przestają być przydatni.

Naturalnie tego typu poglądy nie mogą być głoszone wszem wobec. Przyparci do muru księża zawsze będą zasłaniać się funkcjonującym jedynie w teorii Katechizmem. Na głos mówią o tym najczęściej radykałowie. Nie zmienia to faktu, że tacy ekstremiści, po pierwsze są reprezentantami Kościoła, których szefostwo miłosiernie nie temperuje, ale co ważniejsze, mają przecież wpływ na zapatrzonych w nich ludzi. Dzięki takiemu stanowisku zrzeszeni mają kolejny powód, by poczuć się lepszymi. Nic dziwnego, że reszta społeczeństwa może poczuć potrzebę obrony przed tak ohydną marginalizacją.

Niereligijne przykazania (4-10) dziś są tak oczywiste cywilizacyjnie, że przypisywanie sobie zasług utrzymania ich brzmienia w ludzkiej świadomości, jest zwyczajnie nieprzyzwoite. Kościół knuje jak może, aby trzymać wiernych w ułudzie. Bo gdy pewnego dnia zabraknie jego uświęconej służby, wszyscy wrócimy na drzewa.

Nie przeczę, prymitywni ludzie mogli potrzebować zakazów, aby dojrzeć (chociaż wątpię, by członkowie dawnych plemion godzili się na zabijanie współbraci czy kradzieże, bo szaman im nie powiedział, że tak nie wolno robić). Bardziej prawdopodobne jest, że to ewolucja i wspomagana objawieniem prawdziwa religia, powoli, acz konsekwentnie, rozwijają naszą moralność; nie zawłaszczone, a potem modyfikowane i interpretowane wedle potrzeb Kościoła oczywistości.

Skończę ten wywód interpretacją trzeciego przykazania, „Pamiętaj, aby dzień święty święcić”. Należy rozumieć je mniej więcej tak: „We wskazane przez pana księdza dni musisz robić to, co rozporządził, chodzić gdzie rozkazał; tam go słuchać i z pokorą brać za pewnik wszystko, co powie”. Jakżeby inaczej?

Droga Ojca

Jak dowiadujemy się z Księgi Urantii, ewolucja wszystkich zamieszkałych światów wygląda zgoła podobnie. I kiedy rozwijający się człowiek wykształci zdolność dokonywania wyborów moralnych (wolną wolę), na planetę przybywa wysłannik stwórcy wszechświata lokalnego — Książę Planetarny. W naszym przypadku (prawdopodobnie dlatego, że Ziemia jest siedliskiem życia eksperymentalnego) miało to miejsce dopiero 500 000 lat później. Niemniej w końcu, jakieś pół miliona lat temu, zawitał na Urantii Planetarny Książę, Caligastia. W tamtym czasie, w Europie, Azji i Afryce, żyło niecałe 500 milionów prymitywnych istot ludzkich.

To nie miejsce na szczegółowy opis pracy Księcia. Na potrzeby niniejszego materiału istotne jest jednak, że ten nowy władca inspiruje ludzi pierwotnych do dalszego rozwoju; nie tylko religijnego. I dokładnie tak było (przynajmniej do czasu) u nas.
To właśnie Książę Caligastia (a konkretnie Hap, jeden z jego pomocników) po raz pierwszy zapoznał pradawne ziemskie ludy z prawem moralnym. Należy pamiętać, że miało to miejsce setki tysięcy lat temu — ówczesny człowiek na skali ewolucji był zaledwie stopień wyżej niż jego zwierzęcy przodkowie; zapewne dziś takiego już człowieka, my nadal nazywalibyśmy zwierzęciem.

Prawo to, znane było jako „Droga Ojca” i składało się z siedmiu przykazań:

1. Nie będziesz bał się innego Boga ani służył innemu Bogu, tylko Ojcu wszystkich.

66:7.9 (751.4)

2. Nie będziesz nieposłuszny Synowi Ojca, władcy świata ani nie będziesz okazywał braku szacunku jego nadludzkim towarzyszom.

66:7.10 (751.5)

3. Nie będziesz kłamał, wezwany przed sędziów ludzi.

66:7.11 (751.6)

4. Nie będziesz zabijał mężczyzn, kobiet ani dzieci.

66:7.12 (751.7)

5. Nie będziesz kradł dóbr bliźniego swego ani jego bydła.

66:7.13 (751.8)

6. Nie będziesz dotykał żony przyjaciela swego.

66:7.14 (751.9)

7. Nie będziesz okazywał braku szacunku swoim rodzicom, czy starszym plemienia.

66:7.15 (751.10)

Aby utrwalać „Drogę Ojca”, personel Księcia wprowadzał zwyczaj dedykowania przykazań poszczególnym dniom tygodnia i korzystania z ich jako pozdrowień czy dziękczynienia podczas posiłków.

Wieki później, ustalone przez Adama i Ewę prawo Edenu niewiele różniło się od tych siedmiu przykazań. Materialny Syn i Córka uczyli jednak dodatkowych przyczyn ich przestrzegania. Np.: Zamieszkujący ludzi Dostrajacze Myśli, fragmenty Boga, stały się kolejnym uzasadnieniem, aby nie odbierać drugiemu człowiekowi życia.

Skutki buntu odcisnęły na nas wielkie piętno. Wprawdzie nawet po upadku Edenu przykazania „Drogi Ojca” pozostawały raczej niezmienne, niemniej ludzie wciąż przejawiali zapędy do mitologizowania swoich wierzeń. Przodkowie Asyryjczyków nauczali, że prawa moralne zawarte w przykazaniach Bogowie objawili ich przywódcy religijnemu — Vanowi, na świętej górze Ararat. Niewiele tu różnic, gdy w pamięci mamy Biblijne zapisy o Mojżeszu, który dekalog miał otrzymać na górze Synaj; ta i dziś przez wielu uznawana jest za świętą. Szczyty górskie muskające niebiosa, chyba długo jeszcze będą kojarzyć się nam z przedsionkiem domostwa Boga. Olimp wydaje się równie adekwatnym porównaniem.

Ulga

Istotnym elementem kształtującym treść przykazań było tabu. Dla naszych (nie tak) dawnych przodków, znających wyłącznie religię ewolucyjną, przestrzeganie tabu stanowiło ochronę przed złym losem i zapobiegało obrażaniu duchów; wbrew pozorom jednak w swoich początkach nie było wcale religijne. Szybko jednak zyskało aprobatę demonów i duchów. To właśnie tabu jest ojcem obrzędów i matką szeroko rozumianego kapłaństwa. Tabu jest protoplastą prymitywnej samokontroli i stanowiło najwcześniejszą formą przepisów społecznych. Przez długi czas jedyną.

Szacunek, jaki takie zakazy wzbudzały w umyśle dzikiego, równy był dokładnie jego strachowi przed mocami, które domniemanie je narzucały. Z początku tabu powstawały w wyniku przypadków złego losu; później narzucane były przez wodzów i szamanów – ludzi fetyszów, którymi jak uważano, kierował duch-upiór a nawet bóg. Strach prymitywnego człowieka przed zemstą ducha był tak wielki, że czasem człowiek umierał ze strachu, kiedy naruszył tabu i tak dramatyczne wypadki ogromnie umocniły pozycję tabu w umysłach żywych.

89:1.2 (974.4)

Do najwcześniejszych tabu należały np. ograniczenia dotyczące sięgania po cudze kobiety czy mienie. Widzisz czytelniku, dokąd ta historia zmierza? Kiedy w życiu dawnych ludzi religia zaczęła w końcu mieć jakieś znaczenie, to co podlegało zakazowi, stawało się tym samym nieczyste; bezbożne. Do dzisiaj borykamy się z takimi tendencjami. Siedem przykazań Księcia Planetarnego i Edenu, ale także późniejsze przykazania Hebrajczyków, były właśnie takimi tabu. Stąd też ich zakazująca forma. Paradoksalnie jednak takie objawione prawa ludzi nie ograniczały, a wyzwalały. Tysiące wcześniej istniejących tabu niemal całkowicie dominowało życie prymitywnych ludzi. Był to czas, kiedy nawet najbardziej błahe czynności życia codziennego musiały być im podporządkowane. Dzisiaj moglibyśmy to porównać do ciężkiej nerwicy natręctw. Byliśmy marionetkami — niewolnikami przesądów i tabu. Tych kilka przykazań w zastępstwie musiało przynieść ukojenie.

Machiventa Melchizedek

Syn od sytuacji krytycznych z Nebadonu (obecnie namiestnik Księcia Planetarnego Urantii) wszczął na Ziemi trzecie, po Księciu Planetarnym i Adamie i Ewie, objawienie prawdy. Machiventa Melchizedek nauczał ufności we wszechmocną dobroć jednego Boga. Głosił, że człowiek zdobywa bożą łaskę wyłącznie poprzez wiarę. Zebrana wokół niego grupa zwolenników, wierzących i uczniów, stanowiła zaczątek późniejszej społeczności Salemu. Machiventa stał się znany na terenie Palestyny jako kapłan El Eljona, Najwyższego Ojca i jako mędrzec z Salemu.

Machiventa nauczał na Ziemi przez 94 lata. Jednym z jego czołowych uczniów, a potem główną podporą, był Abraham. Melchizedek przez 30 lat mieszkał u rodziny Katro, dzięki czemu ludzie ci mogli poznać wiele wyższych prawd niż te, które głosił powszechnie. Wspominam o tym, ponieważ Katro zachowali te nauki w swojej rodzinie na długo. Aż do czasów ich potomka — Mojżesza.

Salemskie obrzędy religijne były stosunkowo proste. Każdy, kto dołączał do Kościoła Melchizedekowego, zapamiętywał i akceptował następujące postanowienia:

1. Wierzę w El Eljon, Najwyższego Boga, jedynego Ojca Wszechświatowego i Stworzyciela wszystkich rzeczy.

93:4.2 (1017.4)

2. Uznaję przymierze Melchizedeka z Najwyższym Ojcem, które daje mi łaskę Bożą za moją wiarę, a nie za ofiarowania i ofiary całopalne.

93:4.3 (1017.5)

3. Przyrzekam przestrzegać siedmiu przykazań Melchizedeka i głosić wszystkim ludziom dobrą nowinę tego przymierza z Najwyższym Ojcem.

93:4.4 (1017.6)

Z siedmiu przykazań religii salemskiej wyraźnie wybrzmiewają tak pradawna „Droga Ojca”, jak i przykazania z czasów Edenu.

1. Nie będziesz służył żadnemu Bogu poza Najwyższym Ojcem, Stwórcą nieba i ziemi.

(1017.9) 93:4.7

2. Nie będziesz wątpił w to, że tylko wiara jest potrzebna do wiecznego zbawienia.

(1017.10) 93:4.8

3. Nie będziesz świadczył fałszywie.

(1017.11) 93:4.9

4. Nie będziesz zabijał.

(1017.12) 93:4.10

5. Nie będziesz kradł.

(1017.13) 93:4.11

6. Nie będziesz cudzołożył.

(1018.1) 93:4.12

7. Nie będziesz okazywał braku szacunku rodzicom i starszym.

(1018.2) 93:4.13

Prawo Mojżeszowe

Księga Urantii nie pozostawia złudzeń. Mojżesz nie otrzymał przykazań w otoczeniu spektakularnych szaleństw natury bezpośrednio od Boga. Rzecz jasna ta niezwykła biblijna historia wpływa na wyobraźnię, a nadprzyrodzony splendor bez wątpienia sprzyja rozprzestrzenianiu się jej. Taka ludzka natura — zwyczajne rzeczy są nudne; a gdy mowa o religii — mało wiarygodne.

Wiele udoskonaleń, które Mojżesz wprowadził w religii i ponad religią Egipcjan i otaczających ich plemion bliskowschodnich, zawdzięczać należy podaniom Kenitów, pochodzącym z czasów Melchizedeka. Bez nauk Machiventy, przekazanych Abrahamowi i jego współczesnym, Hebrajczycy wyszliby z Egiptu pogrążeni w beznadziejnych mrokach. Mojżesz i jego teść, Jetro, zebrali resztki podań z czasów Melchizedeka i tymi naukami, dołączonymi do wiedzy Egipcjan, kierował się Mojżesz podczas tworzenia zaawansowanej religii i obrzędów Izraelitów. Mojżesz był organizatorem; wybrał to, co najlepsze z religii i obyczajów Egiptu i Palestyny, a powiązawszy te zwyczaje z podaniami o naukach Melchizedeka, zorganizował hebrajski, obrzędowy system czczenia.

96:5.3 (1058.1)

Zastanówmy się, która wersja wydarzeń z większą mocą poruszy bojaźliwego człowieka:

Ta, w której Bóg najpierw wąskiemu gronu oznajmił plan swojego rychłego przybycia. Polecił ich przywódcy, aby z wybrańcami udał się ku podnóżom góry, gdzie „gęsty obłok rozpostarł się nad górą i rozległ się głos potężnej trąby, tak że cały lud przebywający w obozie drżał ze strachu”. Potem, pod postacią takiego właśnie obłoku Stwórca zstąpił z niebios osobiście, żeby wchodzącemu na szczyt liderowi przekazać najważniejsze prawo wszystkich ludzi — 10 przykazań.

Czy może ta, w której Mojżesz podczas kontemplacji, zgodnie ze swym subiektywnym rozumieniem religii i najlepszymi intencjami, postanawia zaktualizować doskonale znane mu 7 przykazań Melchizedeka? Niemal te same, przekazane pierwszym ludziom wieki wcześniej przez personel Księcia Planetarnego…

Która z tych historii jest bardziej boska i ekscytująca? O którą chętniej się opowiada? Za którym z tych dwóch Mojżeszów człowiek będzie chętniej podążał?

W kontekście dziesięciu przykazań, o historii Mojżesza Księga Urantii mówi m.in. tak:

„Mojżesz słyszał o naukach Machiventy Melchizedeka, zarówno od ojca, jak i od matki […] został wykształcony jako el szaddaista; pod wpływem teścia został el eljonistą; a do czasu rozbicia hebrajskiego obozowiska pod górą Synaj po ucieczce z Egiptu, sformułował nową i rozszerzoną koncepcję Bóstwa (wywodzącą się ze wszystkich jego wcześniejszych wierzeń), którą mądrze postanowił ogłosić swemu ludowi jako poszerzoną koncepcję ich starego boga plemiennego, Jahwe. Mojżesz próbował nauczać tych Beduinów idei El Eljon […] dlatego świadomie zdecydował się na kompromisowe przybranie ich plemiennego boga pustyni jako jedynego i niepowtarzalnego boga swoich wyznawców. Fakt, że Jahwe był bogiem uciekających Hebrajczyków, wyjaśnia, dlaczego tak długo pozostawali pod świętą górą Synaj i dlaczego tam otrzymali dziesięć przykazań, które Mojżesz ogłosił w imieniu Jahwe, boga Horeb. Podczas tego długiego pobytu pod Synajem obrzędy religijne nowo rozwijającego się kultu Hebrajczyków były w dalszym ciągu dopracowywane. Nie wydawało się, że Mojżeszowi może udać się kiedykolwiek wprowadzić nieco zaawansowanego czczenia obrzędowego oraz przez ćwierć wieku utrzymać swych wyznawców w grupie, gdyby nie gwałtowna erupcja Horebu w trzecim tygodniu pełnego czci pobytu u jego podnóża […]. W świetle tego kataklizmu nie dziwi, że Mojżesz mógł wpoić swym braciom naukę, że ich Bóg jest „potężny, przerażający, chłonący ogniem, straszny i wszechmocny”.

Jak siebie samego

Rajski Michał, władca wszechświata Nebadon, zstępując na Ziemię i żyjąc jako Jezus z Nazaretu, kolejny raz poszerzył ewoluującemu gatunkowi ludzkiemu koncepcję Ojca Wszechświatowego. Wbrew katolickim przekonaniom nie pozostawił po sobie boskiego prawa; nie taką drogę objawienia obrał. Wiedział jednak, jak i wcześniejsi nauczyciele prawdy, że aby człowiek zechciał zacząć budować nowe, musi czuć się bezpiecznie na fundamentach starego. Rewolucja nie zastąpi boskiego planu ewolucji.

I z taką świadomością nauczał podczas całej swojej misji obdarzającej. Jezus stopniowy progres prawdziwej religii, na przykładzie przykazań, apostołom wyjaśniał m.in. tak:

Ponadto powinniście zauważyć postęp w pojmowania Boskiego prawa, doskonale idący w parze z tymi poszerzającymi się koncepcjami boskości. Kiedy dzieci Izraela wychodziły z Egiptu, w okresie przed poszerzonym objawieniem Jahwe, miały dziesięć przykazań, które im służyły za prawo, aż do tego czasu, kiedy obozowano pod Synajem. I tymi przykazaniami były:

142:3.10 (1599.2)

1. Nie będziesz czcił innego boga, bo Pan jest Bogiem zazdrosnym.

142:3.11 (1599.3)

2. Nie będziesz robił odlewów podobizn bogów.

142:3.12 (1599.4)

3. Nie będziesz zaniedbywał święta przaśników.

142:3.13 (1599.5)

4. Wszyscy pierworodni płci męskiej, człowieka lub bydła, należą do mnie, powiedział Pan.

142:3.14 (1599.6)

5. Sześć dni pracować będziesz, ale siódmego dnia odpoczywaj.

142:3.15 (1599.7)

6. Będziesz obchodził święto pierwszych płodów i święto zbiorów przy końcu roku.

142:3.16 (1599.8)

7. Krwi żadnej ofiary nie składajcie razem z kwaszonym chlebem.

142:3.17 (1599.9)

8. Ofiary święta Paschy nie zostawiaj do następnego rana.

142:3.18 (1599.10)

9. Pierwsze z pierwszych płodów ziemi przyniesiesz do domu Pana, twojego Boga.

142:3.19 (1599.11)

10. Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki.

142:3.20 (1599.12)

I potem, pośród piorunów i błyskawic Synaju, Mojżesz dał im dziesięć nowych przykazań, które jak wszyscy przyznacie, wyrażają wyższe wartości towarzyszące rozszerzającym się koncepcjom Bóstwa, zawartym w Jahwe. I czy nigdy nie zwróciliście uwagi na to, że te przykazania są dwa razy zapisane w Piśmie, że w pierwszym przypadku uwolnienie z Egiptu jest przytaczane jako przyczyna przestrzegania szabatu, kiedy w późniejszych zapisach rozwijających się wierzeń religijnych nasi przodkowie żądali zmiany tego, twierdząc, że fakt stworzenia jest przyczyną przestrzegania szabatu?

142:3.21 (1599.13)

I dalej przypomnijcie sobie, że znowu – w okresie wielkiego duchowego oświecenia za czasów Izajasza – dziesięć tych zakazujących przykazań zostało zmienione na wielkie i nakazujące prawo miłości, nakaz, aby kochać Boga najmocniej a bliźniego swego jak siebie samego. I to jest najwyższe prawo miłości do Boga i do człowieka, które ja także wam głoszę, jako stanowiące cały obowiązek człowieka”.

142:3.22 (1599.14)

Apostołowie, jak wielu współcześnie wierzących, mieli spore opory, by zmierzyć się z prawdą; nawet zapisaną w ich świętych księgach. Nawet głoszoną przez Syna Bożego. Bywało, że traktowali nowe przykazania wyłącznie powierzchownie. Księga Urantii mówi, że „nigdy wcześniej apostołowie nie byli tak zszokowani, jak podczas słuchania tej opowieści o rozwoju koncepcji Boga w żydowskich umysłach poprzednich pokoleń; byli zbyt oszołomieni, by zadawać pytania”.

Jezus powtarzał wydźwięk nowych przykazań jeszcze innymi razy. Ponownie apostołom:

Nauczano was, że macie «bać się Boga i przestrzegać jego przykazań, bo to jest cała powinność człowieka». Ja jednak przyszedłem dać wam nowe i wyższe przykazanie. Chciałbym nauczyć was «kochać Boga i uczyć się czynić jego wolę, gdyż jest to najwyższy przywilej wyzwolonych synów Boga». Ojców waszych uczono «bać się Boga – Wszechmocnego Króla». Ja was uczę: «Kochajcie Boga – wszechmiłosiernego Ojca».

149:6.7 (1676.1)

Ale także swoim przeciwnikom:

Wtedy wystąpiła jedna z grup faryzeuszy, aby zadawać Jezusowi nękające pytania i jej rzecznik zwrócił się do Mistrza: „Mistrzu, jestem prawnikiem i chciałbym cię zapytać, jakie jest, w twojej opinii, największe przykazanie?”. Jezus odpowiedział: „Jest tylko jedno przykazanie i ono jest największe ze wszystkich a tym przykazaniem jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan nasz Bóg, Pan jest jeden; będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». To jest pierwsze i największe przykazanie. A drugie przykazanie podobne jest pierwszemu; zaprawdę, pochodzi prosto od niego a jest to: «Kochaj bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma większych przykazań niż te; na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

174:4.2 (1901.2)

Ostatnie przykazanie

Pielgrzym ląduje na planecie przyjmującej Havony, na świecie pilotującym siódmej orbity, z jednym tylko wyposażeniem doskonałości – doskonałością intencji. Ojciec Wszechświatowy zarządził: „Bądźcie doskonali, nawet tak, jak ja jestem doskonały”. To jest owo zdumiewające zaproszenie-polecenie, głoszone skończonym dzieciom światów przestrzeni. Obwieszczenie tego nakazu poruszyło całe stworzenie, istoty niebiańskie zaczęły współpracować ze sobą, aby spełnić i zrealizować to wielkie przykazanie Pierwszego Wielkiego Źródła i Centrum.

26:4.12 (290.2)

Księga Urantii kolejny raz poszerza koncepcję Bóstwa. Tak jak poprzednimi razy, objawienie to jest wielopoziomowe. I tak samo jak wtedy, dotyka również przykazań, zawężając ich treść oraz dodając im głębi. Wszystkie przeszłe oraz ewentualne przyszłe przykazania sprowadzają się i będą sprowadzać się do tego, od początku jedynego: „Bądźcie doskonali, nawet tak, jak ja doskonały jestem”.

To, że Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, nie oznacza, że jesteśmy boscy; ani że bezrefleksyjne posłuszeństwo wobec jego samozwańczych pełnomocników w jakiś magiczny sposób i nagle nada nam boskich cech. Możemy jednak stać się boscy. Mamy w sobie fragment samego Boga — potencjał nieskończonego rozwoju i wewnętrzną potrzebę stawania się lepszymi; tak aby być mu podobni. I wieczność, żeby to osiągnąć. Wolno nam słuchać podpowiedzi, wszelakich przykazań, jak to zrobić. Ale dotrzemy tam, kierując się prawdziwą religią; i tylko tak.

Takie jest prawdziwe znaczenie Boskiego przykazania: „Bądźcie doskonali, nawet tak, jak ja doskonały jestem”, które zawsze pcha śmiertelnego człowieka naprzód i przyzywa go do wewnątrz, w tych długich i fascynujących zmaganiach osiągania coraz wyższych poziomów wartości duchowych i prawdziwych znaczeń wszechświata. To wzniosłe poszukiwanie Boga wszechświatów jest najwyższą przygodą mieszkańców wszystkich światów czasu i przestrzeni.

1:0.6 (22.3)

(Nie)doskonali

Wraz z rozwojem przedstawianych w Księdze Urantii historii, łatwo dojść do wniosku, że przykazania nie są i nigdy nie były arbitralnym boskim prawem. Tym bardziej takim, którego łamanie będzie karane; a przestrzeganie nagradzane. Przykazania nazwałbym raczej objawieniową metodą cywilizowania człowieka. Metodą ewolucyjną. Skuteczną, ale niestety tak jak sam Bóg, zagrabioną i dezawuowaną przez organizacje religijne.

Na starcie naszej moralnej ewolucji potrzebowaliśmy impulsu, który w ten czy inny sposób uświadomiłby nam, że zabijanie drugiego człowieka nie jest w porządku. Zgoda. Ale dzisiaj? Takie zakazy, od społecznej czy moralnej strony wydają się zupełnie zbędne. Tym bardziej że uniwersalność przykazań odzwierciedlają przepisy prawa — wszyscy chcemy być lepsi; nie tylko wyznawcy. To nie osiągnięcie Kościoła, że kradzież czy gwałty nie są powszechnie akceptowane. Z najszerszej perspektywy wyłącznie Bóg może być źródłem moralności. Kreowanie siebie jako jedynego moralnego autorytetu jest wyłącznie aroganckie. Rozwój moralności to system naczyń połączonych, a jej poziom jest zasługą nas wszystkich. Dekalog wciąż zresztą cierpi za ludzką upartość; wyrachowani kapłani niezmiennie są hamulcem postępu (nawet religijnego!). W dzisiejszych religiach zaktualizowane przez Jezusa przykazania są przecież zupełnie marginalizowane.

Wbrew wszystkiemu, konsekwentnie i wspólnymi siłami stajemy się coraz lepsi. Bardziej podobni Bogu. Wciąż długa droga przed nami, fakt. Ale jeżeli zechcemy, każdy z nas może nie tylko nie zabijać czy nie kraść, ale i kochać bliźniego jak siebie samego; by ostatecznie stać się doskonałym. Nawet tak jak Bóg. Księga Urantii, oferując nam to najnowsze przykazanie, jest na tej ścieżce kolejnym drogowskazem.

Nie wiem jak być doskonałym. Jeżeli ktoś twierdzi, że wie, kłamie. Wiem jednak jak stawać się lepszym — szczerze próbując. I myślę, że to najlepszy początek.

Sprawdzian czasu jest prawie kompletny; bieg ku wieczności dobiegł końca. Kończą się dni niepewności, zanika pokusa zwątpienia; wypełniony został nakaz bycia doskonałym. Z samego dna inteligentnej egzystencji, istota czasu i osobowość materialna wznosiła się przez ewolucyjne sfery przestrzeni, udowadniając tym samym wykonalność planu wznoszenia się, dowodząc na zawsze sprawiedliwości i prawości przykazania Ojca Wszechświatowego, danego niepozornym istotom przebywającym na swych światach: „Bądźcie zatem doskonali, nawet tak, jak ja doskonały jestem”.

26:9.3 (295.1)

PS Fetysz

Cofnijmy się do czasów przed Mojżeszem; wieków, gdy idea ducha wnikającego w przedmioty, zwierzynę czy ludzi, jest wierzeniem uświęconym. Przestrzegaliśmy wielu tabu, człowiek jednak od początków ewolucji religii czcił również fetysze — obiekty, które w jego mniemaniu posiadały ducha. Nasi przodkowie mieli tendencje (czy na pewno tylko przodkowie?) do przekształcania w religijne fetysze wszystkiego, co było dla nich nadzwyczajne. Fetyszami stawały się wzorzyste kamienie, rośliny, owoce (np. jabłko) czy drzewa; zwierzęta (np. święta krowa), ludzie (zarówno geniusze, jak i kalecy czy upośledzeni), a nawet dni tygodnia czy cyfry (np. 13); również ogień i woda (dziś nazywana święconą). Gdy o tym myślę, wraca mi obraz gromadki staruszek klęczących przed drzewem, którego sęk przypomina postać Jezusa.

Ludzie przez setki lat byli szczerze przekonani, że Bóg pomieszkuje w świętych przybytkach, świątyniach i w kamiennych ołtarzach. Ba, wciąż nie jesteśmy jakoś daleko od tego typu wierzeń (biorąc pod uwagę np. stosunek muzułmanów do Hadżaru w Mekce czy co gorliwszych katolików do pierwszego z brzegu budynku kościoła w Polsce).

Co fetyszyzm religijny ma wspólnego z przykazaniami? Jeżeli pozbyć się baśniowej otoczki z biblijnej historii dekalogu, można lepiej zrozumieć Mojżesza, który dodając do siedmiu, kolejne przykazanie, „Nie będziesz robił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach tej ziemi”, próbował ograniczyć błąd czczenia takich właśnie fetyszy. Współcześnie świątynno-dewocjonalny biznes jest jednak zbyt dochodowy, żeby wspominać o tego typu niepotrzebnych przykazaniach. Dlatego Kościół katolicki w swojej katechetycznej wersji dekalogu roztropnie je usunął.

W końcu fetyszami stały się słowa, zwłaszcza te, które uważano za słowa Boże; w ten sposób święte księgi wielu religii stały się fetyszystycznymi więzieniami, trzymającymi w okowach duchową wyobraźnię człowieka. To właśnie wysiłki Mojżesza, zmierzające do zapobieżenia fetyszom, stały się najwyższym fetyszem; jego przykazania używano później do wyjałowienia sztuki, przeszkadzało ono w podziwianiu piękna i w jego adoracji.

88:2.6 (969.4)